Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MBP w Gorlicach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MBP w Gorlicach. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2017

"Didaskalia"- moja nowa książka








Z końcem 2016 roku dzięki hojności Muzeum "Dwory Karwacjanów i Gładyszów" w Gorlicach ukazała się moja nowa książka, pt. Didaskalia. Jest to zbiór szkiców o sztuce, literaturze i filozofii, w większości prezentowanych w poprzednich wpisach na niniejszym blogu. Wiele z nich było także publikowane na łamach rzeszowskiego kwartalnika "Fraza". Pragnę przy tej okazji złożyć gorące podziękowania za wszystkie rady i wskazówki dr hab. prof. UR. Magdalenie Rabizo-Birek redagującej wspomniane czasopismo, jak również Zdzisławowi Tohlowi – dyrektorowi gorlickiego Muzeum. Słowo wstępne do mojej książki napisał Zdzisław Tohl, zaś Posłowie dr hab.Witold M. Nowak prof. UR. 



Słowo wstępne  

Kontynuując (kronikarski choćby) obowiązek zapisu wydarzeń artystycznych, których organizatorem była także nasza instytucja, oddajemy w Państwa ręce kolejny tomik szkiców literackich autorstwa Pawła Nowickiego pt. “Didaskalia”. Tytuł zbioru przypisuje pewną, szczególną role zamieszczonym tu tekstom; bowiem w czasach praktycznie nie funkcjonującej krytyki artystycznej felietony Pawła Nowickiego to jedyny zapisany komentarz do wydarzeń jakim były opisane tu wystawy lub spotkania autorskie. Jak je rozumieć? Czego dotyczyły? Wreszcie kiedy i gdzie się odbyły – na te pytania otrzymacie Państwo odpowiedź na łamach tej publikacji. Autor prace swoją (aczkolwiek nieco dorywczą) wykonuje rzetelnie i z należytą uwagą, co powoduje, że pamięć i czas łaskawiej obchodzą się z artystycznym przekazem zdarzeń i organizacyjnym wysiłkiem naszych instytucji. Jestem przekonany, że “Didaskalia” oprócz wielu wymienionych zalet zainteresują Państwa oryginalnym zmysłem obserwacji i analizy dzieła sztuki w oparciu o bogatą tradycję nauk filozoficzno-estetycznych.

Zdzisław Tohl









O pisarstwie Pawła Nowickiego


Pisarstwo Pawła Nowickiego narasta od wielu lat, to już kilka dekad. Autor jest człowiekiem szerokich lektur i zainteresowań. Przejawia wielką miłość do sztuki rozumianej szeroko – jako wyraz człowieczeństwa i gwarant jego godności. Zajmują go wszelkie ekspresje ludzkie: malarstwo, grafika, rzeźba, fotografia, liryka i proza. Interesują go wystawy dzieł sztuki i przedmiotów obdarzonych znaczeniem i będących nośnikami uczuć, np. kart pocztowych.
Zauważalna i godna uwagi jest filozoficzna głębia tekstów Nowickiego. Nie są to nigdy teksty powierzchowne, lecz zawsze przenika je pewien rodzaj przejęcia, które nazwałbym egzystencjalnym. Autor poszukuje w obrazach, rzeźbach, wierszach i innych tekstach kultury odpowiedzi na istotne ludzkie pytania: czym jest sztuka?, jaką rolę pełni w ludzkim życiu?, co może nam powiedzieć i jaki wskazać kierunek w życiu?, na co sztuka potrafi nas otworzyć? Są to także głębokie metafizyczne pytania, jak to główne – jaki jest sens życia, w którym tkwimy?
Na pomoc interpretacjom przychodzą filozofowie, których studiuje Paweł Nowicki: Platon, Spinoza, Heidegger, Taylor. W odwołaniu do dzieł tych mistrzów Nowicki wyjaśnia odbiorcom, a niekiedy i samym artystom złożone konteksty ich twórczości. W niektórych bowiem sprawach to artyści wiedzą więcej aniżeli interpretator ich dzieł, w innych – więcej wie on.
W każdym spośród zamieszczonych w książce tekstów pojawiają się pojęcia i koncepcje filozoficzne. Jest to zabieg zamierzony przez Autora i służący pogłębieniu, wzbogaceniu interpretacji. Bogactwo języka odpowiada tu bogactwu obrazu. Autor potrafi przekładać obraz na słowo, a także odwrotnie – dać obraz idei dyskursywnej.
Styl Nowickiego wyrabiał się przez lata. Jest elegancki, dygresyjny w dobrym sensie, smaczny dla tych, którzy lubią erudycyjne odnośniki do licznych dziedzin kultury. Jest także bardzo plastyczny i momentami konkuruje swoją wizyjnością z komentowanymi obrazami.
Pisarstwo Pawła Nowickiego jest ważnym głosem w obronie sztuki, w obronie jej egzystencjalnej doniosłości. Komuś, kto sądziłby, iż sztuka obroni się sama należałoby odpowiedzieć, że w każdym czasie wiele sił pragnie się sztuki pozbyć, bo przynosi ona wraz z pogłębieniem życia także niewygodny niepokój. Sztuka potrzebuje adwersarzy, apologetów i interpretatorów - i chwała Pawłowi Nowickiemu, że chciał być taką właśnie postacią.

