Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka sakralna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka sakralna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2014

Pomiędzy milczeniem - szkice metafizyczne. O malarstwie Stanisława Białogłowicza



Dnia 8 marca 2014 w gorlickim Dworze Karwacjanów w sali im. Ks. Bronisława Świeykowskiego odbył się wernisaż wystawy prac Stanisława Białogłowicza pt."Pomiędzy milczeniem". Ekspozycja ta związana była z jubileuszem pracy twórczej artysty.


Metoda malarska Stanisława Białogłowicza jest głęboko wpisana się w tradycję polskiego koloryzmu. Niezależnie od egzystencjalnych, mistycznych treści – najbardziej rozpoznawalną cechą jego malarstwa jest kolor. Funkcjonuje on w organicznej kompozycji obrazu a mistrzostwo i wyrafinowanie subtelnej gry barw, dopełnia niezwykłą lekkość pociągnięcia pędzlem. Wszystkie niedomówienia, cytaty i skróty malarskiej konstrukcji przedmiotu podkreślają głębie tajemniczych przesłań. Cykl obrazów zgromadzonych na wystawie pod tytułem Pomiędzy milczeniem dedykowanej Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II wprowadza odbiorcę w klimat głębokiej zadumy nad kondycją ludzką, nad tym co ostateczne w perspektywie śmierci i nadziei zbawienia.


S. Białogłowicz, Deesis, fot., P. Nowicki



To, co ludzkie, skończone - autor sytuuje na tle Niepojętego – Boskiej tajemnicy, która w jego malarstwie prześwieca przez codzienny konkret. Przemykają tu pospiesznie postacie zaledwie naszkicowane, sylwetki niedokończone, rozmyte – jak ludzkie żywoty. Każdy z tych cieni nosi w sobie swą własną opowieść, ale okazuje się ona zaledwie jedną z wielu możliwych narracji - w istocie bez znaczenia, jeśli nie zdołamy jej wpisać się w uniwersalny tekst Pisma. Nadzieja, że istnieje jedna wielka Księga leży u podstaw twórczości Stanisława Białogłowicza.

Jednak przedmiot w malarstwie rzeszowskiego mistrza istnieje. Utkany z koloru, w szkicowych zarysach sprawia wrażenie substancji powietrznej. Być może ulotność tej narracji jest metaforą prawdy o naszym postrzeganiu świata, które niekiedy bywa niczym sen na jawie. Wtedy kształt każdej rzeczy wyłania się z domysłów, przez które prześwitują wspomnienia, nadzieje – a wszystko to w rozmytym planie aluzji, skojarzeń i przeczuć.
W swoim malarstwie Białogłowicz demonstracyjnie wykorzystuje estetykę ikony.
S. Białogłowicz, Św. Łukasz malujący Hodegetrie, fot. P. Nowicki

To, co widzimy w naszym ziemskim życiu zdaje się jak cień na ścianie platońskiej jaskini, jednak świat doczesny uwodzi nas bogactwem barw i w tym tkwi bolesny paradoks. Dążąc ku Transcendencji, nie możemy zanegować tego, co widzialne. Artysta sprawia, że poprzez sylwetki postaci i figur, prześwituje święta tajemnica. Jak w ruskiej ikonie święci, nad otwartą księgą, unoszą swe palce wskazując na literę pisma - zarazem - jak gdyby chcieli przytknąć je do ust, znaczącym gestem nakazującym milczenie.
Przypomnijmy fragment wiersza:

W cerkwi
(...)
święci unoszą palce
cisza
tylko mucha brzęczy
w czterech kątach
bytu

Błękitna wariacja na temat grupy Deesis, wydaje się wprost nawiązywać do tego nurtu inspiracji. Również dwa obrazy z cyklu Łukasz malujący Hodegetrie zdają się nieść głębokie przesłanie religijne i filozoficzne. Jak głosi tradycja, pierwsza ikona - obraz namalowany przez św. Łukasza z Antiochii – trafiła do Konstantynopola, gdzie została umieszczona w klasztorze Ton hodigon - stąd nazwa hodegetria. W klasztorze tym mieszkali mnisi - przewodnicy niewidomych. Ten niezwykły zbieg okoliczności - fakt, że wizerunek Marii z Dzieciątkiem znalazł się pośród ślepców, zdaje się nieść głęboką symbolikę. Oto przed nami odsłania się metafizyczny problem relacji między Transcendencją, a tym, co potrafimy poznać za pomocą zmysłów - daremność ludzkich starań, aby pochwycić to, co nie-widzialne, świadomość, że tak naprawdę pozostajemy ślepi na boskie przesłanie, gdy powinniśmy, nie bacząc na urodę świata, iść za głosem sumienia - przewodnika duszy. W tym tkwi paradoks - tragizm egzystencji jak mit Syzyfa w dziele Alberta Camusa. Ta metafora oddaje także los malarza, który pragnąc dotrzeć do sedna przedmiotu, natrafia wciąż na złudne powierzchnie, kształt, który się wymyka, rozwiewa we mgle. (Czyż malarze wielu tak odmiennych szkół nie pragnęli uważać się za realistów w przekonaniu, że to właśnie oni ukazują prawdziwe oblicze rzeczywistości?) Tęsknimy za nieznanym, ale w tym życiu skazani jesteśmy na świadectwo zmysłów, przez które tylko czasem - w dziele wielkiego artysty zdaje się przeświecać sens uniwersalny, tajemnica Bycia. I chyba właśnie w malarstwie Stanisława Białogłowicza potrafimy odnaleźć taki promyk sacrum, prześwit Nieznanego.

Paweł Nowicki

Stanisław Białogłowicz – artysta, malarz, profesor Wydziału Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Prowadzi autorską Pracownię Form Otwartych na kierunku Edukacja Artystyczna i Grafika. Jest absolwentem Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu. Studiował w Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Malarstwa w pracowni prof. Wacława Taranczewskiego. Dyplom uzyskał w 1973 roku. Jest autorem 50 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą. Brał udział w ponad 200 wystawach zbiorowych ogólnopolskich i międzynarodowych. Stanisław Białogłowicz jest laureatem wielu nagród artystycznych i naukowych.

Uprawia malarstwo sztalugowe i rysunek. Do jego dorobku artystycznego należą m.in.: Krzyż i witraż w Kaplicy Męczenników Polskich - Bazylika św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie (1992); Apokalipsa w Kościele Parafialnym w Loburg Ostbewern (Niemcy,1995); polichromia w Kaplicy Seminaryjnej SVD ks. Werbistów w Nysie (1998). Prace artysty znajdują się w zbiorach prywatnych oraz kolekcjach muzealnych w Polsce i za granicą. Stanisłąw Białogłowicz jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków w Opolu oraz Nyskiej Grupy Artystycznej w Nysie.


środa, 4 stycznia 2012

„Ikony cienie” Małgorzaty Dawidiuk




          


      W piątek 1 lipca 2011 r. w gorlickim Dworze  Karwacjanów odbył się  wernisaż  wystawy prac Małgorzaty Dawidiuk pod tytułem „Ikony cienie”.
           Małgorzata Dawidiuk, urodzona w Wisznicach na Podlasiu ukończyła PLSP w Nałęczowie. W latach 1988–1994 studiowała na ASP im. I. E. Repina w Petersburgu, na Wydziale Malarstwa i Konserwacji  w specjalizacji  ikon. Brała udział w licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych m.in. w: Petersburgu, Białej Podlaskiej, Gorlicach, Przemyślu, Sanoku, w Rzeszowie, we Lwowie, w Szczecinie a także w Międzynarodowym Biennale Ikonopisania i Sztuki Sakralnej Euroregionu Karpackiego - Trebisov na Słowacji (GRAND PRIX 2007). Jest autorką  wielu dzieł sakralnych  -  ikon, ikonostasów, polichromii (m.in Koszalinie, Chołowicach k/Krasiczyna,  Krynicy, Niagou na Słowacji, w Olsztynie, Zamienicach k/Legnicy). Jest także współautorką polichromii w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Jej prace  znajdują się w zbiorach prywatnych i muzealnych w Polsce i za granicą, m.in. w Kanadzie, Niemczech, Rosji, Słowacji, Stanach Zjednoczonych i Ukrainie. Obecnie prowadzi Pracownię Konserwatorsko – Artystyczną „IKOS”. Współpracuje z Muzeum w Łańcucie.

         Wchodząc do sali wystawowej gorlickiego Dworu Karwacjanów, uświadamiam sobie, że w obecności prac Małgorzaty Dawidiuk należałoby rozmawiać szeptem. To kontemplacyjne malarstwo wyrosłe z tradycji duchowości kościoła wschodniego  zdaje ewokować nastrój bliski  mistycznemu doświadczeniu sacrum. Ze ścian patrzą na nas poczerniałe twarze, zarysy  postaci w złotych aureolach a  pionowe deski, na których majaczą ludzkie cienie, tworzą ciemny szpaler w drugim końcu sali. Widzimy także krótki cykl  pejzaży  przywodzących na myśl sceny z Ewangelii. Wśród prac zgromadzonych na wystawie są obrazy olejne i techniki mieszane, gdzie głównym tworzywem jest drewno ocalone ze zniszczonych cerkwi, resztki polichromii, kawałki uszkodzonych płócien. Niezwykły efekt dają te posklejane z sobą elementy,  przykryte grubą warstwą żywicy i przefiltrowane laserunkami w kolorze bursztynu. To zatarcie granicy miedzy pracą konserwatora a kreacją artysty może być symbolem ciągłości tradycji, wyrazem refleksji nad upływem czasu oraz tego, jak splatają się ze sobą znaki, które zostawiają po sobie ludzkie pokolenia.  
Kiedy na te prace patrzymy  z daleka, z mroku wyłaniają się zarysy postaci, lecz gdy podejdziemy bliżej, obraz rozpada się i widzimy tylko jakieś wykwity i liszaje płótna, a w miejscu twarzy otoczonych nimbem natrafiamy pustkę, drewno przerośnięte w plątaninę słojów. Są to raczej wspomnienia ikon, przechowane ślady, które po latach tlą się w ludzkiej pamięci - nierzeczywiste a może przez to bardziej intensywne, zagęszczone jak wizje ze snu. Cienie tych, którzy odeszli, opuszczone miejsca zdają się odżywać pod naszym spojrzeniem, które scala ze sobą na nowo rozsypane obrazy i drobiny prochu.  


         Można zadać pytanie, czy są do pomyślenia  ikony w pełni „nowoczesne”, to znaczy takie, które nie byłyby stylizacją albo rekonstrukcją dawnych malowideł, lecz które by promieniowały mocą dawnej wiary i  wyrażały restytucję  systemu teistycznej wizji świata. Mówiąc o ikonie mam na myśli obraz, który nie jest tylko znakiem, zwykłym wizerunkiem, lecz który stanowi manifestację Boskiej transcendencji. Jak wiemy, zgodnie z tradycją prawosławia,  ikona  nie powstaje wyłącznie jako kreacja artystyczna, lecz jest pochodną modlitewnego skupienia,  medytacji i natchnienia twórcy. Jak mówić o tym co Boskie w czas marny? Bo nie jest to  kwestia  „prywatnej” wiary lub nie wiary w Boga, lecz problem pewnego systemu wyobrażeń i źródłowych pojęć, które fundują tradycyjny dyskurs. Czy postmodernizm można zignorować? Może ta „nowoczesność” to filozoficzna wieża Babel, która nastała po to,  by człowieka nauczyć pokory,  by szedł za Chrystusem nawet gdyby trzeba było wybierać między Nim a „prawdą”?
              Na jednym z obrazów widać świat bez Boga -  jałową pustynię nad zatrutą wodą (brzeg Morza Martwego?).  Ale przecież zawsze tak było - w czasach opisanych w Ewangeliach tak samo i  dziś.  Świat ukazany  jako miejsce wygnania, gdzie człowiek zostawiony jest na pastwę złych mocy, to znaczy swych złudzeń. Widzimy schylone plecy spieszących pielgrzymów - lekkie ponad horyzontem tylu wieków - tylko ogniki aureoli w skalistym pejzażu.  Boskość prześwituje tam gdzie umiemy dopatrzeć się blasku nieznanego.
        Platon nauczał, że tym, co widzimy za pomocą zmysłów są tylko cienie niegodne uwagi.  Jednak istnienie cienia dowodzi, że gdzieś jest  źródło światła. Nie należy się zbliżać do zjaw tego świata,  podążać do cienia, chwytać jego kształtu,  lecz iść w przeciwną stronę - tam, skąd pada światło, które cień  wywołuje. Platon przestrzega jednak, że światło samo mogłoby nas oślepić, a  droga wzwyż jest długa i żmudna. Czy świat widzialny jest tym, czemu należy zaprzeczyć, poszukując  sacrum?  W nurcie teologii negatywnej próbowano określić Boga poprzez to, czym On nie jest, wychodząc założenia, że każda doczesna determinacja byłaby bluźnierstwem a  każdy po ludzku zrozumiały atrybut oznaczałby zubożenie Jego istoty. Tak więc, cień, milczenie, przeczucie, gotowość, oczekiwanie zdają się być najbliżej świętej tajemnicy. Gdy spojrzymy uważnie na omawiane obrazy,  możemy powiedzieć:  przecież tam nic nie ma,  to tylko gra cieni.  I właśnie istotny sens zdaje się prześwitywać w miejscach niedopowiedzenia, zawieszenia głosu. Zdawałoby się, że  „zobaczyć” można tylko kształt i kolor, bo nie da się wyjść poza świadectwo zmysłów. (Obraz, na którym „nic nie widać” przedstawiałby się jako niedorzeczność.) Malarstwo Małgorzaty Dawidiuk można porównać do pewnych nurtów filozofii, o których powiedziano, że są jak wyprawa do granic języka. Nie należy więc pytać, co obraz przedstawia, bo gdyby nawet przedstawiał jakąś rzecz „ze świata”, tym bardziej oddalałby nas od „istoty rzeczy”. W twórczości Małgorzaty  Dawidiuk nie mamy do czynienia z abstrakcją,  lecz raczej z próbą dotarcia do  kresu tego, co widzialne. W pewnym sensie jest to malarstwo  mistyczne. Może jednak  jest to jedyna droga do ocalenia prawd metafizycznych. Artystka stara się ogarnąć tradycję  zarazem  jej rozkład, z pietyzmem zbiera to, co ocalało, nie unikając ostrej i bolesnej perspektywy dnia dzisiejszego, tak by poprzez szczątki, poprzez zaprzeczenie ukazać świętość, jej tajemniczy blask.    

         
                                                                                Paweł Nowicki


Tekst opublikowany za zgodą Muzeum "Dwory Karwacjanów i Gładyszów" w Gorlicach. Wcześniej ukazał się na stronie: