niedziela, 23 września 2012
Jesień w Dworze Karwacjanów Malarstwo Józefa Gazdy i rzeźba Stanisława Cukiera
Gorlicka wystawa prac Adama Konieczki
czwartek, 12 lipca 2012
Eugeniusza Gerlacha inspiracje olimpijskie
W prezentowanej serii prac poświęconych tematyce sportowej Eugeniusz Gerlach ukazuje wszystkie najbardziej charakterystyczne rysy swojego malarstwa, eksponując zarazem jego najlepsze atuty. Wystawa obejmująca obrazy pochodzące z różnych okresów twórczości Artysty, przedstawia to, co w jego dorobku zdaje się niezmienne i co może być rozpoznane jako w pełni dojrzały i niepowtarzalny styl. Liczne nawiązania do koloryzmu oraz awangardy XX wieku, które dzięki odkrywczym przetworzeniom zyskują nowe aranżacje, sytuują malarstwo Gerlacha we wspaniałej tradycji sztuki europejskiej. Na obecnej wystawie znajdują prace wykonane tradycyjną techniką olejną. Wiele spośród ich zasługuje na bliższy komentarz.
Motywy olimpijskie, sceny przedstawiające wysiłek sportowców występowały licznie sztuce starożytnej. Do naszych czasów zachowały się rzeźby, a na glinianych naczyniach znajdujemy uwiecznione sylwetki dawnych zawodników. Odrodzenie się ruchu olimpijskiego, jakie nastąpiło na przełomie wieków, wyrastało z nowego spojrzenia na naturę ludzką a ogólne przemiany filozoficznego poglądu na świat znajdowały swe odzwierciedlenie w sztuce. Sposób w jaki artyści ukazywali człowieka zawsze był pochodną kosmicznej wizji uniwersum oraz wyrażał charakter i zakres ludzkich możliwości poznawczych. Warto przypomnieć tu choćby Ferdynanda Legera i jego konstruktywizm czy taneczną lekkość postaci z obrazów Henri Matise’a. Malarstwo Eugeniusza Gerlacha zaje się nawiązywać do formizmu Leona Chwistka, a dokonania awangardy francuskiej - prace Amédée Ozenfanta, także mogą nam ukazać kontekst dla jego interpretacji.
Nowoczesność, od której - jak się zdaje - nie ma już odwrotu, wymaga dyscypliny, chłodnego dystansu, ostrej świadomości wymagań syntetycznej formy. Porzucając dosłowność naśladowania i gubiąc ornament, sztuka dąży do tego, by posługiwać się skrótem i budować klarowną konstrukcję. Optymizm poznawczy, afirmacja życia lepiej wyrażają się w przejrzystych barwach, w klasycznej proporcji, niż poprzez nadmiar, zawiłość, wegetalną bujność. W malarstwie Eugeniusza Gerlacha zdaje się obecny duch lat dwudziestych minionego wieku. Odnajdujemy w nim echo formizmu Chwistka, pragnie jasności - myśl, by odrzucić sceptycyzm oraz subiektywizm na rzecz radosnej pełni i racjonalnej pochwały zdolności człowieka. Zbyt łatwo i w istocie błędnie stawiano nieraz awangardę tuż obok zrewoltowanego futuryzmu.
Autonomia koloru i linii, odejście od tradycyjnych zasad perspektywy sprawiają, że obraz rządzi się wewnętrzną logiką i winien być interpretowany tylko ze względu na swe własne założenia konstrukcyjne. Jego odniesienie do świata pozamalarskiego staje się, w pewnym sensie, drugorzędne. Teza Ozenfanta, zgodnie z którą obraz przestał być łącznikiem między naturą a widzem, lecz wpływa nań własnym, bezpośrednim oddziaływaniem znajduje swój wyraz także w twórczości Gerlacha. Prace w których przewija się motyw piłki nożnej, mogą posłużyć jako tej tezy ilustracja.
Zagęszczone linie potęgują wrażenie ruchu a pulsujące kręgi i zwielokrotnione kontury rąk i nóg nasilają dynamizm całej kompozycji. Żywa zieleń murawy poprzez witalną czerwień aż po chłód błękitu i bieli, spinają łuki narysowane czarną kreską. Ta przejrzystość niemal witrażowej konstrukcji uwydatnia lekkość, wdzięk ludzkich postaci. Radość triumfu, beztroska i święto zdają przywoływać ducha antycznego agonu nie przez stylizację, (np. archaiczne rekwizyty) lecz u samego źródła, uchwytując ludyczny wymiar ludzkiej egzystencji. Widzimy Tryptyk, w którym pośród sportowców ukazuje się skrzydlata Nike. Jej sylwetka zbudowana z mocno zarysowanej sieci falujących linii pulsuje subtelnym światłem. Jasne plamy pastelowych odcieni różu i błękitu, tworzą bogatą mozaikę, która wypełnia prześwity powietrza. Choć ukazane sceny pozbawione są głębi perspektywy - cielesność postaci, modelunek mięśni ukazują się w natężeniu splotów zagęszczonej czerni. Gdzieniegdzie na zasadzie kontrapunktu w ten falisty obrys wkracza geometryczny kształt. Ostra witrażowa szybka ściszonej czerwieni, albo ciemny błękit tkwi niczym grot strzały lekki i bezbłędny.
Obraz ukazujący turystów na tle z tatrzańskiego horyzontu przypomina motywy zbójnickie z grafik Skoczylasa. Sylwetki dwojga ludzi są tak skonstruowane, że ich strój wydaje się jakby góralski a kierunki wyrażające dynamizm postaci, nadają im rytm w takt skocznej melodii. Rozległa plama oranżu z naciekami ochry, łagodny łuk wzgórza kontrastuje z białym konturem oddalonych szczytów. Jest to jeden z nielicznych obrazów w prezentowanym cyklu, na którym pojawia się motyw pejzażu. Jednak wizja przyrody, obecna w na obrazie Gerlacha daleka jest od romantycznego niepokoju. Sugeruje nam raczej tężyznę człowieka ugruntowaną w jego kondycji fizycznej, antyczny ład i zaufanie do natury.
Kolejny obraz przedstawia zawodnika, który bierze rozmach podczas pchnięcia kulą. Tę kompozycję fundują wyraźnie zaznaczone masy, rozpięte na kierunkach trójkąta i łuku. Przetarte plamy o złamanych barwach ziemi przechodzą w partie ochry, jaśnieją ku górze, zaś dołem u podstawy zatapiają się w głęboki błękit. Wysiłek zawodnika zdaje się narastać a efekt kontrapunktu rozegrany jest pomiędzy spiętrzeniem masy rosłych ramion, a niemal taneczną lekkością smuklej partii nóg. Przypomina się wczesny Picasso i jego postać filigranowej tancerki w błękitach skontrastowana ze zwalistą sylwetką cyrkowego atlety.
Tenisista jest prawie monochromatyczny a linie kreślone pewnym pociągnięciem pędzla układają się w poziomych kierunkach, jak gdyby naśladując wymachy rakietą.
Choć niektóre z prezentowanych kompozycji zdają się przypominać twórczość Picassa czy Braque’a, żadne porównanie nie umniejsza oryginalności malarstwa Eugeniusza Gerlacha. Wspomniane podobieństwa są powierzchowne a tam gdzie rzeczywiście mogą się narzucać, wydają się erudycyjnie zamierzone niczym intertekstualne gry znane we współczesnej literaturze. Artysta operując wszechstronnym warsztatem tworzy rekapitulację czy swoistą summę zaś deja vu jakiego doświadczmy patrząc jego prace, powiększa tylko naszą satysfakcję poznawczą. Poza tym, w malarstwie Eugeniusza Gerlacha geometryzacja, rozbicie przedmiotu służą zupełnie innemu celowi, niż miało to miejsce u twórców kubizmu. Relatywizm poznawczy - tak istotny dla założeń artystycznych Picassa - w malarstwie Gerlacha zdaje się kwestią co najwyżej drugorzędną. Głęboki sens kubizmu można upatrywać w niechęci do świata - platonizującej redukcji tego, co widzialne na rzecz minimum, jakie daje matematyczny model. U Gerlacha olśniewa wielość, zachłyśniecie światem, pochwała człowieka w jego cielesności. Bliskie jest mu chyba także, (duchem z awangardy) przekonanie, że malarstwo winno przestrzegać własnych ograniczeń, to znaczy nie próbować wykraczać poza język, którym operuje. Poszukiwanie hipotetycznych wymiarów, które dane mogą być tylko teoretycznie w bardzo zawiłych teoriach, jest obce sztukom wizualnym. To, co realne, a czego nie widać, nie może być malarskie. Dlatego u Gerlacha kolor jest na pierwszym planie.
Na kilku płótnach powraca motyw piłki nożnej. Przed nami obraz zbudowany z drobnych „płytek” cynobru przechodzącego w oranż, z jasnych partii bieli, którym przeciwstawia się szmaragdowa zieleń. Żółcienie i fiolety wplecione gdzieniegdzie w misterną układankę, anonsują inną opozycję kolorów, zarazem ocieplają całość kompozycji. Kierunki podkreśla usiatkowana struktura ciemnych żyłek - linii, które rozgraniczając różnobarwne pola, tworzą zgeometryzowany splot zbudowany delikatną kreską. Z niego wyłania się rozigrany rysunek postaci, a dynamizm kompozycji uwydatnia ożywiony kolor. Przypomina się Roberto Matta Echaurren jego Wiedza świadomość i cierpliwość szklarza.
Gdzie indziej widzimy grupę grających w koszykówkę. Obraz utrzymany jest w ciepłej tonacji oranżu splecionego z różem. Lekki błękit, który buduje partie cienia, przechodzi rytmicznie w zagęszczony fiolet. Czarne zachodzące na siebie melodyjnie łuki dają przedłużenia kierunków wyciągniętych ramion. Krąg walczących o piłkę przenika w promienisty rozbłysk w miejscu, z którego wznoszą się sylwetki graczy. Kuliste elementy głów mogą budzić wspomnienie kompozycji Ozenfanta czy Leona Chwistka.
W większości swych prac Artysta stara się uchwycić moment kulminacji, bo wyczyny sportowców rozgrywają się w rozbłysku chwili. Bohaterowie ukazanych scen zdają się wyłączeni z reszty uniwersum, skoncentrowani na swoim wysiłku. Poeci pisali o greckich atletach, których sylwetki zachowały się do naszych czasów utrwalone w rzeźbie w resztkach ceramiki. Achilles, który po tylu wiekach nie dogania żółwia i tkwi zatrzymany na zawsze w glinianej skorupie. Czy to samo ktoś powie kiedyś łucznicze z obrazu Eugeniusza Gerlacha?
Należy przypuszczać, że obecna wystawa spotka się z uznaniem oraz że wpisze się w nastrój aktualnych wydarzeń sportowych.
Paweł Nowicki
Tekst zamieszczony w katalogu wystawy "Eugeniusz Gerlach Inspiracje olimpijskie. Sport w sztuce", Łódź 2012. Wernisaż wystawy odbył się w Muzeum Miasta Łodzi 10 lipca 2112 r.
czwartek, 28 czerwca 2012
Wystawa fotografii Stanisława Hübnera w Bibliotece w Bieczu
***
Stanisław Hübner - senior artystycznego rodu Hübnerów, urodził się w 1931 r. w Libuszy. Przez wiele lat był pracownikiem gorlickiej Fabryki Maszyn Wiertniczych i Górniczych "Glinik". W początkowym okresie swojej działalności artystycznej malował i fotografował pejzaże Beskidu Niskiego wraz z jego bogatą zabytkową architekturą. Prace te powstały podczas licznych wędrówek, ponieważ Artysta - jak sam twierdzi - jest człowiekiem gór. Stanisław Hubner jest działaczem PTTK, jednym z nielicznych, którzy przeszli na własnych nogach największe górskie pasma Europy. Ta fascynacja pięknem i potęgą przyrody pojawia się w jego akwarelach. Prace Stanisława Hubnera brały udział w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą, m.in. w Wiedniu, Paryżu, we Włoszech, USA, RFN itd. Autor jest dwukrotnym laureatem nagrody artystycznej woj. nowosądeckiego w latach 1978, i 1985, oraz nagrody Naczelnika Miasta w r. 1984. Jest odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi i Tarczą Herbową Miasta Gorlice.
***
Na zdjęciach, które możemy oglądać na bieckiej wystawie Artysta ukazuje miejsca, i ludzkie postacie utrwalone zawsze w jednym mgnieniu oka. Letnie słońce i śnieg sprzed ćwierćwiecza, wóz, który stoi tuż nad brzegiem rzeki, dzieci rozbawione przed wiejską chałupą zdają się patrzeć na nas niczym spod werniksu. Każdy z tych obrazów zdaje się rozpoczynać jakąś opowieść – tu niedokończoną, której akcja potoczyła się zapewne jakimś swoim torem. Te z pozoru proste czarno-białe zdjęcia, w których przejawia się malarskie mistrzostwo budowania kadru są jak słowo poezji - dyskretnie promieniujące. Widzimy przeszłość - choć niezbyt odległą - jednak już zamkniętą jak owad w bursztynie, ponieważ tylko oko prawdziwego artysty potrafi przemieniać naszą codzienność w mit.
Wystawę można zwiedzać do 5. 07. 2012.
Paweł Nowicki
środa, 16 maja 2012
Obrazy za widnokręgiem
„(…) Bóg się każe słowami ludziom modlić, bo bez słów nie odróżniłby człowieka od człowieka. A człowiek sam siebie by nie odróżnił, gdyby nie miął słów. Od słowa zaczyna się życie i na słowach kończy. Bo śmierć to tak samo tylko koniec słów.”
Na szczególną uwagę zasługują rysunki Agnieszki Pawlikowskiej (Widnokrąg I, II). Widzimy gęstniejące linie, które narastają tężejąc, by ukazać nam jakąś zagadkową subiektywną przestrzeń. Lekkie, niemal chaotyczne ślady ołówka zawiązują sugestie przedmiotów, a przez delikatne zatarcia szarości, zdaje się przenikać tajemnicze światło. Na pierwszym planie, kilka pionowych kresek z pozoru bezładnych – są jak wiecheć trawy sklecony przez podmuchy wiatru, nieporadne myśli, szkic na progu świadomości. Z dali wyłania się rozmyty horyzont jak droga wiodąca w głąb ludzkiej pamięci w chwili przebudzenia. Zamierzona niedbałość detalu pozwala artystce wyeksponować autonomię linii, grę światła, bogate zróżnicowanie materii. Zdumiewa nośność tych rysunków, których prostota, niemal minimalizm dają tak wielkie natężenie jakości zmysłowych. Zdaje się, że widzimy zmarszczony nurt wody, dom na widnokręgu, rozjaśniony brzaskiem obszar nieboskłonu, zaoraną ziemię, łąkę, która aż pachnie poranną rosą i mgłą. W swoich trzech pracach Autorka próbuje uchwycić blask niemal metafizyczny – świetlistą otoczkę i tło wszystkich rzeczy. To, co na co dzień skrywa cień milczenia.
Tematem prac Kamili Rzeszutek zdają się słowa zapisane na strzępach materii, zetlałe strąki, wyblakłe nacieki. Łzy dla nikogo - to, co pozostaje. (Od słowa zaczyna się życie i na słowach kończy I – VI).
Wiodącym motywem rysunków Wiktora Siecińskiego jest studium przestrzeni- (Cmentarz, Zdążyć przed śmiercią). Prace te wydają się najbardziej autonomiczne względem tekstu, najmniej uwikłane w obraz literacki, a jednocześnie bezpośrednio zaangażowane i wpisane w jego metafizyczny kontekst.
Autorzy prac zgromadzonych na obecnej wystawie próbują uchwycić intuicje zawarte w prozie Myśliwskiego. Każdy na swój sposób stara się ukazać swoje odczytanie tekstu wykorzystując rysunek, by stawić czoła trudnemu wyzwaniu.
Paweł Nowicki
Niniejszy tekst umieszczony został w katalogu wystawy pokonkursowej Obrazy za Widnokręgiem Widnokrąg życia i literatury zorganizowanej w Galerii Na Pięterku Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ekspozycja, której wernisaż odbył się 14 maja 2012 roku, została zorganizowana w związku z uroczystością przyznania tytułu Doktora Honoris Causa Wiesławowi Myśliwskiemu, wybitnemu pisarzowi polskiemu, autorowi powieści Widnokrąg, Kamień na Kamieniu i innych. W konkursie plastycznym wzięli udział studenci Wydziału sztuki UR: Beata Klimowska, Agnieszka Pawlikowska, Paweł Pawlikowski, Kamila Rzeszutek, Wiktor Steciński i Dorota Szalcha.