Witold M. Nowak





                                                                                                                               Paweł Nowicki

sobota, 24 grudnia 2016

Zapisane, powiedziane, przemilczane, czyli jak konstytuuje się sens? Inspiracje literackie hermeneutyki i postmodernizmu

            Często bywa tak, że wystawa dzieł sztuki oprócz tego, że posiada wymiar czysto estetyczny, jest także artykulacją problemów, domagających się skomplikowanego komentarza. Dzieje się tak szczególnie w przypadku konceptualizmu, w którym bardzo często nie da się pominąć związku miedzy przedmiotem, który jest „do oglądania” a zapleczem jego teoretycznych uzasadnień – nieraz w ogóle wyjaśnieniem sensu prezentowanych eksponatów. Stąd wartość recenzji. 
            W styczniu 2013 w sali odczytowej „Pod Sową” Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorlicach mogliśmy oglądać wystawę zatytułowaną Korespondencja będącą podsumowaniem 9 Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Książki[1]. Dodatkową okazją dla zorganizowania obecnej ekspozycji były obchody  przypadającego w bieżącym roku jubileuszu 65-lecia gorlickiej Biblioteki. Wiodącym tematem aktualnej edycji festiwalu był motyw korespondencji – stąd tytuł wystawy. Autorom chodziło o jednak nie tylko o tradycyjną wymianę listów miedzy osobami, lecz także o korespondencję sztuk, problem przekładu, recepcję tradycji, dialog teraźniejszości z przeszłością. Na wystawie mogliśmy oglądać obiekty piśmiennicze, które nie przypominają tradycyjnych listów ani książek, lecz są rzeźbami, instalacjami, przedmiotami o charakterze konceptualnym. Niektóre kompozycje są tak skonstruowane, że zakładają aktywne uczestnictwo widza i  jak się wydaje  próbują w ten sposób odzwierciadlić znaną ideę dzieła otwartego. Tak jest zapewne w przypadku instalacji ukazującej widok dwóch słynnych pałaców w Weronie, które znamy z historii Romea i Julii. Między balkonami po rozpiętym sznurze wędrują „listy kochanków?” Fiszki biblioteczne? Dyskretne aluzje między epokami? Zwiedzający wystawę sami mogli coś dopisać, albo zabrać kartkę, by mieć na pamiątkę – mogą zrobić cokolwiek, zostawiając  w ten sposób jakiś ślad po sobie. W innym miejscu wśród eksponatów znalazł się  składany parawan – na nim napisy: Widzisz! Co się gapisz?! Jeszcze zobaczysz! – różne zastosowania słowa widzieć w związku z przedmiotem, który służy temu, aby widzeniu (się) skutecznie przeszkodzić. Inna praca to tablice, które pokrywa z zagadkowy relief – wzór, przypominający pismo klinowe. Co jest napisem a co ornamentem? Takie pytanie zapewne musiał sobie stawiać niejeden archeolog. Jest też korespondencja Heloizy i Abelarda – biała suknia (ślubna?) z zaszytymi fragmentami listów.
            Wiemy, że naśladowanie, tworzenie podobizn nigdy nie wyczerpywało istoty malarstwa. Tak samo, jak literatura nigdy nie była zbiorem plotek o życiu fikcyjnych postaci. Jednak sytuacja sztuk plastycznych uległa radykalnej zmianie, od kiedy wraz z wynalezieniem fotografii, portret albo szkic terenu – potrzebne do celów czysto użytkowych – dały się wykonać w sposób mechaniczny. Malarstwo zostało zwolnione z rzemieślniczej funkcji i stało się wyłącznie dziedziną swobodnej twórczości. Podobnie dziś, w epoce komputerów i telefonów komórkowych, książka lub list w formie papierowej nie są już jedynymi nośnikami informacji, przez co coraz częściej pretendują do rangi obiektów „czysto” artystycznych. Pojawiają się różne pomysły, aby tradycyjnej książce nadać formę odświętną i unikatową. Znana jest idea „książki jedynej”, która polega na tym, by każdy egzemplarz danego nakładu nosił cechy szczególne, zyskując tym samym wartość kolekcjonerską.
Z drugiej strony warto mieć na względzie, że współczesne – elektroniczne formy komunikacji mogą niekiedy obyć się bez czytelnika. Link uruchamia sekwencję poleceń, niezależnie od tego, że ma on formę tekstu. Roboty internetowe generują sygnały  (w formie napisów) ale bez podmiotu, który by je czytał. Jest to bardziej mechanizm bodźca i reakcji, niż porozumienie – rzecz humanistyki. Fakt, że na koniec ktoś czyta, to, co ukazuje się w postaci tekstu, przestaje być istotą funkcjonowania systemu.
A jeśli wyobrazimy sobie kompozycję zawierającą kartę pamięci – moduł z komputera na białym tle, zatytułowaną „Nieodkryty zespół świątyń starego państwa Majów”? Jak wiadomo nikt nie ma pewności, czy tamte budowle służyły do mieszkania, czy nie były czymś w rodzaju poezji, tworzonej za pomocą architektury.             
            Zostawiamy po sobie ślady. Jedne ślady znaczą, ponieważ są znakami w sensie tradycyjnym, inne ponieważ ktoś rozpoznaje w nich oznakę, objaw. Kiedy widzimy na zabytkowej ścianie napis „Byłem tu”, rozumiemy go po prostu, jako użytkownicy języka, ale potrafimy go także odczytać jako objaw braku wychowania, lub akt wandalizmu. A co, jeśli przed wiekami sami Rzymianie pisali na swoich murach – zwyczajnie – tak, jak my, coś w rodzaju „Zaraz wracam”? Więc czas decyduje o znaczeniu znaków, o ich znakowej,  by tak rzec, tożsamości.     
            O ilu sprawach nie piszemy, ponieważ uznajemy je za nazbyt błahe? Ale kiedy się okazuje, że są one błahe i kto to ustala? Czy miałem powody, aby zanotować, co robiłem wczoraj po południu? Joyce opisuje poranek Leopolda Blooma ze szczegółami, które współcześni uznawali za gorszące. Co przeczytamy, a czego nie przeczytamy miedzy wierszami w liście od osoby, którą znamy od najmłodszych lat? Więcej niż ktoś obcy? Może więcej niż trzeba? Z drugiej strony, znane są liczne przypadki pacjentów szpitali psychiatrycznych, którzy zapisują „wszystko”.
            W ciągu dziejów piśmiennictwa przesłania literackie wciąż nadbudowują się nad sobą nawzajem i w ten sposób nieustannie konstytuują na nowo swój sens. Na co dzień zwykło się mniemać, że tekst stanowi jedynie medium, przekaźnik dla treści, która istnieje samoistnie i niejako wcześniej, zanim myśl autora oblecze ją w pismo. Jednak znamy współczesne teorie, zgodnie z którymi sens, czyli treść przekazu ustala się dopiero po, lub w trakcie lektury. Zakłada się, że kontekst – „tło”, na którym odbiorca aktualnie odczytuje pismo, istotnie przesądza o jego znaczeniu. Można powiedzieć, że logiczny sens danego tekstu nigdy nie istniał tak, jak list, który jest w butelce albo jak dokument, który jest w szufladzie. Pomyślana treść  –  to, co oznaczane, nie da się też porównać do  przesyłki, którą  nadawca  wkłada do koperty utkanej z napisów lub żywego głosu. Taką przesyłkę ktoś miałby „otwierać” wyjmując z jej wnętrza  gotową zawartość – eidos, sens uniwersalny. Może w ogóle, ów sens dany jest nam zawsze zaledwie, jak tęcza, którą możemy ujrzeć tylko z pewnej odległości i właściwie tylko dzięki tej odległości. To co znaczone  dałby  się więc pojąć jak blizna, która zarasta ranę miejscu wciąż odnawiającego się pęknięcia. Już Fryderyk Nietzsche pisał,  że świadomość to „obłęd po czynie”  i że nie stanowi ona żadnego absolutnego datum. Życie ustala samo siebie i jest procesem konstytuującym wciąż na nowo swoją własną treść.  
Nasze tzw. uczestnictwo w kulturze – nasz rozumiejący sposób bycia polega na tym, że bierzemy udział w korespondencji między epokami i miedzy tekstami, zostawiając ślady, które kiedyś odczyta ktoś w sposób odmienny, niż zdołaliśmy to przewidzieć. Może w ogóle nikt nie odczyta. 
Tekst, przekaz, czymkolwiek by nie był – odsyła nas do innych tekstów, nawiązując do nich jako parafraza, odpowiedź na pytanie, które postawiono bardzo dawno temu, tak że kontekst zapytywania poszedł w zapomnienie. Znana jest hipoteza, że dialogi platońskie nie ukazują w pełni poglądów autora, i że na co dzień w Akademii mówiono o czymś innym. Tego, co uznaje się oczywiste, nikt nie zapisuje. Są liczne powody, dla których w różnych epokach piszący przemilczają pewne fragmenty ludzkiego doświadczenia. To, co w ten sposób zostało pominięte, zyskuje walor tła dla innych treści, zachowując tym samym charakter niejawnych presupozycji. Rozpoznanie i odkrycie tego, o czym się nie pisze – paradoksalnie – może wyznaczać granice epoki.  
W tym kontekście ważne się wydaje pojecie doświadczenia hermeneutycznego, które Gadamer przedstawił w swej Prawdzie i Metodzie
„W istocie, jak widzieliśmy, doświadczenie jest zawsze doświadczeniem negatywnym: nie jest tak, jak przyjmowaliśmy. W obliczu doświadczenia, jakie się robi z jakimś innym przedmiotem, zmienia się jedno i drugie, nasza wiedza i jej przedmiot. Wiemy teraz inaczej, a to oznacza: sam przedmiot „nie wytrzymuje”. Nowy przedmiot zawiera prawdę o starym”[2] 
Oczywiście warto przywołać w tym miejscu heglowski rodowód myśli hermeneutycznej. W Nauce logiki czytamy:

    „Ponieważ to, co istotne, istnieje tylko w przeciwieństwie do tego, co nieistotne, wiec samo to, co nieistotne, jest w pewnym stopniu tym, co istotne, sam pomysł stanowi w pewnym stopniu ujawnienie istoty”[3] 
Zaś Ignacy Fiut w komentarzu do tego fragmentu pisze:
        Chodzi tutaj o to, ze pozór zakłada samą istotę, gdyż ją ujawnia, a ona w nim jakby „prześwituje”. Najogólniej, pozór i istota, ich wzajemna gra, to – według Hegla – stopnie  rozwoju idei absolutnej.’[4]
Pozostając w kręgu inspiracji hermeneutycznych i derridianskich, kategorię przemilczenia należy pojmować w kontekście  tradycji heglowskiej negacji. To,  co przemilczane zawsze ukazuje się jako tło, horyzont wszystkiego, co jeszcze nie uświadomione, zarazem warunek umożliwiający jawność treści aktualnie obecnej. To co się prezentuje, możliwe jest jako przedmiot tylko dzięki ukrytej strukturze zapośredniczeń, których  niejawny mechanizm, który warunkuje fenomen – zjawisko. Kiedy ową strukturę wydobywamy na jaw, horyzont naszej wiedzy – horyzont fenomenów momentalnie  przesuwa się  i –  mówiąc za Heglem, mamy nową wiedzę i nowy przedmiot.
Hegel mówi: Ruch dialektyczny, który  wykonuje świadomość w sobie samej zarówno w swej wiedzy, jak w swym przedmiocie, o ile dla niej nowy prawdziwy przedmiot stąd wyrasta, jest właśnie we właściwy sposób tym, co nosi miano doświadczenia[5]
Gadamerowskie pojęcie doświadczenia hermeneutycznego opiera się więc  przekonaniu, że wszelki przyrost wiedzy koniecznie wiąże się z dialektyczną grą tego, co odsłaniane i tego, co w procesie rozumienia jest zasłaniane – co  niejako przechodzi w cień. Oko, które patrzy,  nie widzi samego, tym samym kadr, perspektywa jaka się odsłania góry zakłada niewidoczny „punkt widzenia”, tj. punkt z którego widzenie się dokonuje. To są presupozycje każdego rozumienia. Coś się odsłania,  przesłaniając zarazem to, co w tej sytuacji zamienia się w „milczące” tło.
            Jednak  czy zastanawiając się nad fenomenem pisma, koniecznie musimy ulegać tym postmodernistycznym tendencjom? Przecież potrafimy odróżnić tekst od  kontekstu, i znak od oznaki  –  choć modne się stało mylenie zakresów tych pojęć, celowe zacieranie różnic, podkreślanie względności rozróżnienia.   
To tak, jak gdybyśmy posługiwali się definicją zbyt szeroką, po czym okazywałoby się, że wszystko jest znakiem, że wszystko jest śladem, tekstem lub jak Stachura pisał, że wszystko jest poezją. Czy byłoby w takim razie coś, co poezją nie jest?  I czy w takim razie nie byłoby  nudno?
Oczywiście wiemy, że w obrębie kultury nie ma nagich faktów, że żyjemy w świecie znaczeń, a człowiekowi przysługuje taki sposób istnienia, że wszystkiemu, co go otacza, nadaje jakiś sens. Choćby nie nadawał, to i tak nadaje, bo przynajmniej musi uznać za obowiązujący jakiś sens zastany. Stąd przekonanie, że żyjemy bardziej pośród znaków, aniżeli rzeczy, które są po prostu, nie będąc znakami. Oczywiście bliski się nam wydaje ten  sposób myślenia bardzo nastrojowy, w którym można dopatrzeć się pewnej odmiany mistycyzmu. Czy nie jest to jednak swoisty wstęp do dezinformacji. Jeśli wszyscy bazgrzą, a znaczenie, obowiązywalność, czy w ogóle status takich niby-znaków okazują się mniej lub bardziej (prędzej czy później) dowolne, to może w ogóle należy traktować wszystko, co nas otacza jak wielki ornament? Możemy się bawić np. w czytanie miasta, zestawiając ze sobą szyldy i rozkłady jazdy, podarte gazety, napis na koszuli kogoś, kto nas mija, znak krzyża na niebie… utworzony przez dwa odrzutowce. Tylko  wsiąść na „wózek”, by zamieszkać na lewym brzegu Sekwany, może Patagonia, Macondo albo Nueva Uqbar , ale czy dzisiaj kogoś jeszcze bawi Kabaret metafizyczny?



