Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejo Carpentier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejo Carpentier. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Metafizyczne przestrzenie Marleny Makiel-Hędrzak


        Dnia 15 kwietnia w Galerii Sztuki Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy odbył się wernisaż wystawy rysunku i malarstwa Prof. UR Marleny Makiel-Hędrzak[1], artystki związanej na stałe z Wydziałem Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ekspozycja obejmowała rysunki prace wykonane akrylem, oraz techniką mieszaną.    

Marlena Makiel-Hędrzak, Ubi sunt, akryl, (fot. P. Nowicki) 


Martin Buber pisał o epokach, w których człowiek czuje się pozbawiony zadomowienia w świecie, o niepokojących  wyobrażeniach przestrzeni, w których zdaje się zagubiony, pozbawiony swego metafizycznego zakotwiczenia. Scenerią ludzkich narodzin i śmierci nie jest wtedy  kosmos – ład, lecz chaos, przejawiający się  jako gra nieobliczalnych i niezrozumiałych potęg. Buber pisał o gnostyckim doświadczeniu duszy, rzuconej czasoprzestrzenną otchłań, tęskniącej za nieznanym, zarazem zapytującej o swe własne imię. Ten prastary wątek znalazł nowe ujście w niepokojach XX wiecznego egzystencjalizmu, gdzie ludzkiemu poszukiwaniu  tożsamości, służy za tło nicość, lub najwyżej bezduszny naukowy opis kosmicznego uniwersum. Ta nieskończoność przestrzeni fizycznej niepokoiła już Blaise Pascala. Dla niego człowiek, to tląca się ludzka iskierka nadziei miłości i wiary – myśl niespokojna pośród otchłani,  w której  czuje się bezbronna i krucha. Człowiek, jak trzcina myśląca – kropla wody trochę mgły, wystarczy, żeby go zabić.
Dziś ogrom Wszechświata został pozornie uładzony przez matematyczny aparat fizyki i astronomii.  Kosmos zdaje się  bezkresny, ale policzalny – i w tym sensie „zrozumiały”, iż możemy wspiąć się doń po samodzielnie skonstruowanej drabinie równań. Ale odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, życia i umierania narodzin, przemijania, nie znajdziemy w fizyce. Istnieje równie niebezpieczna nieskończoność wewnątrz nas. Choć jesteśmy ograniczeni w czasie (Zein zum Tode) groźna jest nieobliczalność naszej natury, nieprzewidywalność, do czego człowiek potrafi być zdolny. Niegdyś, zwierzęcą dzikość przyrody, przeciwstawiano racjonalności i stałości człowieka. Dziś potrafimy precyzyjnie ustalać bieg zjawisk kosmicznych, ale samych siebie nie jesteśmy pewni. Własnej tożsamości nie odnajdujemy więc ani w świecie, ani we własnym wnętrzu. Czasem trafna się zdaje intuicja starożytnych Greków, w myśl której bogowie albo Los igrają człowiekiem niczym marionetką, że jest przestawiany niczym, pionek na szachownicy.

Obrazy Marleny Makiel-Hędrzak tworzą zamknięty świat, zawierający swoją wewnętrzną autonomiczną  ontologię. Alejo Carpentier w jednej ze swych powieści wyraził myśl, że miarą wielkości artysty jest zdolność kreacji takich właśnie dzieł naznaczonych tajemniczym, alternatywnym porządkiem bytu. Tym, co narzuca się wraz  z pierwszym wrażeniem jest poczucie  iluzoryczności, tymczasowość ludzkiego istnienia  na tle bezkresnej dali. Człowiek w swoim życiu zdaje się przygarniać obcą mu przestrzeń, nadawać jej chwilowe kształty – naczynia z gliny, w których przez moment próbuje zaczerpnąć wody, mleka, domowego bezpieczeństwa (Alegoria ciszy I). W pracy Ubi sunt widzimy postać dziewczynki na skraju schodów, na krawędzi niepewności, nim runie (zniknie) cały znany jej dotąd świat. (wiemy, że źródłem inspiracji był widok dziecka przed domem pogrzebowym). Jest w tych obrazach mistyczne doświadczenie nieznanego, które zdaje się przenikać przez iluzoryczną powłokę rzeczywistości, jak przez zwiewną, przezroczystą zasłonę. Czy w malarstwie Marleny Makiel-Hędrzak mamy do czynienia z nawiązaniem do tradycji  ikony, w której obraz  nie przedstawia, lecz „czyni” tu i teraz epifanię Transcendencji? Ludzkie postacie zjawiające się w pracach artystki zdają się lewitować. Jeśli pamiętamy uwagi Cézanne’a o solidnej podstawie, jaką powinien mieć każdy namalowany przedmiot, ten stan zawieszenia zdaje się nieprzypadkowy. Jesteśmy cieniami, zjawiamy się na chwilę między narodzinami a momentem śmierci. Na obu krańcach towarzyszy nam czyjeś cierpienie. (W kilku pracach pojawia się forma, która sugeruje splątane bandaże) Wiem, że w przypadku sztuki współczesnej niebezpieczne jest zbyt łatwe poszukiwanie denotacji, bowiem to, co obraz sugeruje poprzez przez pozornie czytelne wizerunki, zakotwiczone jest gdzie indziej, aniżeli w mimetycznym odwzorowaniu przedmiotów danych w potocznym doświadczeniu. Są jednak sugestie, dość wymowne znaki, które pozostają czytelne niezależnie od całości artystycznego zamysłu – od tego co dzieje się wśród kresek o plam. Niebieski całun porzucony w ludzkiej trumnie – znak, że zmartwychwstaniemy ciałem. Wielki klucz w obrazie Pole, klucz od starego domu niesie wielką symbolikę. Widzimy Klucz w wielkim zbliżeniu, nieproporcjonalnie duży, wypełniający centralną część kadru. Mucha na szybie (obok klucza) uwięziona tak, jak człowiek chory, któremu nie jest dane iść w pejzaż przedwiośnia gdy ciepło niepokoi, lecz wieje zdradliwy wiatr. 

Marlena Makiel-Hędrzak, Dal, akryl, (fot. P. Nowicki)

Przestrzeń w pracach Marleny Makiel-Hędrzak nie jest  przestrzenią tradycyjnego pejzażu, odległość nie jest miarą geograficzną czy nawet kosmiczną. To jest metafizyczna dal, której doświadczamy poprzez własne wnętrze. Zjawiskowość, ulotność zbudowana jest z aluzyjnych zaledwie zmarszczeń powierzchni. Błękity rozpływają się w biel, w której drga powietrze ludzkiego oddechu. To nie jest kosmiczna physis, lecz ludzki mikrokosmos. Przypomina się Leibniza niezgłębialność monady, zarazem jej wewnętrzny dynamizm. Każdy nosi nad sobą swoje własne niebo, wezwanie oddali, by biec za horyzont, który ucieka ciągle w nieskończoność. Na jednym z obrazów widzimy postać mężczyzny biegnącego w świetlistą dal, ku Wielkiemu Niebu, na tle którego zarysowuje się forma kościelnego okna. Jednak ten optycznie paradoksalny „cień na niebie” jest odbiciem  kształtu okna dziwnej budowli, stojącej „na ziemi”. Ten sakralny motyw zdaje się sugerować tęsknotę za Bogiem. Czy tęsknota ta jest daremna? Przypomina się Achilles, który nigdy nie dogoni żółwia, Kafkowski Geometra K., który nigdy nie dotrze na zamek, nieskończona podzielność, matematyczna otchłań otwierająca się między jedynka a dwójką – jak pamiętamy, obsesja przenikająca utwory Borgesa. Partia nieba w obrazie Dal skonstruowana z plam błękitu rzuconych z pozoru chaotycznie, niesie w sobie nowoczesność abstrakcyjnej kompozycji.  Obok widzimy jasny budynek z „rozsypanym” na ścianie ornamentem cienia. Forma tego cienia koresponduje ze znanym z pozostałych prac cyklu, splotem bandaży (Por. Ubi sunt), tajemniczą wstęgą, rozplątanym całunem zmartwychwstałego Chrystusa. Jest jakaś bolesna ostrość w zarysach tej wstęgi – obca materii tkaniny mającej przynieść ukojenie. W  dolnej partii obrazu widzimy ciemne, „śliskie” podłoże, którego zwarta masa kontrastuje „powietrznym” horyzontem, w którym rozpływa się biegnąca postać –  ulatująca wzwyż.  Metafizyczny niepokój tego obrazu, motyw ulicy, gra tajemniczego światła  może przywodzić na myśl  słynny temat surrealisty Giorgio de Chirico.
Z tym jasnym motywem (Dal) zbudowanym z plam błękitu i bieli  kontrastuje  wykonany ołówkiem akrylem i pastelem obraz świata podziemnego (etc.II). W górze widać zarysy odległego miasta z gwałtownie spiętrzoną pionową partią czerni, przez miękko rozlane motywy (roślinne?) aż do drobno usiatkowanej ołówkową linią „piaszczystej” głębi ziemi. Tam też widzimy ciemną sylwetkę –  martwe ludzkie ciało ludzkie rzucone głową w dół, jak strzęp rozpływającej się materii. Ktoś, dla kogo nie ma już ratunku. Jednak na samym dole, w jasnym prostokącie ukazuje się  kobieca postać siedząca w pozycji medytacyjnej, z twarzą odwróconą od widza. W ty podziemnym „wnętrzu” jest motyw labiryntu o geometrycznych kształtach (symbol zagubienia, sytuacji bez wyjścia), który pozostaje w opozycji do miękkich zawiłości linii – bezpostaciowych partii przygniatającej wszystko ziemi. Wizerunek kobiety jest wyraźny –  przejrzysty kontrast względem rozproszonych szarości tła, podkreśla jej życie. Postać ta przywodzi na myśl motyw larwy – owada, który czeka wiosny – momentu przebudzenia, by wzlecieć ku niebu. Przypomina się również motyw jaskini Platońskiej, stan  uwięzienia, bezdomność w świecie, ludzka tęsknota za nieznanym i miłości do Wiecznego Światła, do którego prowadzi długa i bolesna droga.


Paweł Nowicki




[1] Marlena Makiel-Hędrzak urodziła się  w 1968 roku w Krośnie. Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Miejscu Piastowym, ukończyła Studia w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie. Dyplom uzyskała w pracowni rysunku prof. Stanisława Góreckiego w 1995 roku. Na rzeszowskiej uczelni pracuje od 1996 roku, obecnie w Zakładzie Rysunku na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Swą  działalność artystyczną prowadzi w zakresie rysunku, malarstwa i grafiki. Swoje prace prezentowała na kilkunastu wystawach indywidualnych, brała udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych, ogólnopolskich i międzynarodowych w kraju i za granicą. Uczestniczyła również w wielu plenerach i sympozjach ogólnopolskich i międzynarodowych. Publikowała teksty o sztuce oraz tomy poezji. Marlena Makiel Hędrzak jest laureatką kilku nagród i wyróżnień za swą twórczość artystyczną. Wybrane wystawy indywidualne:  Peryferie Czasu, Biblioteka Muzyczna Rzeszów (1999); W atelier czasu, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie; Alegorie światła, Muzeum Historyczne w Sanoku (2001); Wokół człowieka, Muzeum Historyczne Pałac w Dukli (2002); Patrzenie, Dwór Karwacjanów, Gorlice (2003); Figury czasu, atrybuty pamięci, Galeria Bałucka, Łódź (2004); Rysunek, Galeria Zamkowa w Przemyślu (2005); Poza błękitem, Miejska Galeria Sztuki, Zakopane; Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków (2007); Dotyk światła, Miejski Dom Kultury, Jasło (2008); Rysunek, BWA Sandomierz (2009); Rysunek, Galeria ZPAP w Opolu (2010); Zwierciadło człowieka, Regionalne Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie (2011).Wybrane wystawy zbiorowe: III Triennale Plastyki Sacrum, MGS Częstochowa; Exposition Internationale Petit Format de Papier, Belgia (1998); Podkarpackie wizerunki Jana Pawła II, Muzeum Historyczne w Dukli (1999); I Ogólnopolskie Biennale Sztuk Tarnowskie klimaty, BWA Tarnów (2001); Na papierze, Tarnowskie Centrum Kultury; I Międzynarodowe Biennale Pasteli, MBWA, Nowy Sącz; Pencil Forum, Galeria Drienovec, Słowacja; IT ART, Pisa, Włochy;  II Międzynarodowe Biennale Miniatury, Częstochowa; III Międzynarodowe Biennale Rysunku, Pilsen, Czechy (2002);  II Międzynarodowe Tiennale Rysunku, Wrocław (2003); 1st International Collage Exhibition, Wilno, Litwa; Aspekty, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków; Międzynarodowe Biennale Grafiki, Nowosybirsk, Rosja (2004); Muzyka w malarstwie, Teatr Mały, Tychy; V Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego, Lubaczów (2005); Obrazy muzyką malowane, Pałac Sztuki, Kraków; 9th International Biennial of Miniature Art., Serbia (2008); Drienovec 337. Creative sympodium 2002-2008, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków. http://www.ur.edu.pl/wydzialy/sztuki/zaklady-i-pracownie/zaklad-rysunku/pracownicy/dr-hab-marlena-makiel-hedrzak-prof-ur

wtorek, 3 stycznia 2012

Marcina Świetlickiego Dwanaście



Alejo Carpentier napisał  kiedyś, że na prawdę dobra  literatura zawsze  opiera się na swojej własnej oryginalnej metafizyce. Dobry pisarz,  konstruując przestrzeń  fikcji literackiej zawsze  odkrywa czy ustanawia pewien  magiczny świat. I wcale nie chodzi tutaj koniecznie o  jakąś zadeklarowaną nie-realność, dziwaczność, czy  przeładowane wizjonerstwo lecz raczej o to, że autor wprowadza czytelnika rzeczywistość  o odmiennych, by tak rzec, parametrach.
Powieść  Marcina Świetlickiego zdaje się spełniać ten warunek. Nie będę streszczał  jej akcji ponieważ jest to  poniekąd kryminał,  a  informacja typu „kto zabił” odbiera smak lektury. 
     Są tacy, których ta książka oburza i nawet się im nie dziwię. Sam nie polecałbym jej czytelnikom zbyt młodym, ale z podobnych powodów z jakich nie polecałbym nikomu przedwczesnej lektury Ulissesa. Dwanaście Marcin Świetlickiego znajduje się jednak w wypożyczalni dla dorosłych i sądzę,  że to ustalenie  zupełnie wystarczy, by temat oburzeń można było uznać za zamknięty.
Oto przed nami opowieść pełna komizmu i groteski,  historia, której    bohaterem jest pijak. Ale Dwanaście  nie jest książką  o piciu,  przynajmniej nie jest książką o tak zwanym dramacie  alkoholika.  Jest to raczej dramat intelektualny, filozoficzny wywodzący się w prostej linii z tradycji pisarstwa Gombrowicza.
Wszystko to, co w powieści Świetlickiego przedstawia się jako obsceniczne - z piciem na czele - należy traktować raczej jako swoisty zbiór rekwizytów, choć swoją drogą, obraz  krakowskiego knajpianego światka mimo, że odrealniony, zdaje się  jak najbardziej trafny.
Jednak pijackie rozprzężenie umysłu, które cechuje protagonistę jest tylko pretekstem, wybiegiem, metaforą. Gdyby autor przyjął inną konwencję równie dobrze mogłoby  nam zostać  opowiedziane, że bohaterowi wszystko się śniło, lub że na przykład kosmici spreparowali  jego mózg. I nawet  nie w tym rzecz,  że Mistrz po pijanemu   nie umie rozróżnić „rzeczy które są” , „od rzeczy, których nie ma” lecz o  jego zasadniczo odmienny – magiczny sposób patrzenia na  rzeczywistość. W umyśle bohatera bieżące doznania, sny, wspomnienia,  przypadkowe sygnały docierające z ulicy  wydają się znajdować obok siebie tak, jak na obrazie barwne plamy leżą na jednej płaszyźnie płótna. 
Następujące zdarzenia   przedstawiają  się Mistrzowi  bardziej  jako znaki, zapowiedzi dalszego ciągu narracji, niż jako racjonalnie pojęte  przyczyny  i  skutki.. Dodatkowo „realny” bieg wypadków splata się z manipulacją medianą. Dziennikarka telewizyjna realizuje program, w którym przy okazji  rozgrywa prywatną intrygę i prowokuje   wydarzenia - tym razem już w pełni rzeczywiste. Świat bohatera składa się z więc fenomenów stojących na jednym planie realności, które on sam interpretuje jak gdyby rozkodowując  ukryty szyfr.
- „ Na jednej z ławek leżał Azjata. Mały, w czarnym garniturze i czerwonych szpilkach. Był pijany, nie żył lub spał. Dziwność świata uderzyła Mistrza. Nie znajdował wyjaśnienia dla fenomenu Azjaty.
          Jak też nie znajdował wytłumaczenia plakatu z Twardowską. Wyraz twarzy dziewczęcia był wyżywający. Plakat nie oznaczał niczego konkretnego. No,    chyba że będzie dalszy ciąg (...)
  Ale gdzie leży granica i czy w ogóle istnieje granica miedzy interpretacją właściwą, a nadinterpretacją? Może każda interpretacja jest w pewnym sensie  kreacją sensu? Kto pamięta  Kosmos  Gombrowicza niech porówna powieszonego wróbla, strzałki na suficie, etc. Można oczywiście powiedzieć, że  bohater Gombrowicza był zwykłym  paranoikiem tak jak można się upierać, że Don Kichot był tylko niegroźnym wariatem. Taka  diagnoza psychologiczna jest  trywialna i w ogóle zdaje się chybiać celu,  choć zapewne miałby zastosowanie względem  kogoś, kto chciałby się bohaterami powieści prywatnie -  „empirycznie” utożsamiać. (Dzieło sztuki  zawsze jest  konstrukcją, nigdy zaś  opowiadaniem plotek,  czy też zbiorem praktycznych instrukcji... w co  się bawić).
Umysł  pijaka jest tylko  symbolem  sugerującym nam pewną hipotezę co do sposobu konstytuowania się  rzeczywistości faktycznie przeżywanej.  To co patologiczne może nieraz stanowić bardzo dobry model. Takie podejrzenie, że zdarzenia z pozoru przypadkowe,  przedmioty trafem  rozpoznane na tle innych posiadają jakiś ukryty sens, nie od dziś wydaje się niepokojące i inspirujące. I nie o to chodzi, że poza fikcją-interpretacją nie ma żadnej rzeczywistości, która byłaby obowiązująca. Bohaterowie w końcu się bardzo boleśnie kaleczą w konfrontacji z ową rzeczywistością . W książce Świetlickiego możemy odczytać sugestię, że człowiek taki już jest -  trochę z Szekspira a trochę z latynoskiej telenoweli, jak gdyby rozpięty między jawą a snem, skazany na złudzenia i  po prostu popełniający błędy.

       (Jeszcze raz - młodzieży oraz tym wszystkim,  którzy po przeczytaniu dajmy na to  Wyspy skarbów zaczynają kopać we własnym ogrodzie,  książki zdecydowanie  nie polecam.)

Marcin Świetlicki: Dwanaście, Kraków 2006, wyd. EMG, www.trupypolskie.pl

                                                                                                       Paweł Nowicki

Tekst umieszczony na stronach: