Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rysunek. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lutego 2021

Danuta Słyś-Tohl "Czas nieutracony"

 

Czas nieutracony - collages Danuty Słyś-Tohl

 

W pracach Autorki cienie przeszłości utrwalone zostały w collage’ach złożonych z urywków starych fotografii, pożółkłych listów pisanych ręką, ćwiczoną jeszcze w sztuce kaligrafii. Z fragmentów prac odczytujemy dawne pejzaże, które zapewne już nie istnieją, ponieważ wycięto stare drzewa a ich miejsce zarosła przypadkowa architektura. Jak wiemy, pamięć dzieciństwa mieszka w linii horyzontu. Fotografie w pracach wyłaniają się z form graficznych o przygaszonych barwach, niczym na starych zawerniksowanych płótnach, gdzie uważny obserwator odnajdzie całe bogactwo sztafażu. 


Na tym łagodnym, wręcz sentymentalnym tle umieszcza artystka, gwałtownie zdarte fragmenty papieru podobne językom ognia albo morskim falom – symbolem powrotu i przemijalności wszystkich rzeczy. Pojawiające się w wielu pracach zmultiplikowane fotografie kilkuletniej dziewczynki – w domyśle autorki collage’u– otoczone mniejszymi zdjęciami krewnych, przypominają świat dawnych albumów rodzinnej fotografii. Multiplikacja ma w sztuce współczesnej czytelne konotacje ale w zderzeniu z tym, co intymne, dawne, bliskie, z celowo zatartą partią ochrowej materii, daje wyrafinowany efekt kontrapunktu.

Składające się na omawiany cykl prace zapraszają do wnętrza zaczarowanego świata obwarowanego tajemniczą i delikatną, a zarazem silną osobowością artystki. W żadnej z tych kompozycji nie znajdziemy śladu agresywnej ekspresji, ani też narzucania odbiorcy prywatnych rozterek, czy psychologicznego bezwstydu charakterystycznego współczesnej sztuce.  Prace pełne są czułości, wręcz sentymentu, jednak dyscyplinuje je surowy plastyczny rygor.

Autorka ukazuje to tylko, co pragnie ukazać. Odnosimy wrażenie, że cały bezmiar treści, pozostaje tu pod pieczęcią tajemnicy, uwalniając obszar dla interpretacji odbiorcy. Artystka wyznacza zgromadzonym rekwizytom określone zadania malarskiej kompozycji obrazu, sprowadzając je do roli formalnych uczestników gry plam i faktur, podporządkowanych plastycznej całości. Zaangażowane tu wyraźne osobiste akcenty, stają się mottem uniwersalności jej sztuki.



Artystka podejmuje próbę ocalenia chwili, której ulotności tak nie szanujemy –  w pośpiechu życia dostrzegamy ją gdy już minęła i kiedy już odeszła w przeszłość. Obrazy, tego, co przemija nawarstwiają się jedne na drugich niczym collage, niekiedy tworząc powtarzające się refreny. Przedmioty pamięci ukazują się jak pokryte kurzem, otoczone jakby subtelną aurą towarzyszących im uczuć.

Czas, który jest tworzywem ludzkiej egzystencji odciska się na nich, tak, że nasza pamięć zachowuje, wrażenia i wyglądy rzeczy. Zdarza się że potrafią nam one służyć niczym nić Ariadny by odnaleźć drogę cofając się wstecz. Ale przecież nie chodzi nam o dosłowne przywrócenie zapachu tamtego lata, pomarańczowych plam słonecznego popołudnia, na murze domu, którego już nie ma.




Przeszłość da się odtworzyć tylko w naszej każdorazowej teraźniejszości – innego dostępu do bytu nie mamy. O cóż więc chodzi. W dziele Prousta brzęk łyżeczki, która potrąca spodek filiżanki może być zaczynem rekonstrukcji naszego ja rozpiętego między tym, co było i tym co jest (zawsze w cieniu tego, co przeczuwamy, że nadejdzie). Byłaby to więc to taka skromna próba doczesnej rekonstrukcji wieczności – tej prawdziwej, która jest ponad i poza czasem. Taka próby ocalenia czasu, który już przeminął, była jak wiemy przedmiotem Opus magnum wspomnianego autora.

Można przyjąć założenie, że prace Danuty Słyś-Tohl mają podobny cel – zarówno artystyczny jak  i egzystencjalny.

Paweł Nowicki

Gorlice 2020

Tekst zamieszczony w katalogu wystawy , która odbyła się w Domku Miedziorytnika we Wrocławiu w 2020 r.

Danuta Słyś-Tohl ur. w Gorlicach 4 czerwca 1956 roku. W latach 1971-1976 uczęszczała do ukończyła Państwowe Liceum Plastyczne im. Stanisława Wyspiańskiego w Jarosławiu. W latach 1993-1998 studiowała w Instytucie Wychowania Plastycznego, Wyższej szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Od 1977 roku pracuje jako projektantka wzorów w Spółdzielni Rękodzieła  Ludowego i Artystycznego "Cepelia" w Bieczu. Od 1985 oku jest instruktorką  malarstwa, grafiki i ceramiki w Młodzieżowym Domu Kultury w Gorlicach.

Artystka ma na swoim koncie wystawy indywidualne: 2000, Galeria Stowarzyszenia "Sztuka Podhalańska", Zakopane, 2001 -malarstwo, grafika Galeria Miejskiego Ośrodka Kultury Bardejov, 2002 - grafika galeria "Strug" przy Zespole Szkół Artystycznych im. Kenara, Zakopane, 2003 -malarstwo, grafika, Galeria Muzeum Ziemi Bieckiej, Biecz. 2003, grafika, Galeria Miejskiego Ośrodka Kultury Dębica, 2006 - Collages, Małopolska Galeria Sztuki Współczesnej "Dwór Karwacjanów w Gorlicach. 2012 Retrospektywa, Muzeum Regionalne, Gorlice. 2020 Domek Miedziorytnika, Wrocław.


 

 

 

wtorek, 18 października 2016

Wystawa poplenerowa „SzymbART 2015”

Dnia 23 września 2016 r. w  gorlickiej Galerii Sztuki „Dwór Karwacjanów” w sala główna im. ks. Br. Świeykowskiego, odbyło się otwarcie Poplenerowej Wystawy Prac Pedagogów Wyższych Uczelni „SzymbART 2015” będącej zwieńczeniem zeszłorocznego I Sympozjum Artystycznego, któremu towarzyszyła dyskusja panelowa pt. Czy sztuki można nauczyć?

Fot. P. Nowicki


 Spotkanie to odbyło się w lipcu 2015 roku, w Ośrodku Konferencyjno-Wystawienniczym „Kasztel w Szymbarku” Zostało zorganizowane  przez Wydział Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, Instytut Filozofii Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz Muzeum Dwory Karwacjanów i Gładyszów. Brali w nim udział artyści, historycy oraz teoretycy sztuki, jak również pedagodzy średnich i wyższych uczelni artystycznych: prof. Krzysztof Tomalski - Wydział Grafiki ASP Kraków, dr hab. Józef Jerzy Kierski – Wydział Sztuki, prof. UR Rzeszów, dr hab. Łukasz Konieczko - prof. ASP Kraków, dr Szymon Wojtanowski - ASP Kraków, dr Marcin Hajewski - ASP Katowice, dr Beata Lewińska - dyrektor Liceum Plastycznego w Warszawie, mgr Wojciech Sokólski - dyrektor Liceum Plastycznego w Supraślu, dr Joanna Adamowska – nauczyciel w Liceum Plastycznym we Wrocławiu, dr hab. Marlena Makiel - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Antoni Nikiel – prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Marek A. Olszyński - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR, dr hab. Marek Pokrywka - prof. nadzwyczajny, Wydział Sztuki UR dr hab. Jan Franciszek Ferenc - profesor na Wydziale Artystycznym UMCS Lublin, dr. Magdalena Uchman - Wydział Sztuki UR, dr hab. Artur Mordka - prof. nadzwyczajny, Instytut Filozofii UR, dr Włodzimierz Zięba - Instytut Filozofii UR, mgr Agnieszka Koryl - Instytut Filozofii UR, mgr Kamila Bednarska - Wydział Sztuki UR, mgr Piotr Woroniec - Wydziału Sztuki UR, mgr filozofii Paweł Nowicki, dr Agnieszka Iskra – Paczkowska, Instytut Filozofii UR Rzeszów. 
Fot. P. Nowicki


Na wystawie zaprezentowali swoje prace:
Krzysztof Tomalski - ASP Kraków, Józef Jerzy Kierski – Wydział Sztuki UR, Łukasz Konieczko - ASP Kraków, Szymon Wojtanowski - ASP Kraków, Marlena Makiel-Hędrzak - Wydział Sztuki UR, Antoni Nikiel – Wydział Sztuki UR, Marek A. Olszyński - Wydział Sztuki UR,Marek Pokrywka - Wydział Sztuki UR, Jan Franciszek Ferenc - Wydział Artystyczny UMCS Lublin, Magdalena Uchman - Wydział Sztuki UR, Kamila Bednarska - Wydział Sztuki UR , mgr Piotr Woroniec - Wydział Sztuki UR
Fot. P. Nowicki



Obszerna fotorelacja ze spotkania  znajduje się TUTAJ









Fot P. Nowicki











poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Metafizyczne przestrzenie Marleny Makiel-Hędrzak


        Dnia 15 kwietnia w Galerii Sztuki Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy odbył się wernisaż wystawy rysunku i malarstwa Prof. UR Marleny Makiel-Hędrzak[1], artystki związanej na stałe z Wydziałem Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ekspozycja obejmowała rysunki prace wykonane akrylem, oraz techniką mieszaną.    

Marlena Makiel-Hędrzak, Ubi sunt, akryl, (fot. P. Nowicki) 


Martin Buber pisał o epokach, w których człowiek czuje się pozbawiony zadomowienia w świecie, o niepokojących  wyobrażeniach przestrzeni, w których zdaje się zagubiony, pozbawiony swego metafizycznego zakotwiczenia. Scenerią ludzkich narodzin i śmierci nie jest wtedy  kosmos – ład, lecz chaos, przejawiający się  jako gra nieobliczalnych i niezrozumiałych potęg. Buber pisał o gnostyckim doświadczeniu duszy, rzuconej czasoprzestrzenną otchłań, tęskniącej za nieznanym, zarazem zapytującej o swe własne imię. Ten prastary wątek znalazł nowe ujście w niepokojach XX wiecznego egzystencjalizmu, gdzie ludzkiemu poszukiwaniu  tożsamości, służy za tło nicość, lub najwyżej bezduszny naukowy opis kosmicznego uniwersum. Ta nieskończoność przestrzeni fizycznej niepokoiła już Blaise Pascala. Dla niego człowiek, to tląca się ludzka iskierka nadziei miłości i wiary – myśl niespokojna pośród otchłani,  w której  czuje się bezbronna i krucha. Człowiek, jak trzcina myśląca – kropla wody trochę mgły, wystarczy, żeby go zabić.
Dziś ogrom Wszechświata został pozornie uładzony przez matematyczny aparat fizyki i astronomii.  Kosmos zdaje się  bezkresny, ale policzalny – i w tym sensie „zrozumiały”, iż możemy wspiąć się doń po samodzielnie skonstruowanej drabinie równań. Ale odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, życia i umierania narodzin, przemijania, nie znajdziemy w fizyce. Istnieje równie niebezpieczna nieskończoność wewnątrz nas. Choć jesteśmy ograniczeni w czasie (Zein zum Tode) groźna jest nieobliczalność naszej natury, nieprzewidywalność, do czego człowiek potrafi być zdolny. Niegdyś, zwierzęcą dzikość przyrody, przeciwstawiano racjonalności i stałości człowieka. Dziś potrafimy precyzyjnie ustalać bieg zjawisk kosmicznych, ale samych siebie nie jesteśmy pewni. Własnej tożsamości nie odnajdujemy więc ani w świecie, ani we własnym wnętrzu. Czasem trafna się zdaje intuicja starożytnych Greków, w myśl której bogowie albo Los igrają człowiekiem niczym marionetką, że jest przestawiany niczym, pionek na szachownicy.

Obrazy Marleny Makiel-Hędrzak tworzą zamknięty świat, zawierający swoją wewnętrzną autonomiczną  ontologię. Alejo Carpentier w jednej ze swych powieści wyraził myśl, że miarą wielkości artysty jest zdolność kreacji takich właśnie dzieł naznaczonych tajemniczym, alternatywnym porządkiem bytu. Tym, co narzuca się wraz  z pierwszym wrażeniem jest poczucie  iluzoryczności, tymczasowość ludzkiego istnienia  na tle bezkresnej dali. Człowiek w swoim życiu zdaje się przygarniać obcą mu przestrzeń, nadawać jej chwilowe kształty – naczynia z gliny, w których przez moment próbuje zaczerpnąć wody, mleka, domowego bezpieczeństwa (Alegoria ciszy I). W pracy Ubi sunt widzimy postać dziewczynki na skraju schodów, na krawędzi niepewności, nim runie (zniknie) cały znany jej dotąd świat. (wiemy, że źródłem inspiracji był widok dziecka przed domem pogrzebowym). Jest w tych obrazach mistyczne doświadczenie nieznanego, które zdaje się przenikać przez iluzoryczną powłokę rzeczywistości, jak przez zwiewną, przezroczystą zasłonę. Czy w malarstwie Marleny Makiel-Hędrzak mamy do czynienia z nawiązaniem do tradycji  ikony, w której obraz  nie przedstawia, lecz „czyni” tu i teraz epifanię Transcendencji? Ludzkie postacie zjawiające się w pracach artystki zdają się lewitować. Jeśli pamiętamy uwagi Cézanne’a o solidnej podstawie, jaką powinien mieć każdy namalowany przedmiot, ten stan zawieszenia zdaje się nieprzypadkowy. Jesteśmy cieniami, zjawiamy się na chwilę między narodzinami a momentem śmierci. Na obu krańcach towarzyszy nam czyjeś cierpienie. (W kilku pracach pojawia się forma, która sugeruje splątane bandaże) Wiem, że w przypadku sztuki współczesnej niebezpieczne jest zbyt łatwe poszukiwanie denotacji, bowiem to, co obraz sugeruje poprzez przez pozornie czytelne wizerunki, zakotwiczone jest gdzie indziej, aniżeli w mimetycznym odwzorowaniu przedmiotów danych w potocznym doświadczeniu. Są jednak sugestie, dość wymowne znaki, które pozostają czytelne niezależnie od całości artystycznego zamysłu – od tego co dzieje się wśród kresek o plam. Niebieski całun porzucony w ludzkiej trumnie – znak, że zmartwychwstaniemy ciałem. Wielki klucz w obrazie Pole, klucz od starego domu niesie wielką symbolikę. Widzimy Klucz w wielkim zbliżeniu, nieproporcjonalnie duży, wypełniający centralną część kadru. Mucha na szybie (obok klucza) uwięziona tak, jak człowiek chory, któremu nie jest dane iść w pejzaż przedwiośnia gdy ciepło niepokoi, lecz wieje zdradliwy wiatr. 

Marlena Makiel-Hędrzak, Dal, akryl, (fot. P. Nowicki)

Przestrzeń w pracach Marleny Makiel-Hędrzak nie jest  przestrzenią tradycyjnego pejzażu, odległość nie jest miarą geograficzną czy nawet kosmiczną. To jest metafizyczna dal, której doświadczamy poprzez własne wnętrze. Zjawiskowość, ulotność zbudowana jest z aluzyjnych zaledwie zmarszczeń powierzchni. Błękity rozpływają się w biel, w której drga powietrze ludzkiego oddechu. To nie jest kosmiczna physis, lecz ludzki mikrokosmos. Przypomina się Leibniza niezgłębialność monady, zarazem jej wewnętrzny dynamizm. Każdy nosi nad sobą swoje własne niebo, wezwanie oddali, by biec za horyzont, który ucieka ciągle w nieskończoność. Na jednym z obrazów widzimy postać mężczyzny biegnącego w świetlistą dal, ku Wielkiemu Niebu, na tle którego zarysowuje się forma kościelnego okna. Jednak ten optycznie paradoksalny „cień na niebie” jest odbiciem  kształtu okna dziwnej budowli, stojącej „na ziemi”. Ten sakralny motyw zdaje się sugerować tęsknotę za Bogiem. Czy tęsknota ta jest daremna? Przypomina się Achilles, który nigdy nie dogoni żółwia, Kafkowski Geometra K., który nigdy nie dotrze na zamek, nieskończona podzielność, matematyczna otchłań otwierająca się między jedynka a dwójką – jak pamiętamy, obsesja przenikająca utwory Borgesa. Partia nieba w obrazie Dal skonstruowana z plam błękitu rzuconych z pozoru chaotycznie, niesie w sobie nowoczesność abstrakcyjnej kompozycji.  Obok widzimy jasny budynek z „rozsypanym” na ścianie ornamentem cienia. Forma tego cienia koresponduje ze znanym z pozostałych prac cyklu, splotem bandaży (Por. Ubi sunt), tajemniczą wstęgą, rozplątanym całunem zmartwychwstałego Chrystusa. Jest jakaś bolesna ostrość w zarysach tej wstęgi – obca materii tkaniny mającej przynieść ukojenie. W  dolnej partii obrazu widzimy ciemne, „śliskie” podłoże, którego zwarta masa kontrastuje „powietrznym” horyzontem, w którym rozpływa się biegnąca postać –  ulatująca wzwyż.  Metafizyczny niepokój tego obrazu, motyw ulicy, gra tajemniczego światła  może przywodzić na myśl  słynny temat surrealisty Giorgio de Chirico.
Z tym jasnym motywem (Dal) zbudowanym z plam błękitu i bieli  kontrastuje  wykonany ołówkiem akrylem i pastelem obraz świata podziemnego (etc.II). W górze widać zarysy odległego miasta z gwałtownie spiętrzoną pionową partią czerni, przez miękko rozlane motywy (roślinne?) aż do drobno usiatkowanej ołówkową linią „piaszczystej” głębi ziemi. Tam też widzimy ciemną sylwetkę –  martwe ludzkie ciało ludzkie rzucone głową w dół, jak strzęp rozpływającej się materii. Ktoś, dla kogo nie ma już ratunku. Jednak na samym dole, w jasnym prostokącie ukazuje się  kobieca postać siedząca w pozycji medytacyjnej, z twarzą odwróconą od widza. W ty podziemnym „wnętrzu” jest motyw labiryntu o geometrycznych kształtach (symbol zagubienia, sytuacji bez wyjścia), który pozostaje w opozycji do miękkich zawiłości linii – bezpostaciowych partii przygniatającej wszystko ziemi. Wizerunek kobiety jest wyraźny –  przejrzysty kontrast względem rozproszonych szarości tła, podkreśla jej życie. Postać ta przywodzi na myśl motyw larwy – owada, który czeka wiosny – momentu przebudzenia, by wzlecieć ku niebu. Przypomina się również motyw jaskini Platońskiej, stan  uwięzienia, bezdomność w świecie, ludzka tęsknota za nieznanym i miłości do Wiecznego Światła, do którego prowadzi długa i bolesna droga.


Paweł Nowicki




[1] Marlena Makiel-Hędrzak urodziła się  w 1968 roku w Krośnie. Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Miejscu Piastowym, ukończyła Studia w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie. Dyplom uzyskała w pracowni rysunku prof. Stanisława Góreckiego w 1995 roku. Na rzeszowskiej uczelni pracuje od 1996 roku, obecnie w Zakładzie Rysunku na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Swą  działalność artystyczną prowadzi w zakresie rysunku, malarstwa i grafiki. Swoje prace prezentowała na kilkunastu wystawach indywidualnych, brała udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych, ogólnopolskich i międzynarodowych w kraju i za granicą. Uczestniczyła również w wielu plenerach i sympozjach ogólnopolskich i międzynarodowych. Publikowała teksty o sztuce oraz tomy poezji. Marlena Makiel Hędrzak jest laureatką kilku nagród i wyróżnień za swą twórczość artystyczną. Wybrane wystawy indywidualne:  Peryferie Czasu, Biblioteka Muzyczna Rzeszów (1999); W atelier czasu, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie; Alegorie światła, Muzeum Historyczne w Sanoku (2001); Wokół człowieka, Muzeum Historyczne Pałac w Dukli (2002); Patrzenie, Dwór Karwacjanów, Gorlice (2003); Figury czasu, atrybuty pamięci, Galeria Bałucka, Łódź (2004); Rysunek, Galeria Zamkowa w Przemyślu (2005); Poza błękitem, Miejska Galeria Sztuki, Zakopane; Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków (2007); Dotyk światła, Miejski Dom Kultury, Jasło (2008); Rysunek, BWA Sandomierz (2009); Rysunek, Galeria ZPAP w Opolu (2010); Zwierciadło człowieka, Regionalne Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie (2011).Wybrane wystawy zbiorowe: III Triennale Plastyki Sacrum, MGS Częstochowa; Exposition Internationale Petit Format de Papier, Belgia (1998); Podkarpackie wizerunki Jana Pawła II, Muzeum Historyczne w Dukli (1999); I Ogólnopolskie Biennale Sztuk Tarnowskie klimaty, BWA Tarnów (2001); Na papierze, Tarnowskie Centrum Kultury; I Międzynarodowe Biennale Pasteli, MBWA, Nowy Sącz; Pencil Forum, Galeria Drienovec, Słowacja; IT ART, Pisa, Włochy;  II Międzynarodowe Biennale Miniatury, Częstochowa; III Międzynarodowe Biennale Rysunku, Pilsen, Czechy (2002);  II Międzynarodowe Tiennale Rysunku, Wrocław (2003); 1st International Collage Exhibition, Wilno, Litwa; Aspekty, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków; Międzynarodowe Biennale Grafiki, Nowosybirsk, Rosja (2004); Muzyka w malarstwie, Teatr Mały, Tychy; V Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego, Lubaczów (2005); Obrazy muzyką malowane, Pałac Sztuki, Kraków; 9th International Biennial of Miniature Art., Serbia (2008); Drienovec 337. Creative sympodium 2002-2008, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków. http://www.ur.edu.pl/wydzialy/sztuki/zaklady-i-pracownie/zaklad-rysunku/pracownicy/dr-hab-marlena-makiel-hedrzak-prof-ur

czwartek, 23 kwietnia 2015

Artysta w zwierciadle samotności




Prace zgromadzone na wystawie[1] w „Galerii na Pięterku” w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego  powstały z inspiracji tematem lustra pochodzącym z rozdziału Samotność ze zbioru opowiadań Sanatorium pod Klepsydrą Bruno Schulza. Zwierciadło od zawsze budziło niepokój. Niczym baśniowa Alicja pragniemy przedostać się do fantastycznego świata leżącego o po jego drugiej stronie, jednak w zwierciadle  szukamy też prawdy o nas samych –  tego, co moglibyśmy wiedzieć o sobie, równocześnie nie będąc sobą –  przyjąć perspektywę z nikąd, zarazem nią rozporządzać jak własnym spojrzeniem. Obie tęsknoty zdają się nieziszczalne a nasze próby kończą fiaskiem. Choć w zwierciadlanej funkcji odbicia tradycyjnie podkreślano mimetyczny aspekt odwzorowania rzeczy takimi, jakimi one są, jest w niej również obecny niepokojący (lucyferyczny) moment tworzenia iluzji, podszywania się pod prawdę przedmiotów, wodzenia na pokuszenie, by manipulować rzeczywistością za pomocą fikcji. Barokowe podejrzenie, że być może życie jest snem, wydaje się bliskie spekulacji na temat zwierciadlanego odbicia. Dlatego lustro było metaforą inspirującą artystów i filozofów.

Nie sposób dokonać szczegółowego omówienia prac wszystkich autorów wystawy, dlatego ograniczę się do krótkiej charakterystyki kilku obrazów, nie umniejszając tym samym wartości pozostałych.
Katarzyna Foszcz wykorzystując subtelną grą cieni rozchwianych i rozchwianych linii pokazuje nam wiodącą w nieskończoność samopowtarzalność odbicia dwu zwierciadeł ustawionych naprzeciwko siebie. Czy chodzi o  wewnętrzną głębię ludzkiego „ja” –   tego, który spoglądając w lustro, szukając prawdy o sobie,  odnajduje tylko kolejne warstwy iluzji i masek?

W pracy Agnieszki Pawlikowskiej można oczytać motyw niosący „postmodernistyczną”  metaforę kondycji współczesnego człowieka przeglądającego się w bezmiarze swych własnych wytworów, rozczarowanego w ocenie znaczeń. Obraz sugeruje mapę świata, na której z napisów i liter uformowane są fantastyczne kształty kontynentów. Widzimy formy przypominające stare manuskrypty, które układają się w zarysy lądów. Zapłakana dziewczynka z twarzą ukrytą w dłoniach siedzi zagubiona w rogu obrazu – w świecie zbudowanym z tekstów, w którym wszystko okazuje się przewrotne,  na opak, jakby zapisane pismem lustrzanym. Sylwetka dziewczynki swą niemal fotograficzną precyzją wyraźnie odcina się od partii „oceanu” konstruowanego zagęszczoną linią, z nimi zaś kontrastuje grafizm pisanych fragmentów.   
Agnieszka Pawlikowska, Czasem widzę sie w lustrze

Oana Maria Popescu, Bez tytułu




















Oana Maria Popescu przedstawia rozbite zwierciadło, z którego, jeśli uważnie zdołamy się przyjrzeć, wylatują tajemnicze nocne motyle. Zastanawia zderzenie miękkości materii – tego, co nie jest szkłem, lecz wycieniowane doproszonymi plamami szarości, wygląda raczej jak sfałdowane płótno, rozdarty plusz –  jednocześnie posiada ostre kontury popękanego lustra. Ten dysonans wykluczających się jakości przedmiotu podkreśla surrealistyczną paradoksalność plastycznej wizji.  


     
Czy źródeł nadrealizmu opowiadań Schulza, nie należy szukać w Spinozjańskiej  koncepcji Natury – jej nieskończonej Boskiej niezgłebialności, która potem tak wpłynęła na romantyków i  stała się inspiracją dla późniejszych pytań o naturę ludzką?[2] Kim jest człowiek – twórca samego siebie, podążający w głąb siebie i  dowiadujący się prawdy o sobie poprzez swe własne ekspresje – człowiek stojący przed zwierciadłem, które zawsze ukaże mu tylko powierzchnię, nigdy nie ujawniając pełnej prawdy  świata – w najlepszym razie da mu  tylko lustrzane odbicie  – niemal identyczne, jednakże na opak, jak prawa i lewa ręka?

Paweł Nowicki



http://ifp.univ.rzeszow.pl/galeria_napieterku.php


[1]  Wernisaż wystawy prac studentów i absolwentów Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego z Pracowni Rysunku Prof. zw. Stanisława Góreckiego i Prof. UR Marleny Makiel-Hędrzak odbył się 23 kwietnia 2015. Prace swe zaprezentowali: Agnieszka Blat, Elżbieta Brynecka, Bernadeta Cypryś, Oskar Dziedzic, Justyna Foszcz, Katarzyna Foszcz, Małgorzata Górska, Rafał Jedynak, Klaudia Kamińska, Barbara Komaniecka, Natalia Krzywda, Agnieszka Mazur, Karolina Moskwiak, Magdalena Niżnik-Misiak, Małgorzata Ożóg, Agnieszka Pawlikowska, Paweł Pawlikowski, Oana Maria Popescu, Anna Pytlarz, Agata Starczak, Wiktor Steciński, Tomasz Szwajka  

[2] Jak gdyby lustrzanym odbiciem koncepcji Spinozy wydaje się ożywiana wewnętrznym apetitus saomoróżnicująca się w głąb samej siebie Leibnizjańska monada,  nazwana przez Ch. Taylora „protopodmiotowością”.

wtorek, 11 marca 2014

Lalki...?

7 marca 2014 r. W tarnowskim Centrum Sztuki Mościce odbył się wernisaż wystawy Józefiny Piotrowskiej- Szukalskiej pt. Lalka?

Artystka urodzona 29 sierpnia 1985 roku w Gorlicach jest absolwentką Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych im. Tadeusza Brzozowskiego w Krośnie. Ukończyła malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dyplom uzyskała w pracowni profesora Henryka Cześnika. Obecnie mieszka w Gorlicach.

Lalki Józefiny Piotrowskiej-Szukalskiej zdają się sugerować niczym nieskrepowaną dowolność ludzkiej autokreacji, która jednocześnie (może nieświadomie) sprawia wrażenie ucieczki w dezintegrację i pustkę. W ich wielkich oczach czai się smutek
i tęsknota a także bezsilność i chłód. Są nowoczesne, dwuznaczne - infantylne i „złe”. Zastosowana przez artystkę „punk rockowa” stylizacja i kosmiczne atrybuty istot „nie z tej ziemi” miały w sobie coś z estetyki estradowego kiczu. Przypominały filmy Pedro Almodovara, w których występują postacie o chwiejnej tożsamości płciowej, perwersyjne, ekscentryczne, bezsilne i budzące współczucie. Są spontaniczne ale też groteskowe i niedojrzałe jak gdyby dosięgała je gombrowiczowska dezintegracja formy.
Motyw lalki, interpretowany jako metafora zagadkowości natury ludzkiej, wiedzie w stronę fundamentalnych pytań o autonomię, tożsamość i godność osoby. Czy jest w nas coś więcej, prócz min, gestów? Czy jesteśmy marionetkami w rękach losu lub może kogoś innego, kto lepiej niż my sami zna tajemnice naszego wnętrza?
W antyku twierdzono, że bogowie są dziećmi. Lalki Józefiny Piotrowskiej-Szukalskiej, wprowadzają nas w baśniowy świat, który w swej istocie jest zabawą i grą, ale gra może być także bolesna i pełna ironii. Jak pamiętamy, o grach pisali Johan Huizinga oraz Hans Georg Gadamer. Niemiecki filozof w grze widział sedno sztuki, zarazem istotę ludzkiego sposobu bycia.
Wydaje się, że istotnym przesłaniem tej serii prac stanowi dramatycznie wyartykułowany przez artystkę problem samotności i słabości człowieka w świecie pełnym przesytu – iluzorycznym bo stworzonym przez reklamy i audiowizualne media. Człowiek w sztuce Józefiny Piotrowskiej-Szukalskiej staje się „duszkiem”, ułomnym wytworem na wpół realnego tego świata. Współcześni filozofowie stawiają pytanie o tożsamość „ja”. Kiedyś pytano, czy człowiek ma duszę? Dziś stawia się pytania, czy nie jest on tylko sumą wyglądów, przypadkowych gestów, fragmentem autonarracji, snem o sobie…

***

W ostatnich kreacjach Józefiny Piotrowskiej-Szukalskiej widzimy lalki z rozbudowanymi elementami nakrycia głowy przyjmującymi nieraz fantazyjne kształty - kapeluszy z długimi wypustkami, czapek, ażurowych diademów. Pojawiają się w nich motywy roślinne - gałęzie, pnącza, narośle koralowca...
Oblicza postaci stworzonych przez artystkę są naznaczone silnym ładunkiem emocji. Biała lalka o zaczerwienionej twarzy z otwartymi ustami, w których jeżą się ostre zęby, wyraża niepohamowaną złość. Inna zdaje się uspokojona - jej dłonie złożone niczym do modlitwy przerastają w wegetalną formę, sugerują jakieś polipy, motyw wodnej fauny ewokujące nastrój ukojenia. Widzimy smukłą twarz ze skrawkiem koronki i wielkie oczy w smutnym zamyśleniu. Następna postać skulona - niemal pozbawiona ludzkich kształtów - lalka ukwiał, zdaje się wyrazem zapaści, regresji być może pokory po wybuchu gniewu.
Gdzie indziej ukazuje się nam maska - „trędowata” twarz ukryta w guzowatych dłoniach, palce i oczy „zaropiałe” gąbczastą strukturą, skrzywione usta, z których zdaje się wyciekać gorycz.
Jest lalka, która śpi jak dziecko otulone kocem. Ten kocyk, kołderka przypomina anatomiczną formę serca taką, jaką znamy z ilustracji chirurgicznych przeszczepów
z otwartym układem krwionośnym, fragmentami tkanki. Poniżej widzimy tężejący czerwony naciek z pęcherzykami powietrza. Na głowie śpiącej lalki diadem jakby z koralowca a jej powieki przypominają skrzydełka motyla...
Błękitna lalka jest jak postać z dziecięcego snu, czarodziej w kapeluszu, latająca ryba…
Jest różowa księżniczka o kapryśnej twarzy…
Powraca motyw morza falujących uczuć. Artystka mówi, że jednym ze źródeł inspiracji były dla niej białe formy patyków wyrzuconych na plażę.
Lalki Józefiny Piotrowskiej-Szukalskiej można chyba odczytać jako personifikacje uczuć chwilowych emocji. Zdają się wyrazem, postaw wobec drugiego człowieka - kogoś kogo bardzo kochamy, choć czasem targają nami skrajne namiętności.

Paweł Nowicki