Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydział Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydział Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Metafizyczne przestrzenie Marleny Makiel-Hędrzak


        Dnia 15 kwietnia w Galerii Sztuki Miejskiego Ośrodka Kultury w Dębicy odbył się wernisaż wystawy rysunku i malarstwa Prof. UR Marleny Makiel-Hędrzak[1], artystki związanej na stałe z Wydziałem Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ekspozycja obejmowała rysunki prace wykonane akrylem, oraz techniką mieszaną.    

Marlena Makiel-Hędrzak, Ubi sunt, akryl, (fot. P. Nowicki) 


Martin Buber pisał o epokach, w których człowiek czuje się pozbawiony zadomowienia w świecie, o niepokojących  wyobrażeniach przestrzeni, w których zdaje się zagubiony, pozbawiony swego metafizycznego zakotwiczenia. Scenerią ludzkich narodzin i śmierci nie jest wtedy  kosmos – ład, lecz chaos, przejawiający się  jako gra nieobliczalnych i niezrozumiałych potęg. Buber pisał o gnostyckim doświadczeniu duszy, rzuconej czasoprzestrzenną otchłań, tęskniącej za nieznanym, zarazem zapytującej o swe własne imię. Ten prastary wątek znalazł nowe ujście w niepokojach XX wiecznego egzystencjalizmu, gdzie ludzkiemu poszukiwaniu  tożsamości, służy za tło nicość, lub najwyżej bezduszny naukowy opis kosmicznego uniwersum. Ta nieskończoność przestrzeni fizycznej niepokoiła już Blaise Pascala. Dla niego człowiek, to tląca się ludzka iskierka nadziei miłości i wiary – myśl niespokojna pośród otchłani,  w której  czuje się bezbronna i krucha. Człowiek, jak trzcina myśląca – kropla wody trochę mgły, wystarczy, żeby go zabić.
Dziś ogrom Wszechświata został pozornie uładzony przez matematyczny aparat fizyki i astronomii.  Kosmos zdaje się  bezkresny, ale policzalny – i w tym sensie „zrozumiały”, iż możemy wspiąć się doń po samodzielnie skonstruowanej drabinie równań. Ale odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, życia i umierania narodzin, przemijania, nie znajdziemy w fizyce. Istnieje równie niebezpieczna nieskończoność wewnątrz nas. Choć jesteśmy ograniczeni w czasie (Zein zum Tode) groźna jest nieobliczalność naszej natury, nieprzewidywalność, do czego człowiek potrafi być zdolny. Niegdyś, zwierzęcą dzikość przyrody, przeciwstawiano racjonalności i stałości człowieka. Dziś potrafimy precyzyjnie ustalać bieg zjawisk kosmicznych, ale samych siebie nie jesteśmy pewni. Własnej tożsamości nie odnajdujemy więc ani w świecie, ani we własnym wnętrzu. Czasem trafna się zdaje intuicja starożytnych Greków, w myśl której bogowie albo Los igrają człowiekiem niczym marionetką, że jest przestawiany niczym, pionek na szachownicy.

Obrazy Marleny Makiel-Hędrzak tworzą zamknięty świat, zawierający swoją wewnętrzną autonomiczną  ontologię. Alejo Carpentier w jednej ze swych powieści wyraził myśl, że miarą wielkości artysty jest zdolność kreacji takich właśnie dzieł naznaczonych tajemniczym, alternatywnym porządkiem bytu. Tym, co narzuca się wraz  z pierwszym wrażeniem jest poczucie  iluzoryczności, tymczasowość ludzkiego istnienia  na tle bezkresnej dali. Człowiek w swoim życiu zdaje się przygarniać obcą mu przestrzeń, nadawać jej chwilowe kształty – naczynia z gliny, w których przez moment próbuje zaczerpnąć wody, mleka, domowego bezpieczeństwa (Alegoria ciszy I). W pracy Ubi sunt widzimy postać dziewczynki na skraju schodów, na krawędzi niepewności, nim runie (zniknie) cały znany jej dotąd świat. (wiemy, że źródłem inspiracji był widok dziecka przed domem pogrzebowym). Jest w tych obrazach mistyczne doświadczenie nieznanego, które zdaje się przenikać przez iluzoryczną powłokę rzeczywistości, jak przez zwiewną, przezroczystą zasłonę. Czy w malarstwie Marleny Makiel-Hędrzak mamy do czynienia z nawiązaniem do tradycji  ikony, w której obraz  nie przedstawia, lecz „czyni” tu i teraz epifanię Transcendencji? Ludzkie postacie zjawiające się w pracach artystki zdają się lewitować. Jeśli pamiętamy uwagi Cézanne’a o solidnej podstawie, jaką powinien mieć każdy namalowany przedmiot, ten stan zawieszenia zdaje się nieprzypadkowy. Jesteśmy cieniami, zjawiamy się na chwilę między narodzinami a momentem śmierci. Na obu krańcach towarzyszy nam czyjeś cierpienie. (W kilku pracach pojawia się forma, która sugeruje splątane bandaże) Wiem, że w przypadku sztuki współczesnej niebezpieczne jest zbyt łatwe poszukiwanie denotacji, bowiem to, co obraz sugeruje poprzez przez pozornie czytelne wizerunki, zakotwiczone jest gdzie indziej, aniżeli w mimetycznym odwzorowaniu przedmiotów danych w potocznym doświadczeniu. Są jednak sugestie, dość wymowne znaki, które pozostają czytelne niezależnie od całości artystycznego zamysłu – od tego co dzieje się wśród kresek o plam. Niebieski całun porzucony w ludzkiej trumnie – znak, że zmartwychwstaniemy ciałem. Wielki klucz w obrazie Pole, klucz od starego domu niesie wielką symbolikę. Widzimy Klucz w wielkim zbliżeniu, nieproporcjonalnie duży, wypełniający centralną część kadru. Mucha na szybie (obok klucza) uwięziona tak, jak człowiek chory, któremu nie jest dane iść w pejzaż przedwiośnia gdy ciepło niepokoi, lecz wieje zdradliwy wiatr. 

Marlena Makiel-Hędrzak, Dal, akryl, (fot. P. Nowicki)

Przestrzeń w pracach Marleny Makiel-Hędrzak nie jest  przestrzenią tradycyjnego pejzażu, odległość nie jest miarą geograficzną czy nawet kosmiczną. To jest metafizyczna dal, której doświadczamy poprzez własne wnętrze. Zjawiskowość, ulotność zbudowana jest z aluzyjnych zaledwie zmarszczeń powierzchni. Błękity rozpływają się w biel, w której drga powietrze ludzkiego oddechu. To nie jest kosmiczna physis, lecz ludzki mikrokosmos. Przypomina się Leibniza niezgłębialność monady, zarazem jej wewnętrzny dynamizm. Każdy nosi nad sobą swoje własne niebo, wezwanie oddali, by biec za horyzont, który ucieka ciągle w nieskończoność. Na jednym z obrazów widzimy postać mężczyzny biegnącego w świetlistą dal, ku Wielkiemu Niebu, na tle którego zarysowuje się forma kościelnego okna. Jednak ten optycznie paradoksalny „cień na niebie” jest odbiciem  kształtu okna dziwnej budowli, stojącej „na ziemi”. Ten sakralny motyw zdaje się sugerować tęsknotę za Bogiem. Czy tęsknota ta jest daremna? Przypomina się Achilles, który nigdy nie dogoni żółwia, Kafkowski Geometra K., który nigdy nie dotrze na zamek, nieskończona podzielność, matematyczna otchłań otwierająca się między jedynka a dwójką – jak pamiętamy, obsesja przenikająca utwory Borgesa. Partia nieba w obrazie Dal skonstruowana z plam błękitu rzuconych z pozoru chaotycznie, niesie w sobie nowoczesność abstrakcyjnej kompozycji.  Obok widzimy jasny budynek z „rozsypanym” na ścianie ornamentem cienia. Forma tego cienia koresponduje ze znanym z pozostałych prac cyklu, splotem bandaży (Por. Ubi sunt), tajemniczą wstęgą, rozplątanym całunem zmartwychwstałego Chrystusa. Jest jakaś bolesna ostrość w zarysach tej wstęgi – obca materii tkaniny mającej przynieść ukojenie. W  dolnej partii obrazu widzimy ciemne, „śliskie” podłoże, którego zwarta masa kontrastuje „powietrznym” horyzontem, w którym rozpływa się biegnąca postać –  ulatująca wzwyż.  Metafizyczny niepokój tego obrazu, motyw ulicy, gra tajemniczego światła  może przywodzić na myśl  słynny temat surrealisty Giorgio de Chirico.
Z tym jasnym motywem (Dal) zbudowanym z plam błękitu i bieli  kontrastuje  wykonany ołówkiem akrylem i pastelem obraz świata podziemnego (etc.II). W górze widać zarysy odległego miasta z gwałtownie spiętrzoną pionową partią czerni, przez miękko rozlane motywy (roślinne?) aż do drobno usiatkowanej ołówkową linią „piaszczystej” głębi ziemi. Tam też widzimy ciemną sylwetkę –  martwe ludzkie ciało ludzkie rzucone głową w dół, jak strzęp rozpływającej się materii. Ktoś, dla kogo nie ma już ratunku. Jednak na samym dole, w jasnym prostokącie ukazuje się  kobieca postać siedząca w pozycji medytacyjnej, z twarzą odwróconą od widza. W ty podziemnym „wnętrzu” jest motyw labiryntu o geometrycznych kształtach (symbol zagubienia, sytuacji bez wyjścia), który pozostaje w opozycji do miękkich zawiłości linii – bezpostaciowych partii przygniatającej wszystko ziemi. Wizerunek kobiety jest wyraźny –  przejrzysty kontrast względem rozproszonych szarości tła, podkreśla jej życie. Postać ta przywodzi na myśl motyw larwy – owada, który czeka wiosny – momentu przebudzenia, by wzlecieć ku niebu. Przypomina się również motyw jaskini Platońskiej, stan  uwięzienia, bezdomność w świecie, ludzka tęsknota za nieznanym i miłości do Wiecznego Światła, do którego prowadzi długa i bolesna droga.


Paweł Nowicki




[1] Marlena Makiel-Hędrzak urodziła się  w 1968 roku w Krośnie. Po ukończeniu Liceum Plastycznego w Miejscu Piastowym, ukończyła Studia w Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie. Dyplom uzyskała w pracowni rysunku prof. Stanisława Góreckiego w 1995 roku. Na rzeszowskiej uczelni pracuje od 1996 roku, obecnie w Zakładzie Rysunku na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego, na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Swą  działalność artystyczną prowadzi w zakresie rysunku, malarstwa i grafiki. Swoje prace prezentowała na kilkunastu wystawach indywidualnych, brała udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych, ogólnopolskich i międzynarodowych w kraju i za granicą. Uczestniczyła również w wielu plenerach i sympozjach ogólnopolskich i międzynarodowych. Publikowała teksty o sztuce oraz tomy poezji. Marlena Makiel Hędrzak jest laureatką kilku nagród i wyróżnień za swą twórczość artystyczną. Wybrane wystawy indywidualne:  Peryferie Czasu, Biblioteka Muzyczna Rzeszów (1999); W atelier czasu, Miejska Galeria Sztuki w Częstochowie; Alegorie światła, Muzeum Historyczne w Sanoku (2001); Wokół człowieka, Muzeum Historyczne Pałac w Dukli (2002); Patrzenie, Dwór Karwacjanów, Gorlice (2003); Figury czasu, atrybuty pamięci, Galeria Bałucka, Łódź (2004); Rysunek, Galeria Zamkowa w Przemyślu (2005); Poza błękitem, Miejska Galeria Sztuki, Zakopane; Śródmiejski Ośrodek Kultury, Kraków (2007); Dotyk światła, Miejski Dom Kultury, Jasło (2008); Rysunek, BWA Sandomierz (2009); Rysunek, Galeria ZPAP w Opolu (2010); Zwierciadło człowieka, Regionalne Centrum Kultur Pogranicza w Krośnie (2011).Wybrane wystawy zbiorowe: III Triennale Plastyki Sacrum, MGS Częstochowa; Exposition Internationale Petit Format de Papier, Belgia (1998); Podkarpackie wizerunki Jana Pawła II, Muzeum Historyczne w Dukli (1999); I Ogólnopolskie Biennale Sztuk Tarnowskie klimaty, BWA Tarnów (2001); Na papierze, Tarnowskie Centrum Kultury; I Międzynarodowe Biennale Pasteli, MBWA, Nowy Sącz; Pencil Forum, Galeria Drienovec, Słowacja; IT ART, Pisa, Włochy;  II Międzynarodowe Biennale Miniatury, Częstochowa; III Międzynarodowe Biennale Rysunku, Pilsen, Czechy (2002);  II Międzynarodowe Tiennale Rysunku, Wrocław (2003); 1st International Collage Exhibition, Wilno, Litwa; Aspekty, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków; Międzynarodowe Biennale Grafiki, Nowosybirsk, Rosja (2004); Muzyka w malarstwie, Teatr Mały, Tychy; V Triennale Polskiego Rysunku Współczesnego, Lubaczów (2005); Obrazy muzyką malowane, Pałac Sztuki, Kraków; 9th International Biennial of Miniature Art., Serbia (2008); Drienovec 337. Creative sympodium 2002-2008, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay”, Kraków. http://www.ur.edu.pl/wydzialy/sztuki/zaklady-i-pracownie/zaklad-rysunku/pracownicy/dr-hab-marlena-makiel-hedrzak-prof-ur

czwartek, 23 kwietnia 2015

Artysta w zwierciadle samotności




Prace zgromadzone na wystawie[1] w „Galerii na Pięterku” w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego  powstały z inspiracji tematem lustra pochodzącym z rozdziału Samotność ze zbioru opowiadań Sanatorium pod Klepsydrą Bruno Schulza. Zwierciadło od zawsze budziło niepokój. Niczym baśniowa Alicja pragniemy przedostać się do fantastycznego świata leżącego o po jego drugiej stronie, jednak w zwierciadle  szukamy też prawdy o nas samych –  tego, co moglibyśmy wiedzieć o sobie, równocześnie nie będąc sobą –  przyjąć perspektywę z nikąd, zarazem nią rozporządzać jak własnym spojrzeniem. Obie tęsknoty zdają się nieziszczalne a nasze próby kończą fiaskiem. Choć w zwierciadlanej funkcji odbicia tradycyjnie podkreślano mimetyczny aspekt odwzorowania rzeczy takimi, jakimi one są, jest w niej również obecny niepokojący (lucyferyczny) moment tworzenia iluzji, podszywania się pod prawdę przedmiotów, wodzenia na pokuszenie, by manipulować rzeczywistością za pomocą fikcji. Barokowe podejrzenie, że być może życie jest snem, wydaje się bliskie spekulacji na temat zwierciadlanego odbicia. Dlatego lustro było metaforą inspirującą artystów i filozofów.

Nie sposób dokonać szczegółowego omówienia prac wszystkich autorów wystawy, dlatego ograniczę się do krótkiej charakterystyki kilku obrazów, nie umniejszając tym samym wartości pozostałych.
Katarzyna Foszcz wykorzystując subtelną grą cieni rozchwianych i rozchwianych linii pokazuje nam wiodącą w nieskończoność samopowtarzalność odbicia dwu zwierciadeł ustawionych naprzeciwko siebie. Czy chodzi o  wewnętrzną głębię ludzkiego „ja” –   tego, który spoglądając w lustro, szukając prawdy o sobie,  odnajduje tylko kolejne warstwy iluzji i masek?

W pracy Agnieszki Pawlikowskiej można oczytać motyw niosący „postmodernistyczną”  metaforę kondycji współczesnego człowieka przeglądającego się w bezmiarze swych własnych wytworów, rozczarowanego w ocenie znaczeń. Obraz sugeruje mapę świata, na której z napisów i liter uformowane są fantastyczne kształty kontynentów. Widzimy formy przypominające stare manuskrypty, które układają się w zarysy lądów. Zapłakana dziewczynka z twarzą ukrytą w dłoniach siedzi zagubiona w rogu obrazu – w świecie zbudowanym z tekstów, w którym wszystko okazuje się przewrotne,  na opak, jakby zapisane pismem lustrzanym. Sylwetka dziewczynki swą niemal fotograficzną precyzją wyraźnie odcina się od partii „oceanu” konstruowanego zagęszczoną linią, z nimi zaś kontrastuje grafizm pisanych fragmentów.   
Agnieszka Pawlikowska, Czasem widzę sie w lustrze

Oana Maria Popescu, Bez tytułu




















Oana Maria Popescu przedstawia rozbite zwierciadło, z którego, jeśli uważnie zdołamy się przyjrzeć, wylatują tajemnicze nocne motyle. Zastanawia zderzenie miękkości materii – tego, co nie jest szkłem, lecz wycieniowane doproszonymi plamami szarości, wygląda raczej jak sfałdowane płótno, rozdarty plusz –  jednocześnie posiada ostre kontury popękanego lustra. Ten dysonans wykluczających się jakości przedmiotu podkreśla surrealistyczną paradoksalność plastycznej wizji.  


     
Czy źródeł nadrealizmu opowiadań Schulza, nie należy szukać w Spinozjańskiej  koncepcji Natury – jej nieskończonej Boskiej niezgłebialności, która potem tak wpłynęła na romantyków i  stała się inspiracją dla późniejszych pytań o naturę ludzką?[2] Kim jest człowiek – twórca samego siebie, podążający w głąb siebie i  dowiadujący się prawdy o sobie poprzez swe własne ekspresje – człowiek stojący przed zwierciadłem, które zawsze ukaże mu tylko powierzchnię, nigdy nie ujawniając pełnej prawdy  świata – w najlepszym razie da mu  tylko lustrzane odbicie  – niemal identyczne, jednakże na opak, jak prawa i lewa ręka?

Paweł Nowicki



http://ifp.univ.rzeszow.pl/galeria_napieterku.php


[1]  Wernisaż wystawy prac studentów i absolwentów Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego z Pracowni Rysunku Prof. zw. Stanisława Góreckiego i Prof. UR Marleny Makiel-Hędrzak odbył się 23 kwietnia 2015. Prace swe zaprezentowali: Agnieszka Blat, Elżbieta Brynecka, Bernadeta Cypryś, Oskar Dziedzic, Justyna Foszcz, Katarzyna Foszcz, Małgorzata Górska, Rafał Jedynak, Klaudia Kamińska, Barbara Komaniecka, Natalia Krzywda, Agnieszka Mazur, Karolina Moskwiak, Magdalena Niżnik-Misiak, Małgorzata Ożóg, Agnieszka Pawlikowska, Paweł Pawlikowski, Oana Maria Popescu, Anna Pytlarz, Agata Starczak, Wiktor Steciński, Tomasz Szwajka  

[2] Jak gdyby lustrzanym odbiciem koncepcji Spinozy wydaje się ożywiana wewnętrznym apetitus saomoróżnicująca się w głąb samej siebie Leibnizjańska monada,  nazwana przez Ch. Taylora „protopodmiotowością”.

niedziela, 9 marca 2014

Pomiędzy milczeniem - szkice metafizyczne. O malarstwie Stanisława Białogłowicza



Dnia 8 marca 2014 w gorlickim Dworze Karwacjanów w sali im. Ks. Bronisława Świeykowskiego odbył się wernisaż wystawy prac Stanisława Białogłowicza pt."Pomiędzy milczeniem". Ekspozycja ta związana była z jubileuszem pracy twórczej artysty.


Metoda malarska Stanisława Białogłowicza jest głęboko wpisana się w tradycję polskiego koloryzmu. Niezależnie od egzystencjalnych, mistycznych treści – najbardziej rozpoznawalną cechą jego malarstwa jest kolor. Funkcjonuje on w organicznej kompozycji obrazu a mistrzostwo i wyrafinowanie subtelnej gry barw, dopełnia niezwykłą lekkość pociągnięcia pędzlem. Wszystkie niedomówienia, cytaty i skróty malarskiej konstrukcji przedmiotu podkreślają głębie tajemniczych przesłań. Cykl obrazów zgromadzonych na wystawie pod tytułem Pomiędzy milczeniem dedykowanej Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II wprowadza odbiorcę w klimat głębokiej zadumy nad kondycją ludzką, nad tym co ostateczne w perspektywie śmierci i nadziei zbawienia.


S. Białogłowicz, Deesis, fot., P. Nowicki



To, co ludzkie, skończone - autor sytuuje na tle Niepojętego – Boskiej tajemnicy, która w jego malarstwie prześwieca przez codzienny konkret. Przemykają tu pospiesznie postacie zaledwie naszkicowane, sylwetki niedokończone, rozmyte – jak ludzkie żywoty. Każdy z tych cieni nosi w sobie swą własną opowieść, ale okazuje się ona zaledwie jedną z wielu możliwych narracji - w istocie bez znaczenia, jeśli nie zdołamy jej wpisać się w uniwersalny tekst Pisma. Nadzieja, że istnieje jedna wielka Księga leży u podstaw twórczości Stanisława Białogłowicza.

Jednak przedmiot w malarstwie rzeszowskiego mistrza istnieje. Utkany z koloru, w szkicowych zarysach sprawia wrażenie substancji powietrznej. Być może ulotność tej narracji jest metaforą prawdy o naszym postrzeganiu świata, które niekiedy bywa niczym sen na jawie. Wtedy kształt każdej rzeczy wyłania się z domysłów, przez które prześwitują wspomnienia, nadzieje – a wszystko to w rozmytym planie aluzji, skojarzeń i przeczuć.
W swoim malarstwie Białogłowicz demonstracyjnie wykorzystuje estetykę ikony.
S. Białogłowicz, Św. Łukasz malujący Hodegetrie, fot. P. Nowicki

To, co widzimy w naszym ziemskim życiu zdaje się jak cień na ścianie platońskiej jaskini, jednak świat doczesny uwodzi nas bogactwem barw i w tym tkwi bolesny paradoks. Dążąc ku Transcendencji, nie możemy zanegować tego, co widzialne. Artysta sprawia, że poprzez sylwetki postaci i figur, prześwituje święta tajemnica. Jak w ruskiej ikonie święci, nad otwartą księgą, unoszą swe palce wskazując na literę pisma - zarazem - jak gdyby chcieli przytknąć je do ust, znaczącym gestem nakazującym milczenie.
Przypomnijmy fragment wiersza:

W cerkwi
(...)
święci unoszą palce
cisza
tylko mucha brzęczy
w czterech kątach
bytu

Błękitna wariacja na temat grupy Deesis, wydaje się wprost nawiązywać do tego nurtu inspiracji. Również dwa obrazy z cyklu Łukasz malujący Hodegetrie zdają się nieść głębokie przesłanie religijne i filozoficzne. Jak głosi tradycja, pierwsza ikona - obraz namalowany przez św. Łukasza z Antiochii – trafiła do Konstantynopola, gdzie została umieszczona w klasztorze Ton hodigon - stąd nazwa hodegetria. W klasztorze tym mieszkali mnisi - przewodnicy niewidomych. Ten niezwykły zbieg okoliczności - fakt, że wizerunek Marii z Dzieciątkiem znalazł się pośród ślepców, zdaje się nieść głęboką symbolikę. Oto przed nami odsłania się metafizyczny problem relacji między Transcendencją, a tym, co potrafimy poznać za pomocą zmysłów - daremność ludzkich starań, aby pochwycić to, co nie-widzialne, świadomość, że tak naprawdę pozostajemy ślepi na boskie przesłanie, gdy powinniśmy, nie bacząc na urodę świata, iść za głosem sumienia - przewodnika duszy. W tym tkwi paradoks - tragizm egzystencji jak mit Syzyfa w dziele Alberta Camusa. Ta metafora oddaje także los malarza, który pragnąc dotrzeć do sedna przedmiotu, natrafia wciąż na złudne powierzchnie, kształt, który się wymyka, rozwiewa we mgle. (Czyż malarze wielu tak odmiennych szkół nie pragnęli uważać się za realistów w przekonaniu, że to właśnie oni ukazują prawdziwe oblicze rzeczywistości?) Tęsknimy za nieznanym, ale w tym życiu skazani jesteśmy na świadectwo zmysłów, przez które tylko czasem - w dziele wielkiego artysty zdaje się przeświecać sens uniwersalny, tajemnica Bycia. I chyba właśnie w malarstwie Stanisława Białogłowicza potrafimy odnaleźć taki promyk sacrum, prześwit Nieznanego.

Paweł Nowicki

Stanisław Białogłowicz – artysta, malarz, profesor Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Prowadzi autorską Pracownię Form Otwartych na kierunku Edukacja Artystyczna i Grafika. Jest absolwentem Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Malarstwa w pracowni prof. Wacława Taranczewskiego. Dyplom uzyskał w 1973 roku. Jest autorem 50 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą. Brał udział w ponad 200 wystawach zbiorowych ogólnopolskich i międzynarodowych. Stanisław Białogłowicz jest laureatem wielu nagród artystycznych i naukowych.

Uprawia malarstwo sztalugowe i rysunek. Do jego dorobku artystycznego należą m.in.: Krzyż i witraż w Kaplicy Męczenników Polskich - Bazylika św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie (1992); Apokalipsa w Kościele Parafialnym w Loburg Ostbewern (Niemcy,1995); polichromia w Kaplicy Seminaryjnej SVD ks. Werbistów w Nysie (1998). Prace artysty znajdują się w zbiorach prywatnych oraz kolekcjach muzealnych w Polsce i za granicą. Stanisłąw Białogłowicz jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków w Opolu oraz Nyskiej Grupy Artystycznej w Nysie.