wtorek, 18 października 2016

Wystawa poplenerowa „SzymbART 2015”

Dnia 23 września 2016 r. w  gorlickiej Galerii Sztuki „Dwór Karwacjanów” w sala główna im. ks. Br. Świeykowskiego, odbyło się otwarcie Poplenerowej Wystawy Prac Pedagogów Wyższych Uczelni „SzymbART 2015” będącej zwieńczeniem zeszłorocznego I Sympozjum Artystycznego, któremu towarzyszyła dyskusja panelowa pt. Czy sztuki można nauczyć?

Fot. P. Nowicki


 Spotkanie to odbyło się w lipcu 2015 roku, w Ośrodku Konferencyjno-Wystawienniczym „Kasztel w Szymbarku” Zostało zorganizowane  przez Wydział Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, Instytut Filozofii Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów. Brali w nim udział artyści, historycy oraz teoretycy sztuki, jak również pedagodzy średnich i wyższych uczelni artystycznych: prof. Krzysztof Tomalski - Wydział Grafiki ASP Kraków, dr hab. Józef Jerzy Kierski – Wydział Sztuki, prof. UR Rzeszów, dr hab. Łukasz Konieczko - prof. ASP Kraków, dr Szymon Wojtanowski - ASP Kraków, dr Marcin Hajewski - ASP Katowice, dr Beata Lewińska - dyrektor Liceum Plastycznego w Warszawie, mgr Wojciech Sokólski - dyrektor Liceum Plastycznego w Supraślu, dr Joanna Adamowska – nauczyciel w Liceum Plastycznym we Wrocławiu, dr hab. Marlena Makiel - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Antoni Nikiel – prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Marek A. Olszyński - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Marek Pokrywka - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR dr hab. Jan Franciszek Ferenc - profesor na Wydziale Artystycznym UMCS Lublin, dr. Magdalena Uchman - Wydział Sztuki UR, dr hab. Artur Mordka - prof. nadzwyczajny, Instytut Filozofii UR, dr Włodzimierz Zięba - Instytut Filozofii UR, mgr Agnieszka Koryl - Instytut Filozofii UR, mgr Kamila Bednarska - Wydział Sztuki UR, mgr Piotr Woroniec - Wydziału Sztuki UR, mgr filozofii Paweł Nowicki, dr Agnieszka Iskra – Paczkowska, Instytut Filozofii UR Rzeszów. 
Fot. P. Nowicki


Na wystawie zaprezentowali swoje prace:
Krzysztof Tomalski - ASP Kraków, Józef Jerzy Kierski – Wydział Sztuki UR, Łukasz Konieczko - ASP Kraków, Szymon Wojtanowski - ASP Kraków, Marlena Makiel-Hędrzak - Wydział Sztuki UR, Antoni Nikiel – Wydział Sztuki UR, Marek A. Olszyński - Wydział Sztuki UR,Marek Pokrywka - Wydział Sztuki UR, Jan Franciszek Ferenc - Wydział Artystyczny UMCS Lublin, Magdalena Uchman - Wydział Sztuki UR, Kamila Bednarska - Wydział Sztuki UR , mgr Piotr Woroniec - Wydział Sztuki UR
Fot. P. Nowicki



Obszerna fotorelacja ze spotkania  znajduje się TUTAJ









Fot P. Nowicki











środa, 14 września 2016

"Baskijski diabeł" Zygmunta Haupta




Baskijski Diabeł Zygmunta Haupta jest dziełem, które sytuuje autora w rzędzie wielkich pisarzy współczesnych, czyniąc go twórcą na  miarę M. Prousta, J. Joyce’a, czy R. Musila. Oto przed nami zbiór szkiców, krótkich esejów, zapisków z dziennika, pisanych w pierwszej osobie tak, iż możemy się domyślać, że narrator, jest tożsamy za autorem książki. Tym, kto do nas mówi jest polski inteligent, wychowany na ziemiach dawnego zaboru austrowęgierskiego  wykształcony, któremu obca jest wszelka pospolitość, zarazem pozostający z dala od sfer dawnej arystokracji. W tym swoim socjalnym usytuowaniu trochę przypomną bohatera-narratora Prousta. Drogie jest mu dziedzictwo kultury, którego depozytariuszem był niegdysiejszy dwór, jednak nie należy do wąskiego elitarnego kręgu. Jak się dowiadujemy, spotyka go życiowy zawód, gdy młoda kobieta, którą bardzo kochał, okazuje się mu niedostępna z racji jej zbyt „wysokiego” urodzenia. Autor wspomina ten epizod ze swojego życia dyskretnie, bez cienia sentymentalizmu; taktownie pisze o faktach, jak gdyby mówił o doświadczeniach innej osoby. Otwiera się przed nami perspektywa Polski przedwojennej, koloryt miast kresowych, gdzie prócz Polaków żyli obok siebie Ukraińcy i Żydzi. Pod pewnym względem, w prozie Haupta daje się odczuć powinowactwo z literacką wizją Bruno Schulza czy filozoficzną poezją Leśmiana. Skądinąd klimat twórczości Haupta przypomina nieco Szkice piórkiem A. Bobkowskiego. Skromność, prawość, pisanie jakby od niechcenia na marginesie powagi życiowych obowiązków, bez artystowskiego zadęcia. Humanizm i wierność tradycji, patriotyzm – choć nie deklarowane, zdają się nieodłącznym elementem tła, oczywistą prepozycją. Leśne pejzaże, polowania, obraz przyrody bardzo sugestywny i oryginalny, jednak bez romantycznej,  panteistycznej nuty, widziany z twardej pozycji myśliwego. Narrator prowadzi nas przez historię – od scen z życia na przedwojennych kresach, przez doświadczenia żołnierza wojny 1939 roku, służącego później  w polskich oddziałach, walczących w obronie Francji. Ostatnie zapiski pochodzą z czasów pobytu bohatera  w USA.  
Bardzo często wykorzystywanym przez pisarza środkiem stylistycznym jest oksymoron budowany z przeciwstawnych jakości przedmiotów, gdzie rekwizyty obrazu literackiego wzmagają swa siłę ekspresji poprzez zderzenie elementów  niewspółmiernych z uwagi na własności zmysłowe oraz ich symbolikę. 
 „Więc to jest spełnienie dawnych marzeń i zachceń, majaków przewidywanych i odgadywanych. Bo zastanowić się: przedtem to była pustka taka, jak przed dniem stworzenia, przestrzeń nieskontrastowana, czarno-biała, z rozsypanymi opiłkami gawronów i kruków  na chropowatym od białości polu. Lśnią tylko oślizłe łozy, łozina i jak wieczór, to gwiazdy trzeszcza ponad wierzchołkami gałęzistymi drzew.”[1]
Zimowy pejzaż i jego „oślizłe łozy” – jakości zmysłowe o zdecydowanie negatywnym nacechowaniu kontrastują z kosmiczną wzniosłością, „trzeszczących gwiazd” metafizyczną wręcz, „witrażową” wizją,  przywołującą echo pytania o istnienie Boga.
Innym wątkiem refleksji autora jest doświadczenie czasu. I znowu pojawia się zderzenie skończoności ludzkiej egzystencji z ogromem historii w skali wręcz geologicznej. W pejzażu Francji widzimy drogę wytartą kołami wozów z okresu cesarstwa rzymskiego, oraz starego człowieka na tle resztek kamyków pochodzących ze starożytnego fresku. 

   „Dziwne to pomyśleć! Więc jak to Naprzód coś było skalą, gnejsem, piaskowcem, alabastrem, masa nieprzeliczoną i tępą natury, calizną, blokiem i odłupane cierpliwie, i obrobione skrzętnie, i zlepione, i ułożone, przesiane prze mózg ludzki jak przez sito, dobrane, wyspekulowane, wygładzone i wyszlifowane, kiedy zbiegło się w obraz, kiedy pobłogosławione i wyświęcone do zaszczytu, do wzruszenia sztuki, dzieła sztuki, po to tylko ażeby przyszedł czas i rozdmuchał to znowu w chaos, w mnogość, czyli nicość.
Widzisz stary, myślę, wyszedłeś mi tu na przeciw jak groźne memento, jak przypomnienie o nietrwałości (…) Co stało się z dawną chwilą? Dlaczego odleciała od ciebie, dlaczego była? Kto zaklął ja wtedy? Karykatura człowieka. Czemu wybucha to nagle wpośród nas, a potem odchodzi i pozostawia nas jak wydmuchane szczątki preparatów entomologicznych.”[2]
I w innym miejscu:

Jedyny, jedyność człowieka! Jakże mi sobie z tym dać tu radę? Co zrobię, kiedy rozlezie mi się w palcach w ogromny kraj, nieogarnięty przestwór. Gubi mi si w przestrzeni  w czasie. Człowiek sprzed kilku lat przepadł mi tak, jak ta woda, która ciekła rzeką pięćdziesiąt lat temu. Pewnie, ze naniosło w tym miejscu mułem, pewnie, że o tu! leży spróchniały pień, jaki przyniosła na swym grzbiecie umarła lat temu pięćdziesiąt fala.”[3]
      W swej refleksji nad z naszym potocznym doświadczeniem czasu, autor odwołuje się wprost do Bergsona i Prousta, jako na autorów, którzy podważyli nowożytne zdroworozsądkowe wyobrażenie przemijania. W ślad za tymi autorami, odrzuca utrwalone przez mechanistyczną fizykę oraz tzw. „odczarowanie świata” pojmowanie trwania, dało w efekcie pojęcie czasu linearnego skądinąd tzw. „pustego czasu”, w którym zdarzenia o różnym znaczeniu dzieją się równolegle – znajdują się „obok siebie” w jednej homogenicznej czasoprzestrzeni, jak przedmioty w pudełku. To wyobrażenie zrodziło się wraz mechaniką Newtona i układem współrzędnych Kartezjusza. Czas i ustalone przyczynowo zależności miedzy zdarzeniami, także ich wzajemne przestrzenne relacje  są nałożone na rzeczywistość jak siatka kartograficzna na rzeczywistą Ziemię. Pozwalają liczyć, ułatwiają orientację w terenie, ale pod pewnym względem fałszują jej obraz w dodatku – wskutek utrwalonego rutynowego nawyku, gdy zaczynają być brane dosłownie, tworzą z goła nieprawdziwe wyobrażenie o naturze rzeczy. Inkowie nie znali mapy, to znaczy odzwierciedlenia powierzchni ziemi na płaszczyźnie, analogicznie jak dla ludzi kultur przedpiśmiennych niepojęte było słowo oderwane od sytuacji rozmowy, żywej opowieści, osobistej ekspresji. 
Spójrzmy na dość obszerny fragment, wybrany z przeszło siedemset stronicowego dzieła, który może posłużyć jako ilustracja niniejszych rozważań:

„Ta nowoczesność zachłyśnięta jest  nagle nadeszłą zdolnością ludzkiego mózgu do szeregowania systematyzowania obserwowalnych zjawisk i do wybijania monety, które  słów kosztem rzeczywistości nabierają niezachwianych i opętujących nas zaznaczeń. Razem z dawną sztuką uogólniania i abstrahowania i  logiką dedukcji stworzyliśmy sobie osobny obraz o świecie  fool’s paradise, jak mówią Anglicy.
Dedukcja nas zubaża. Dedukcja, logiczny wątek, który determinuje nam przyszłość i sprowadza ja do nudy. Jesteśmy funkcjami rozmaitych danych, które grodzi nasze życie od pierwszej świadomości do agonii.  Z życia zrobiliśmy wielką maszynę do wnioskowania, nomgraamiczny cyrk, jesteśmy jak cyfra w suwaku logarytmicznym. Powie ktoś, ze ten absurd cyfrowy, planowanie umożliwi nam przetrwanie, że co innego, kiedy na przykład zasiewa się pole dla przyszłorocznych zbiorów to ma się na to kalendarz rolniczy i znajomość klimatu i kołowrót pór i sezonów, a Murzyn z Wybrzeża Kości Słoniowej to pomagał sobie i pewny był sukcesu, bo według niego pora zbiorów nadchodziła dlatego, że składał ofiary i wypraszał u bóstw właśnie tę jesień zbiorów. No to ten przysłowiowy Murzyn, miał więcej zabawy, panie dziejski, więcej smaku życia, obcował z bogami i sam był prawie półbogiem, jeżeli z jego obcowania i  komitywy dopraszania się  miał taki sam sukces, jak nasz współczesny facet i jego statystyki i kalendarzyk. (Zdarza się nam być świadkiem bankructwa najbardziej w nas wyrosłych pojęć. Weźmy pojęcie czasu.  Są jacyś prymitywni Algonkińczycy, czy inni jacyś, nie pamiętamy, jakim tam, mający bardzo obszerny słownik, bardzo różnoraki, gdzie potrafili logicznie dać różne nazwy dla tego samego karibu, zależnie od tego, czy on się pasie, czy biegnie czy stoi, inne dla ptaka w powietrzu a inne –w gnieździe; wydaje mi się to bardzo trafne i bogate. Nie mają określenia na coś co „było” lub że „będzie” – symultaniczność urągająca wbudowanej w nas świadomości przemijania czasu, wbudowanej w nas, innych, od tysięcy lat. I dopiero przychodzą Bergson i Proust i nawracają do punktu, gdzie zaczęliśmy i rozeszliśmy się z tymi anegdotycznymi Algonkińczykami, i zrobiliśmy wielkie koło)” [4]
Haupt zdaje się podzielać głębokie przeświadczenie, obecne w twórczości Leśmiana, Bruno Schulza, zgodnie z którym rzeczywistość posiada wymiar nieskończony, ma nieprzebraną ilość aspektów Rzec by można za Heglem, że nawet papier na którym piszę zbutwiałby zanim zdołałbym wyliczyć wszystkie jego właściwości. Stąd ta drobiazgowość, w opisach najprostszych czynności  uważne wskazywanie wyglądów przedmiotów, jakości zmysłowych. Jednak Haupt pozostaje realistą, nie wchodzi na ścieżkę subiektywizmu, która nieuchronnie uwodzi niemal każdego, kogo oczarował ten amalgamat historycznie odległego spinozyzmu i współczesnej fenomenologii. Haupt widzi nieprzebrane bogactwo świata, które ukazuje mu się, ponieważ jest dość wrażliwy by je ujrzeć,  jednak nie delektuje się subiektywną fikcjonalnością świata przeżywanego. U Prousta, na którego Haupt się powołuje, obecne jest przeświadczenie że przedmioty same, jako fizyczne kształty i masy nic nie znaczą, właściwie są niczym bez otoczki wspomnień i  marzeń, bez aury sensu, który zyskują znajdując się w polu ludzkiej wyobraźni i ekspresji. W twórczości Z. Haupta daje się odczuć zachwyt nad różnorodnością świata głód wrażeń, zarazem szacunek dla rzeczy w ich pierwotnej realności,. Rzeczy są niezależnie od tego, jak je postrzegamy. Właśnie dlatego są ciekawe i pełne dostojeństwa. Pod pewnym względem, w prozie Z. Haupta mamy do czynienia z precyzją realistycznego opisu, zdolnością dostrzegania detali, które umykają zrutynizowanej obserwacji osób uwięzionych w schematach narzuconych przez wytarty frazes nazywania, zrazem narzędziowego „rozumienia” przedmiotów, wyłącznie poprzez ich funkcję, bycie do-czegoś. 
Oddajmy głos autorowi:

 „(…) To nie prawda. Życie nie jest ciągłym łańcuchem jakby skomponowanych frazesów, to byłoby za łatwe i nudne pewnie także, Życie nie jest ciągiem przyczyn i skutków, szeregiem przesłanek, z których wynikają łagodnie zaokrąglone wnioski, ani też nie jest materiałem do funkcji, ani też rodzajem nomogramu. No to w takim razie to jest sztuka. (…)” [5]
Prawda ludzkiego życia nie da się zamknąć w schematach myślowych, które są bez wątpienia, owocne w dziedzinie nauk ścisłych. Nie da się znaturalizować, to znaczy sprowadzić do tego rodzaju wiedzy, który jest skuteczny dziedzinie opisu przyrody, np. w fizyce, wraz z jej logiczno-matematycznym zapleczem. Nasza samowiedza i autonarracja nie jest linearnym ciągiem od przesłanek do wniosków. Może bliższe, także bardziej trafne byłoby tu zastąpienie kategorii przyczyny i skutku, przesłanki i wniosku, pojęciem prefiguracji znanym z egzegezy  Biblii, gdzie pewne zdarzenia dają się odczytać jako zapowiedzi odległych wypadków, a zależność jaka zachodzi pomiędzy jednymi i drugimi ma charakter symboliczny nie sprawczy. Podobnie jak doniosłość wydarzeń roku kościelnego kształtuje się przez współuczestnictwo z odległymi z punktu widzenia w czasu kosmicznym aktami będącymi przedmiotami wiary, nie zaś poprzez temporalną bliskość czy kauzalną zależność z tym co miało miejsce w kalendarzowym sąsiedztwie. Ch. Taylor [6] wyraża myśl, że np. Wielki Piątek roku 2016 pozostaje w bliższej relacji z opisanymi w Ewangeliach faktami z życia Chrystusa sprzed ponad 2000 lat, niż z wydarzeniami mającymi miejsce parę tygodni wcześniej tegoż 2016 roku. Ludzkie życie w jego najpełniejszym i najbardziej adekwatnym opisie, dane jest zawsze autonarracja, zarazem jako opowieść, która jest pojmowana i akceptowana przez pewną wspólnotę. (nigdy nie jest solipsystycznym monologiem. Choćby artykułowana samotnie i  jedynie w myślach, zawsze jest adresowana do innych, choćby chwilowo nieobecnych bliskich – tych, z których opinią się liczymy). Czas w ludzkim życiu nie płynie liniowo, jak zwykło się przyjmować wówczas, gdy jest on traktowany jako parametr procesów mechanicznych. Nieraz stoi w miejscu całymi latami – są rozmowy, relacje międzyludzkie, które trwają w zwieszeniu, do których wracamy, jak do pokoju opuszczonego przed laty. Warto w tym miejscu przypomnieć filmy D. Lyncha, z ich błądzącą fabułą, nielinearnymi modelami trwania. Skądinąd M. Heidegger sugeruje nam, iż ciekawy trop w refleksji czasem,  da się wyprowadzić z Arystotelesowskiego pojęcia zmiany jakościowej.
Czymś ważniejszym niż „relatywizm” ocen przeszłości zdaje się konstatacja, że wszelkie dziejące się „teraz” zamykające ustalenia na wzór domykania kompozycji tradycyjnej  powieści,  zdają się mylące i nieadekwatne. Ile razy ulegaliśmy złudzeniu, że oto „coś się kończy i teraz będzie już tylko…” Ile elementarnych błędów (zaniechań) popełniliśmy przyjmując taką optykę.
Znany z potocznego myślenia, uznany wręcz za paradygmatyczny  model czasu, który opiera się na intuicji przemijania „dzień po dniu” wydaje się więc nieoczywisty.  Być może czas da się wyobrazić, jako „mroczna maszyneria” generująca wielowątkowe i wielokształtne struktury? Dlaczego „skądś” przychodzą pomysły. Gdzie one były? W innej przestrzeni  – „w zaświatach” – gdzieś  „za ścianą”?
Jak pamiętamy, w Księdze Δ Fizyki Arystoteles mówi o ruchu nie tylko w sensie zmiany miejsca, zgodnie z intuicją przemieszczenia w przestrzeni albo, opowieści, która ma początek, środek i koniec. Mówi także o zmianie jakościowej, którą możemy rozumieć np. jako dojrzewanie, tężenie słojów drzewa, zagęszczanie, powolny wzrost. Mówi też  o ruchu rotacyjnym – ruchu po kole, lub drganiach martwej fali – wodzie będącej w ruchu, która jednak donikąd nie płynie. W końcu możemy wskazać na krystalizację, wyłanianie struktur w obrębie całości, której „objętość” się nie zmienia. Możemy wskazać gąsior z dojrzewającym winem, do którego nawet powierzenia ma dostępu, a w którym dokonuje się powolna przemiana. Osoba ludzka jest  jak Leibnizjańska monada bez okien, którą powolnie odmienia upływający czas, mimo że człowiek zdaje się ignorować rady i napomnienia z zewnątrz. Samopodobna struktura dzieła Prousta porównywana jest do średniowiecznej katedry. Czas odnaleziony jest „poza czasem” w tradycyjnym sensie, to znaczy ponad linearnie pojętym przemijaniem. Więc to, co doniosłe wydarza się, wraca jak element konstrukcji, który ukazuje się w różnych aspektach budowli. Nie koniecznie musi być jawny „nieustannie” – odkryty. Ukazuje się niekiedy – jak czyjeś typowe rysy charakteru ujawniają się tylko przy szczególnych okazjach.
Zygmunt Haupt dotyka w swych zapiskach najważniejszych zagadnień współczesności. Jego dzieło może być przedmiotem namysłu filozoficznego zarazem niesie bardzo ważny wkład w dziedzictwo literatury polskiej. Wiele wątków w tym pobieżnym szkicu celowo pominąłem – choćby stosunek człowieka do rzeczy, ich dostojeństwo, zarazem zalew nowoczesnej tandety, której pojawienie się jest chyba  odzwierciedleniem oblicza naszych czasów. Myślę, że twórczość Z. Haupta będzie przedmiotem licznych analiz i studiów, oraz ze przyczyni się do wzbogacenia naszej samowiedzy.
Jak wspomniałem na wstępie często wykorzystywanym przez pisarza środkiem stylistycznym jest oksymoron, gdzie rekwizyty obrazu literackiego wzmagają swa siłę ekspresji poprzez zderzenie elementów o niewspółmiernych jakościowo. Dzieje się to zarówno na poziomie doznań zmysłowych, lecz także poprzez przeciwstawienie sobie wyobrażeń dotyczących wartości. Np. pospolitości, brzydoty – delikatności i piękna.  
„W połowie kwietnia w całej Bretanii zakwitły jabłonie. Pomiędzy drogami, na polach, na wzgórzach, łąkach, pośród skał, w rozpadlinach i na otwartym wybuchły nagle białoróżowe kule i dnie zrobiły się białe. Stare, zgrzybiałe drzewa jabłoni i młode sadzonki pokrywające niebo czarnymi błyskawicami gałęzi, zanim jeszcze wypuściły pierwsze liście, rozpękły się w tych białoróżowych kwiatach. A potem, kiedy pierwsze ich płatki zaczęły opadać, u każdego drzewa, jak cień, rozsiewała się biała plama, kładła na czarnej ziemi i gnoju białą zadymką i różową zaspą. Z daleka, z daleka widać było, jak skośnie, mądrze, uparcie , biało, księżycowo sypią się te płatki – medaliki, skroplone powietrze.[7]
Ten motyw da się porównać z obrazem obecnym w jednym z tomów Prousta, gdzie ukazany jest obraz wiosny Paryżu. Tutaj znowu, jak w wielu innych partiach prozy Zygmunta Haupta pojawia się oksymoron. Delikatność, kwiatów i przeczucie słodyczy jabłek, zapach kwitnących jabłoni kontrastuje z wzmianką o gnoju. Pojawia się także odwrócony motyw cienia. Cień, który jest czarny, w każdym razie ciemniejszy, od przedmiotu, który go rzuca, tu ukazany jest jako wstęga białych płatków rozsypanych po ziemi. Biały cień drzewa – smuga na ziemi utworzona z opadających płatków ukazuje obraz literacki – przypominający fotograficzny negatyw.

Zygmunt Haupt, Baskijski diabeł,
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016

Paweł Nowicki




[1] Haupt Z., Baskijski diabeł, Wstęp. A. Stasiuk, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016, s. 318.
[2] Haupt Z., Dz. cyt., s. 385-386.
[3] Haupt Z., Dz. cyt., s. 566.
[4] Haupt Z., Dz. cyt., s. 714.
[5] Haupt Z., Dz. cyt., s. 727.
[6] Ch. Taylor,  Tożsamość a czas świecki, tłum. Xymena Dolińska,  (w:) Rozmowy w Castel Gadolfo t. II.
[7] Haupt Z., Dz. cyt., s. 372.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

La exposición de esculturas de María Cukier en el Museo “Mansion de Carvatianes” en Gorlice


A partir de 12 de febrero de 2016, en la Galería del arte Contemporaneo del Museo “Mansion de Carvatianes” en Gorlice, en la sala de Vladimir Kunz se podría ver una exposición de escultura de María Cukier[1]. La escultora proviene de Zakopane y es graduada del Complejo local de las Escuelas de Arte Antonio Kenar, y luego la Academia de Bellas Artes de Varsovia, donde se graduó de la Facultad de Escultura. El diploma obtenió en el taller de escultura del profesor Adam Myjak.
Fot. Paweł Nowicki


Las obras que se presentan en la exposición sorprenden de un extraordinario tratamiento del material – en este caso la madera. Referencia alusiva a la tradición popular ha sido aqí muy fuertamente contrastada con la severidad de abstracto moderno y los elementos específicos de lo concreto se utilizaron como pretexto para la construcción de nuevos significados.  

Utilizda en en una obra, clara, cruda, madera desnuda trae a la mente la delicadeza del cuerpo femenino. Alza la forma esbelta, ligeramente arqueada como una costilla de Adán, en su apogeo la parte que toma forma geometrizada de ligeramente retorcida como unas modernas construcciones. En la parte inferior de la composición emerge la tradicional vasija doméstica – calabaza de la leche, – un accesorio de la madre muy antigua, prehistorica. En español existe una afinidad entre las palabras de la madre – “madre” y la madera “madera” (a diferencia del árbol – un arbol que crece)  aquello que  se ha hecho, lo que se prestó, dió sus tejidos para dar, crear la forma. Lo que “mortificó", para estar en la vida ordinaria, todos los días y lo que puede ser humilde y parecer imperceptible. Por otra parte, la noción de materia se deriva de la palabra griega  ύλη, que literalmente significa  la madera – el material para el carpintero que construye un mueble, barco... La artista parece derivar toda su casa de un material de madera. El claro material demuestra su capacidad, una vez convertiendose en una paleta de pintor, una vez a tablero de la cocina en la que se corte las hojas verdes, para que finalmente  evolucionr hacia las formas que asemejan a los experimentos grotescos de los surrealistas. 
Fot. Paweł Nowicki



Una parte muy importante de la exposición ocupa la ropa de cama, hecha de madera con extrema precisión hiper-realista. En ellas hay un absurdo natal, absurdo de la visión artistica de Witkacy – almohadas y colchas de madera, – almohadas de "Zakopane". La madera formada con cincel de la autora imita las formas de suavidad y delicadeza aparentemente acogedora vista desde la distancia. Sin embargo, cuando nos acercamos demasiado cerca, tratando de tocarla, nos espera una decepción. Ahí es donde reside el tipo de intriga al mismo tiempo la  paradoja, lo que lleva el concepto artistico de la escultora en las áreas cercanas de la imaginación de Slawomir Mrozek, o la ya mencionada de St. I. Witkiewicz. También existen otras posibilidades para la interpretación de objetos escultóricos de María Cukier. Impresos, como formas de plastilina en almohadas de madera, hacen buscar o adivinar la continuación de esta realidad que apenas se sugirió. Ante nosotros dos almohadas apiladas una junto a la otra, nos hacen suponer un vinculo intimo entre dos personas. ¿Es la sugerencia de que sólo que observamos desde una distancia – en las relaciones humanas es cálido y suave? Es tal vez una sutil paráfrasis de una mención filosófica sobre los dos puercos que sin poder hacer nada, tratan de abrazarse cuando están fríos. La vida en los dos puede ser dura. El claro colr de la madera natural de la ya mencionada obra se contrasta con otra almohada de color ocre oscuro, que está al lado, separada con un agujero “conseguido llorando a través."¿Infierno del insomnio, y tal vez la soledad?
Fot. Paweł Nowicki

Métodos abreviados del pensamiento y síntesis, alegre color, madera natural, formas de luz transparente construyen en breve una parábola sobre la casa, sobre ewige Wieblichkieit ... pero también de las paradojas de la naturaleza humana. Se suena aquí un tono de pesimismo un poco de de Pascal y Schopenhauer.    
Se puede esperar que el trabajo escultórico de María Cukier, llena de sensibilidad y penetrante intuición artística, se va a desarrollar aún más – a pesar de que la artista ya ha sido titulada de numerosos premios europeos – porque ella está al principio de su camino creativo.  

Paweł Nowicki





[1] Maria Cukier nació en el año 1986, en Varsovia, vive y trabaja en Zakopane. También estudió en la Academia di Belli Arti di Carrara, Italia, y pocos años pasados ​​en España. Maria Cukier jest laureatką wielu nagród i wyróżnień w konkursach rzeźbiarskich w Hiszpanii, Włoszech i Francji. María azúcar es una premio de muchos certamenes en escultura  en España, Italia y Francia. Presentó sus obras en numerosas exposiciones individuales y colectivas en España, Polonia, Italia, Gran Bretaña y los Estados Unidos. Ha participado en numerosos simposios internacionales y escultural plein-aire, Polonia, Alemania, Francia, Italia y España, y sus obras se encuentran en muchos lugares públicos de las ciudades europeas.. Recientemente, se ejecuta una carpintería para las personas con deficiencia mental PSOUU en Zakopane.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Wieczór poezji Jerzego Harasymowicza w Bartnem

19 października w cerkwi greckokatolickiej p.w. świętych Kosmy i Damiana w Bartnem odbył się wieczór poezji Jerzego Harasymowicza. Spotkanie zorganizowane z inicjatywy Muzeum „Dwory Karwacjanów i Gładyszów” w Gorlicach prowadził proboszcz bortniańskiej parafii ks. Mirosław Cidyło. Utwory recytował Przemysław Sejmicki, aktor Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie zaś oprawę muzyczną przygotowali Bogusław Diduch i Wiesław Lewek. Wyboru tekstów poety dokonał Paweł Nowicki. Spotkanie. Nad całością wydarzenia czuwała  Klaudia Zbiegień, kierownik „Zagrody Maziarskiej w Łosiu”, oddziału „Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów” w Gorlicach.

Jerzy Harasymowicz (1933-1999), debiutował w 1953 roku. Opublikowałponad 50 tomików wierszy, które doczekały się tłumaczenia na wiele języków. Zwany bardem Łemkowszczyzny, b jednym z pierwszych polskich intelektualistów, którzy w okresie „odwilży” po 1956 roku podjęli temat tragicznego losu Łemków. Beskidzki pejzaż był inspiracją dla jego pracy literackiej.
To właśnie tutaj wykreował swój własny niepowtarzalny świat - Krainę Łagodności. Ze wszystkich tematów,  jakie poruszał w swej poezji, najpełniej zrealizował się w wierszach poświeconych tematyce górskiej i Łemkowskiej. W Bieszczadach też  zostały po śmierci rozsypane jego prochy. Autor zakazanego przez cenzurę „Lichtarza ruskiego”, odwiedzał Bartne wielokrotnie. W jednej z prywatnych rozmów opowiadałżtak wrósł w te okolice, iż gdy wiosną zbliżał się drogą od Bodaków, już nawet psy z okolicznych chałup nie szczekały na niego. 



 Wiersze zaprezentowane podczas spotkania ułożone zostały w następujące cykle:



                    I.Cerkiew, sacrum

1.                  Błogosław Cerkwio
2.                  Za carskimi wrotami
3.                  Ikonostas
4.                  Drowniak Netyfor
5.                  Emilian
6.                  Madonna z Berestu


                    I. Łemkowie

1.                  Elegia  łemkowska
2.                  Mała elegia bieszczadzka
3.                  Łemkowszczyzna
4.                  Złockie niebo cerkiewne
5.                  Cmentarz łemkowski
6.                  San ryba
7.                  Bieszczady
8.                  Rzepedź  


                    I.Pejzaż osobisty, przemijanie

1.                  Wyorał lud Pankratora
2.                  Dom w Bortnem
3.                  Złockie jesienne
4.                  Do Jerzego Lieberta
5.                  Zielnik
6.                  W lesie listopadowym



Pomimo sporej odległości, publiczność zjawiła się bardzo licznie. Można mieć nadzieję, że spotkanie to da początek kolejnym, podobnym wydarzeniom poświęconym pamięci poety, który tak bardzo związany był a naszym regionem, a którego pamięć zdaje się  odchodzić w zapomnienie.



Paweł Nowicki















wtorek, 2 sierpnia 2016

W magicznym domu Urszuli Hübner



  

W moim magicznym domu
Wszystko się zdarzyć może
Same zmyślają się historie
Sam się rozgryza orzech

                                                                                                          Magdalena Czapińska



Fot. P. Nowicki


                             29 lipca 2016 r. w gorlickiej Galerii „Dwór Karwacjanów” w sali im. Prof. Włodzimierza Kunza odbył się wernisaż wystawy prac Urszuli Hübner[1], pt. Sztuka różnorodna. Ekspozycja, która stanowiła rodzaj instalacji przestrzennej wykorzystującej dodatkowo grę światła i cienia, zawierała eksponaty pośród których znajdowały się rzeźby, wyroby tkaniny artystycznej a także kompozycje z elementów drewnianych oraz uwieszone na ścianach karty zapisane kaligraficznym pismem – listy? Wyznania? Poematy? W jednym z fragmentów widocznych w półmroku przeczytałem:




Przez tyle lat siedziałam
na walizkach
w przekonaniu
konieczności powrotu
nagle spostrzegłam
że zapuściłam korzenie
(...)

       Nie zapominajmy skądinąd, że napis także może występować w roli ornamentu, może być elementem obrazu – kompozycji, którą winno się postrzegać głównie jako obraz, choć przekaz pisany jest równie istotny.
Wejście do sali wystawowej przypominało doświadczenie spektaklu. Półmrok rozświetlany przez rozsiane płomyki świec, niekiedy maleńkie kaganki zatknięte w szczeliny kamiennego muru ewokowało atmosferę tajemniczości, ale też klimat domowego wieczoru, bezpieczeństwa i ciepła. Na środku stół, na którym wystawiono wernisażowy poczęstunek, stanowił część ekspozycji – ciastka inne wiktuały i sprzęty, przyciągające uwagę jako forma sceniczna, rekwizytorium niezwykłej ekspozycji. Koronkowe i jedwabne parawany, z których każdy stanowił dzieło sztuki tkackiej, dzieliły przestrzeń sali na  zaciszne zakątki, rozjaśnione rozproszonym światłem lampionów wykonanych z jasnej materii. Lampiony te miały formę prostopadłościanów a w każdym płonął spokojny płomień świecy.  Można by się tym doszukać japońskiego stylu aranżacji wnętrz, jednak na pierwszy  plan wysuwały się rodzime motywy, białe dzierzgane aniołki, pajacyki, także kompozycje z drewna, min. forma przypominającą ptaka o rozłożonych skrzydłach. Kompozycje usytuowane na ścianach, były ujęte w ramy wykonane ze starego ściemniałego drewna, które swoją formą mogły przypominać okna. Odniosłem wrażenie, że trafiłem  do starego przytulnego domu, gdzie znajdują  się szufladki z ubrankami dla niemowląt, miniaturowymi sukienkami – może wspomnienia z dzieciństwa, które artystka chce zachować, budując tym samym swoją prywatną mitologię. Niektóre spośród prac odbiegały od delikatności i czułości, jaka emanowała z pozostałych. Zdawały się one katastrować z nimi jakąś ostrą nowoczesnością, zarazem – na zasadzie kontrapunktu – dopełniać kompozycję całości wystawy. Widziałem ujęte w „okienną” ramę cienkie łukowate pałąki, abstrakcyjne kompozycje z drewna, papieru lub poszarpanych kawałków lekkiego płótna („biedne szmatki”, jakie pozostają ludzkiej przeszłości). Może dzięki temu Autorka osiąga efekt pełni, ukazując swat w całej jego prawdzie.
Fot. P. Nowicki


Zwróciła moją uwagę aranżacja przestrzeni wystawy - okna prowadzące wyobraźnię w dal, ku temu co odległe i obce, wnętrze, gdzie na środku stoi zastawiony domowy stół z wysokimi świecami, przywołujący domową, świąteczną atmosferę, ale też parawany tworzące zakamarki, kryjące drobne tajemnice, zarazem zakątki, gdzie każdy z domowników miał swe własne miejsce. Półprzejrzystość sugerowała, że wszyscy są razem.  Przechodząc pomiędzy partiami mroku, mogłem odkrywać tajemnicze światełka  niezauważone wcześniej detale kompozycji, by dać się wprowadzić w swoisty trans, zrazem oczarować niezwykłej osobowości przejawiającej się poprzez zgromadzone prace. Bo tak to jest – kim jesteśmy, dowiadujemy się nie wprost, lecz przez własne wytwory, przez to, co pokazaliśmy, lub częściej nawet, poprzez przemilczenie, nieświadome często pominięcie albo przeoczenie. Artysta jest tym szczególnie wyczuloną indywidualnością która potrafi w sposób wyrazisty ukazać prawdę o człowieku. Przez pryzmat osobistych doświadczeń, własnych wspomnień, tęsknot i marzeń, umie tę prawdę wyrazić i zamienić w symbol. Sądzę że kompozycja Urszuli Hübner da się odczytać jako próba samoodnalezienia się  Artystki, wędrówką  w głąb własnej osobowości, do źródeł dzieciństwa przez gorycz ludzkich rozczarowań, które nieobce są każdemu z nas, aż po próbę stworzenia baśniowego świata, do którego chciałoby się wrócić, uciec, może zamieszkać w nim na zawsze.
Fot. P. Nowicki

      W całości ekspozycji. dał się zauważyć bardzo silny motyw nadrealizmu, choć nie był to ani surrealizm „psychoanalityczny”, ani te z żadna naiwna  fantastyka. Było w tym coś bardziej czułego, cichego, bez potrzeby nadmiaru słów – kobiecy dom, pamięć, poczucie bezpieczeństwa, a równocześnie wciąż niepokojąca tajemnica.
 
Wystawa czynna jest od 29 lipca do 24 sierpnia br.

Paweł Nowicki





[1] Urszula Hübner - pochodzi z Gdańska, gdzie studiowała architekturę na tamtejszej Politechnice. Od wielu lat mieszka na południu Polski, gdzie czerpie inspiracje do swojej pracy artystycznej. Uprawia twórczość różnorodną min. rękodzieło artystyczne, wykorzystując jego elementy do dekoracji wnętrz. Jak sama mówi, bliskie jest jej wszystko co proste i naturalne. Począwszy od materiałów w których pracuje, są to drewno, len, bawełna, sznurek, koronki, suche rośliny, piasek czy inne materiały pozyskane z otaczającej natury, a na sposobie życia kończąc. Jej filozofią życiową jest proste i zdrowe życie, wsparte medycyną naturalną, akupresurą czy aromaterapią.