Paweł Nowicki: Written down. Uttered, Concealed, or How is Sense Established? Literary Inspirations for Hermeneutics and Postmodernism.

Summary:
The starting point of this discussion is to discuss the exhibition “Correspondence” with is a summary of the 9 International Book Art Festival, held in the Public Library. S. Gabryela in Gorlice in January 2013. Reflections in the text relate to issues of character, meaning, sense of human creations  in the context of contemporary trends philosophical – hermeneutics and postmodernism. The article mentions the problems of interpersonal communication, ancient and modern media information and correspondence literature and visual arts.


Artykuł opublikowany w: Filozofia w literaturze literatura w filozofii, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2013.






[1] "Korespondencja" - 9. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Książki , Płock, 07.01.2012 - 29.01.2012. Nagrody przyznało jury w składzie: prof. Ewa Latkowska, prof. Włodzimierz Szymański, Jadwiga Tryzno, Marek Gajewski, Radosław Nowakowski, Alicja Słowikowska, Ania Gilmore. Do konkursu zakwalifikowało 25 autorów. Dwie pierwsze nagrody otrzymały  Susan Johanknecht (książka) i Renata Pacyna (obiekt). Drugie nagrody jury przyznało Grażynie Brylewskiej oraz Pameli Paulsrud, a trzecie: Magdalenie Haras, Maciejowi Jabłońskiemu i Peggy Johnston. Alicja Wasilewska, Dyrektor Płockiej Galerii Sztuki przyznała  swoją nagrodę, której laureatką została  Małgorzata Malwina Niespodziewana.

[2] Hans G. Gadamer,  Prawda i Metoda, tłum. B. Baran, Kraków 1993,  s. 331.
[3] Georg W. F. Hegel, Nauka logiki t. II, s. 257.
[4] Ignacy S. Fiut, Negacja i niebyt. Ujęcie systemowe Georga  W. F. Hegla i Martina Heideggera, Kraków 1997, s. 66.

[5] – H.G. Gadamer,  Prawda i Metoda, s. 330.

piątek, 30 stycznia 2015

Żółta róża - wieczór autorski Joanny Probulskiej

11 grudnia, w czwartek w sali Pod sową Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorlicach odbyło się spotkanie autorskie Joanny Probulskiej, podczas którego poetka zaprezentowała swój tomik zatytułowany "Żółta róża. Zebranych gości przywitała Magdalena Miller – dyrektor MBP, spotkanie zaś prowadził Paweł Nowicki.

          Joana Probulska z domu Sepioł (ur. 1954 r.) jest Gorliczanką od czterech pokoleń. Ukończyła  filologię germańską na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie i przez 17 lat uczyła w Liceum im. M. Kromera w Gorlicach. Obecnie jest na emeryturze.

W 1990 roku opublikowała na łamach "Gazety Gorlickiej"swój wiersz pt. "Wigilia". Tom zatytułowany  "Żółta róża" jest jej debiutem książkowym.



            W moim przekonaniu, twórczość Joanny Probulskiej śmiało można zaliczyć do najwybitniejszych osiągnięć współczesnej poezji polskiej. Tym, co najbardziej zachwyca w jej wierszach, jest sposób w jaki autorka wprowadza nas w swój kameralny świat, dzieląc się refleksją nad doświadczeniem codzienności, przemijania, nad zadomowieniem wśród swojskich przedmiotów. Taktownie i gracją autorka przywołuje radości i troski matki, żony, dojrzałej kobiety. Jej poezja ukazuje nam subtelną, koronkową grę skojarzeń – metafor wystudiowanych, zarazem pełnych szlachetnej prostoty. Jak miał powiedzieć Mirosław Czyżykiewicz, "jest to poezja na wskroś kobieca w najlepszym tego słowa znaczeniu".

            Jednak tłem tego, co w twórczości autorki prywatne, oswojone i bliskie jest szeroki horyzont refleksji nad kondycją ludzką – filozoficzny i literacki układ odniesienia, który poprzez aluzje i gry intertekstualne nadaje poezji Joanny Probulskiej wymiar uniwersalny. Uważny czytelnik może odnaleźć po mistrzowsku, zarazem przewrotnie sparafrazowane słowa F. Nietzschego. W wierszu "Pajęczara"czytamy: Najmisterniejsze pajęczyny powstają w miejscach odludnych. Chyba nie przypadkiem przypomina się słynne zdanie z "Tako rzecze Zaratustra" – największe są najcichsze godziny. W innym miejscu możemy dosłyszeć frazę z Myśli B. Pascala – refleksję nad kruchością człowieka wszystkich jego dzieł. W wierszu "Człowiek jako stwórca nieobliczalny" ukazuje się widok Ziemi z okna samolotu, po czym następuje refleksja:

(...)

nie trzeba hufców anielskich

starczy trochę wiatru, wody

wirus komputerowy

drobny gest

Mit linker Hand[1]



O mistrzostwie i poetyckim słuchu językowym autorki mogą świadczyć choćby następujące słowa:

(...)

powszedni dzień

pachnie chleb

kipi mleko

radość kaprysi



Zwróćmy uwagę jak krzyżują się i przeplatają sensy, związków frazeologicznych: dzień jak co dzień, chleba naszego powszedniego. Radość, która kaprysi, to po prostu dziecko, a zarazem mamy przed oczyma skwaszone mleko i "kwaśną",  to znaczy zasmuconą minkę.

By uzasadnić postawioną na wstępie tezę o walorach poezji Joanny Probulskiej, przeczytajmy w całości utwór  tytułowy:



Żółte róże



posadziłam tyle róż

kremowych, ceglastych, pąsowych



ale już listopad

od niskiego słońca

wyciągają się prawie jednakowe

bladożółte kwiaty

na bezlistnych łodyżkach

niedobitki różu na płatkach



muśnięcie różu na policzki

by uniknąć pytań o zdrowie

to my

początkujące emerytki

coraz bardziej blondynki

na coraz miej pewnych nogach

już nie pąki

ale przecież nie chochoły

jeszcze łase na widzące spojrzenie

ciepłe słowo



dziś takie pogodne niebo

w nocy może przyjść mróz

  

Jestem przekonany, że twórczość Joanny Probulskiej pozostając na wskroś oryginalna i niepowtarzalna w swym brzmieniu oraz wizji literackiej da się odnieść do najlepszych wzorów poezji współczesnej i zająć miejsce obok poezji Ewy Lipskiej  czy Adama Zagajewskiego.



Paweł  Nowicki

czwartek, 1 maja 2014

Kalendarium Gorlic w fotografii Bogusława Kuciakowskiego


24 kwietnia 2014 r. w Galerii Na Piętrach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gorlicach, odbyło się otwarcie wystawy fotografii Bogusława Kuciakowskiego  zatytułowanej "Kalendarium Gorlic”. Spotkanie zorganizowane ramach obchodów Światowego Dnia Książki prowadziła Magdalena Miller, dyrektor gorlickiej MBP.

Bogusław Kuciakowski - artysta fotografik, który na przestrzeni wielu lat skrzętnie rejestrował zdarzenia z życia publicznego naszego regionu zaprezentował wybór prac bogato dokumentujących fragment rodzimej historii. Fotografie, które możemy oglądać w holu Biblioteki układają się w dwa cykle tematyczne. Jeden dotyczy wydarzeń, jakie miały miejsce na terenie naszego miasta – drugi zaś obejmuje epizody związane z życiem dalszych okolic – gmin
i miejscowości powiatu gorlickiego. Oglądając zdjęcia zgromadzone w Galerii Na Piętrach trudno oprzeć się wrażeniu ulotności codziennych spraw, zwyczajnego życia, które mija zostawiając osad wspomnień, składających się na naszą zbiorową tożsamość. Widzimy twarze naszych znajomych sprzed zaledwie kilku lat, mamy wrażenie jak gdybyśmy wychylali się za róg ulicy, odwiedzali na chwilę opuszczony pokój – jak gdyby było nam dane wrócić do zwykłego wczoraj,  które nie różni się od dnia dzisiejszego. Jednak wielu osób oglądanych na zdjęciach nie ma już wśród nas. Miasto jest jak rzeka - wciąż ta sama, choć zmieniają się krople ludzkich twarzy. Jedni umierają, inni wyjeżdżają na zawsze,  przychodzą nowe pokolenia a rzeka miasta trwa jak niekończąca się opowieść.  Detale uchwycone często przez przypadek przemówią kiedyś do tych, którzy przyjdą po nas, ukazując znaczenia, które dzisiaj trudno byłoby przewidzieć. Kiedyś te  zdjęcia zestarzeją sie  i wtedy  ktoś ujrzy na nich twarze osób dawno zmarłych, fragmenty architektury już nie istniejącej, świadectwa spraw przebrzmiałych, pokrytych patyną czasu.

Jest wielką zasługą Bogusława Kuciakowskiego, że zadaje sobie trud prowadzenia tak obszernej dokumentacji. Jego zdjęcia znajdą poczesne miejsce w archiwach i zbiorach bibliotecznych, będąc świadectwem czasu, materiałem źródłowym dla historyków.  Autor mówi, że nie ufa nowym technologiom i większość prac przechowuje w formie papierowej. To prawda, elektroniczne nośniki zapisu zmieniają się szybko. Wszyscy pamiętamy choćby winylowe dyskietki (będące w swoim czasie szczytowym osiągnięciem techniki), a których dziś nie odczyta już żaden komputer.


Wernisaż zorganizowany w gorlickiej MBP zgromadził liczne grono znamienitych gości. Wystawa uświetniła  tegoroczne obchody XIII Małopolskich Dni Książki "Książka i Róża.  Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich to uroczystość, która  pochodzi z Hiszpanii i organizowana jest z okazji rocznicy śmierci Miguela Cervantesa – pisarza uznawanego za twórcę powieści nowożytnej. Cervantes zmarł 22 kwietnia 1616 roku, zaś następnego dnia - 23 kwietnia 1616  zmarł również Wiliam Szekspir - drugi spośród wielkich literatury światowej.

W stolicy Katalonii Barcelonie jest tego dnia zwyczaj wręczania czytelnikom czerwonych róż. 

Można mieć nadzieję, że gorlicka wystawa prac Bogusława Kuciakowskiego spotka się z wielkim zainteresowaniem zwiedzających.

Paweł Nowicki

wtorek, 28 stycznia 2014

Obraz współczesnej literatury niemieckiej po 1989 roku - przegląd autorów. Prelekcja Marion Voigt w MBP w Gorlicach


12 grudnia 2013 roku w sali odczytowej Pod sową Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Stanisłąwa Gabryela w Gorlicach odbyło się spotkanie z Marion Voigt, stypendystką międzynarodowego programu międzynarodowego „Leonardo da Vinci” która przedstawiła wykład ukazujący obraz współczesnej literatury niemieckiej po 1989 roku.  Autorka  mieszka pod Norymbergą. Studiowała slawistykę oraz historię wschodnioeuropejską. W tym roku otrzymała stypendium na dwumiesięczny pobyt w Polsce, aby poznać współczesną literaturę polską i rynek książki. Marion Voigt wzbogaciła swój wykład prezentacją multimedialną zawierającą portrety omawianych pisarzy. Spotkanie prowadziła Magdalena Miller, dyrektor gorlickiej MBP, zaś tłumaczenia wykładu podjęła się Zofia Waląg  - germanistka, wieloletnia nauczycielka języka niemieckiego w LO im. M. Kromera w Gorlicach.  

 Marion Voigt rozpoczęła swą prelekcję od ukazania sytuacji jaka panuje  na niemieckim rynku wydawniczym. Jak dowiedzieliśmy się, w Niemczech jest  około 1800 wydawnictw i przeszło  3500 księgarń. Ukazuje się tam  każdego roku około 80 000 nowych książek (tylko pierwsze wydania). Prawie 15 % z tego to tytuły beletrystyczne. W 2012 niemal 13 % wszystkich nowości stanowiły przekłady, gównie z języków angielskiego, francuskiego, japońskiego.  Polska z zakupionymi 367 licencjami zajmuje obecnie 5  miejsce (w 2011 nasz kraj był na miejscu trzecim a w latach  2008 i 2009 Polska była największym nabywcą licencji).[1]

Marion Voigt z oczywistych względów pominęła w  swym referacie  wybitnych pisarzy   niemieckich  -  autorów takich, jak  Günter Grass (ur. 1927,  Nagroda Nobla 1999), Martin Walser (ur. 1927), Christa Wolf (1929-2011) i Herta Müller (ur. 1953, Nagroda Nobla 2009) koncentrując uwagę na postaciach mniej znanych. Celem jej prezentacji było przybliżenie twórców i ich dzieł, którzy dopiero czekają swoich odkrywców, na szersze analizy krytyczne oraz tłumaczenia.

Swój przegląd M. Voigt przeprowadziła  chronologicznie, rozpoczynając od pokolenia autorów urodzonych w latach czterdziestych. Wymieniła następujących twórców:

Uwe Timm,  pisarz urodzony  w 1940 w Hamburgu). Obecnie autor ten  mieszka w Monachium i Berlinie. Należy do generacji politycznego przełomu, tzw. Pokolenia 68. Znane są jego powieści:  Czerwone (2001), Na przykładzie mojego brata (2003) Ptasie pastwisko (2013, Kiepenheuer und Witsch),
W przekładzie polskim:
Na przykładzie mojego brata,  przełożył Arkadiusz Żychliński, Czytelnik, 2005

Katja Lange-Müller ur. 1951 we Berlinie Wschodnim  w 1984 wyjechała do Berlina Zachodniego. Pisze przede wszystkim opowiadania a jej powieść Wściekłe owce ukazała się w 2007 roku. Po polsku ukazały się:

 Wściekłe owce, tłum. Aleksandra Kujawa-Eberharter, Wydawnictwo FA-art, 2012, 
 Dlaczego koty nie jedzą ludzi (wybór opowiadań z tomu Kaczki, kobiety i prawda), tłum. i oprac. zespół pod kier. Iwony Machowicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, 2010

Petra Morsbach, ur. w 1956 w Zurichu, mieszka w Monachium, studiowała teatrologię, psychologię i slawistykę i w latach 1981/1982 reżyserię w Leningradzie.  W połowie lat 90-tych opublikowała swoją pierwszą powieść. Z roku 2013  pochodzi jej najnowsza książka Miłość poety. W tłumaczeniu polskim ukazał się:
Sługa boży, tłum. Maria Przybyłowska/Eliza Borg, Wydawnictwo Homini, 2009

Ilija Trojanow ur.1965 w Bułgarii. W roku 1971 wraz  z rodziną wyemigrował do Niemiec. Mieszkał m. in. w Afryce i w Indiach, studiował i pracował w Monachium obecnie zaś  mieszka we Wiedniu. Pracuje również tłumaczem, wydawcą, prowadzi także działalność polityczną. Znana jest jego powieść Kolekcjoner światów (Hanser, 2006).

Jenny Erpenbeck, ur. 1967 we Wschodnim Berlinie z zawodu introligatorka,  studiowała teatrologię i reżyserię muzyczno-teatralną. Obecnie mieszka w Berlinie i pracuje w teatrze jako reżyser. Jej książka zatytułowana  Wieczór wszystkich dni pochodzi z  2006 roku.
Po polsku ukazały się:
Klucz do ogrodu, tłum. Eliza Borg, Wydawnictwo W.A.B, 2010
Słownik, tłum. Renata Makarska, Czarne, 2008

 Marion Poschmann, ur. 1969 w Essen studiowała  germanistykę,  filozofię i slawistykę w Bonn i w Berlinie. W latach 1997-2003 uczyła  języka niemieckiego w ramach niemiecko-polskiego projektu dla szkół podstawowych „Spotkanie znaczy Begegnung. Jest autorką powieści Pozycja słońca (Suhrkamp, Berlin 2013)

 Terezia Mora dwujęzyczna pisarka ur. 1971 na Węgrzech.  W roku przybyła w 1990 r. do Berlina, gdzie studiowała hungarologię i teatrologię. Jest autorką scenariuszy oraz  tłumaczką z języka węgierskiego. Mieszka  w Berlinie.
Jej powieść Potwór (Luchterhand Literaturverlag, 2013), została wyróżniona „Niemiecką Nagrodą Książki“  w  2013 r.
Po polsku ukazały się:
Każdego dnia, tłum. Elżbieta Kalinowska, Czarne, 2006
Osobliwa materia, tłum. Elżbieta Kalinowska, Czarne, 2006

Daniel Kehlmann, ur. 1975 w Monachium. Rozgłos przyniosła mu  powieść Rachuba Świata  (Rowohlt, 2005), która  opowiada o życiu Alexandra Humboldta i matematyka Carla Friedricha Gaussa,
Jego najnowsza książka wydana w 2013 r. nosi tytuł  F.
Po polsku ukazały się:
Rachuba świata, tłum. Jakub Ekier, W.A.B., 2007
Beerholm przedstawia, tłum. Jakub Ekier, W.A.B., 2004

Clemens Meyer, ur. 1977 w Halle nad Soławą, młodość spędził w  Lipsku. Po maturze pracował m.in. jako robotnik budowlany. Dwa razy został  aresztowany za kradzież samochodów.  Podczas swoich studiów w Instytucie Literackim Lipsku pracował jako strażnik, pakowacz mebli i operator wózków widłowych. Stypendia umożliwiły mu pracę nad jego pierwszą powieścią. , okresowo otrzymywała pomoc socjalną. Pracował też jako artysta plastyk i żyje w Lipsku.Jest autorem powieści
W kamieniu (S. Fischer, 2013)

http://www.folio-lektorat.de/


 
                                                                                                                                 Paweł Nowicki

 

 





[1] Źródło: Buch und Buchhandel in Zahlen, 2013

wtorek, 3 stycznia 2012

Marcina Świetlickiego Dwanaście



Alejo Carpentier napisał  kiedyś, że na prawdę dobra  literatura zawsze  opiera się na swojej własnej oryginalnej metafizyce. Dobry pisarz,  konstruując przestrzeń  fikcji literackiej zawsze  odkrywa czy ustanawia pewien  magiczny świat. I wcale nie chodzi tutaj koniecznie o  jakąś zadeklarowaną nie-realność, dziwaczność, czy  przeładowane wizjonerstwo lecz raczej o to, że autor wprowadza czytelnika rzeczywistość  o odmiennych, by tak rzec, parametrach.
Powieść  Marcina Świetlickiego zdaje się spełniać ten warunek. Nie będę streszczał  jej akcji ponieważ jest to  poniekąd kryminał,  a  informacja typu „kto zabił” odbiera smak lektury. 
     Są tacy, których ta książka oburza i nawet się im nie dziwię. Sam nie polecałbym jej czytelnikom zbyt młodym, ale z podobnych powodów z jakich nie polecałbym nikomu przedwczesnej lektury Ulissesa. Dwanaście Marcin Świetlickiego znajduje się jednak w wypożyczalni dla dorosłych i sądzę,  że to ustalenie  zupełnie wystarczy, by temat oburzeń można było uznać za zamknięty.
Oto przed nami opowieść pełna komizmu i groteski,  historia, której    bohaterem jest pijak. Ale Dwanaście  nie jest książką  o piciu,  przynajmniej nie jest książką o tak zwanym dramacie  alkoholika.  Jest to raczej dramat intelektualny, filozoficzny wywodzący się w prostej linii z tradycji pisarstwa Gombrowicza.
Wszystko to, co w powieści Świetlickiego przedstawia się jako obsceniczne - z piciem na czele - należy traktować raczej jako swoisty zbiór rekwizytów, choć swoją drogą, obraz  krakowskiego knajpianego światka mimo, że odrealniony, zdaje się  jak najbardziej trafny.
Jednak pijackie rozprzężenie umysłu, które cechuje protagonistę jest tylko pretekstem, wybiegiem, metaforą. Gdyby autor przyjął inną konwencję równie dobrze mogłoby  nam zostać  opowiedziane, że bohaterowi wszystko się śniło, lub że na przykład kosmici spreparowali  jego mózg. I nawet  nie w tym rzecz,  że Mistrz po pijanemu   nie umie rozróżnić „rzeczy które są” , „od rzeczy, których nie ma” lecz o  jego zasadniczo odmienny – magiczny sposób patrzenia na  rzeczywistość. W umyśle bohatera bieżące doznania, sny, wspomnienia,  przypadkowe sygnały docierające z ulicy  wydają się znajdować obok siebie tak, jak na obrazie barwne plamy leżą na jednej płaszyźnie płótna. 
Następujące zdarzenia   przedstawiają  się Mistrzowi  bardziej  jako znaki, zapowiedzi dalszego ciągu narracji, niż jako racjonalnie pojęte  przyczyny  i  skutki.. Dodatkowo „realny” bieg wypadków splata się z manipulacją medianą. Dziennikarka telewizyjna realizuje program, w którym przy okazji  rozgrywa prywatną intrygę i prowokuje   wydarzenia - tym razem już w pełni rzeczywiste. Świat bohatera składa się z więc fenomenów stojących na jednym planie realności, które on sam interpretuje jak gdyby rozkodowując  ukryty szyfr.
- „ Na jednej z ławek leżał Azjata. Mały, w czarnym garniturze i czerwonych szpilkach. Był pijany, nie żył lub spał. Dziwność świata uderzyła Mistrza. Nie znajdował wyjaśnienia dla fenomenu Azjaty.
          Jak też nie znajdował wytłumaczenia plakatu z Twardowską. Wyraz twarzy dziewczęcia był wyżywający. Plakat nie oznaczał niczego konkretnego. No,    chyba że będzie dalszy ciąg (...)
  Ale gdzie leży granica i czy w ogóle istnieje granica miedzy interpretacją właściwą, a nadinterpretacją? Może każda interpretacja jest w pewnym sensie  kreacją sensu? Kto pamięta  Kosmos  Gombrowicza niech porówna powieszonego wróbla, strzałki na suficie, etc. Można oczywiście powiedzieć, że  bohater Gombrowicza był zwykłym  paranoikiem tak jak można się upierać, że Don Kichot był tylko niegroźnym wariatem. Taka  diagnoza psychologiczna jest  trywialna i w ogóle zdaje się chybiać celu,  choć zapewne miałby zastosowanie względem  kogoś, kto chciałby się bohaterami powieści prywatnie -  „empirycznie” utożsamiać. (Dzieło sztuki  zawsze jest  konstrukcją, nigdy zaś  opowiadaniem plotek,  czy też zbiorem praktycznych instrukcji... w co  się bawić).
Umysł  pijaka jest tylko  symbolem  sugerującym nam pewną hipotezę co do sposobu konstytuowania się  rzeczywistości faktycznie przeżywanej.  To co patologiczne może nieraz stanowić bardzo dobry model. Takie podejrzenie, że zdarzenia z pozoru przypadkowe,  przedmioty trafem  rozpoznane na tle innych posiadają jakiś ukryty sens, nie od dziś wydaje się niepokojące i inspirujące. I nie o to chodzi, że poza fikcją-interpretacją nie ma żadnej rzeczywistości, która byłaby obowiązująca. Bohaterowie w końcu się bardzo boleśnie kaleczą w konfrontacji z ową rzeczywistością . W książce Świetlickiego możemy odczytać sugestię, że człowiek taki już jest -  trochę z Szekspira a trochę z latynoskiej telenoweli, jak gdyby rozpięty między jawą a snem, skazany na złudzenia i  po prostu popełniający błędy.

       (Jeszcze raz - młodzieży oraz tym wszystkim,  którzy po przeczytaniu dajmy na to  Wyspy skarbów zaczynają kopać we własnym ogrodzie,  książki zdecydowanie  nie polecam.)

Marcin Świetlicki: Dwanaście, Kraków 2006, wyd. EMG, www.trupypolskie.pl

                                                                                                       Paweł Nowicki

Tekst umieszczony na stronach: