sobota, 14 grudnia 2013

Czytanie „Mapy” Andrzeja Niewiadomskiego


         Prezentowana książka nie jest powieścią w sensie tradycyjnych podziałów genologicznych. Należałoby ją zaliczyć do form eseistyki, choć utwór nie spełnia wszystkich kryteriów tego gatunku literackiego. Mapa Andrzeja Niewiadomskiego przypomina szkice Borgesa, do których odniesienia w tekście są bardzo wyraźne. W pewnej warstwie da się ją odczytać także jako swoisty traktat o egzystencjalnym doświadczeniu przestrzeni, o fizycznych, geograficznych kierunkach w ludzkim życiu, o stronach ludzkiego wnętrza, stronach biografii.. Narrator chce opowiedzieć o swym rodzinnym mieście, jak się domyślamy, o Lidzbarku Warmińskim, jednak zaczyna od mapy uniwersum, a właściwie od fenomenu mapy jako pewnej formalnej możliwości orientacji w przestrzeni.

Jest faktem naszej egzystencji, że skądś pochodzimy, podążmy dokądś i zawsze skądś wracamy.
W dzieciństwie szliśmy na „tamten” koniec ogrodu albo „w stronę parku”. Chcemy przejść nad urwiskiem, wejść na szklaną górę, ale też pragniemy wrócić do rodzinnego domu, do ogrodu dzieciństwa. Wybieramy się za las, idziemy do szkoły, udajemy na wycieczki i na wyprawy wojenne. Ci, którzy umierają, także „idą” dokądś. Nawet zaświaty muszą być umiejscowione i dane w relacji przestrzennej - idzie się do nieba i do piekła… Miłosz w Ziemi Ulro podkreśla znaczenie tego, co we wszystkich epokach ludzie potrafili sobie wyobrazić w kategoriach przestrzennych. Tak powstawały baśnie i mitologie. Stąd tak częsty w literaturze jest motyw wędrówki, błądzenia w drodze i motyw powrotu. Homer nie wspomina o mapie, Żydów przez pustynię prowadził głos Boga. Często dwoje ludzi idzie do siebie nawzajem, a całe ich życie może być taką wędrówką. Przestrzeń to ramy pojęciowe ludzkiej samowiedzy. Przestrzeń zakłada pewną ontologię.

                               Warto zaznaczyć, że odczarowanie świata, jakie rozpoczęło się w XVII wieku, nastąpiło nie tylko wraz z pojawieniem się mechaniki Newtona, ale i nowej kartezjańskiej koncepcji uniwersum. Kartezjusz stworzył geometrię analityczną, aplikując arytmetykę do opisu przestrzeni. Był to karkołomny zwrot w stosunku do dawnych koncepcji kosmosu, bowiem dla francuskiego filozofa przestrzeń stała się jednorodna
i została opisana wyłącznie ilościowo. W kosmologii Arystotelesa występowały – jak wiadomo – naturalne kierunki góra i dół. W pierwotnych wyobrażeniach, które pokutują jeszcze w horrorach, były „złe miejsca” i święte miejsca. Nowożytna wizja uniwersum zakłada przestrzeń, w której każdy punkt charakteryzowany jest w układzie współrzędnych i w istocie nie posiada żadnego nacechowania jakościowego. Właściwie każde miejsce przedstawia się jako wymienialne na dowolne inne, bowiem o jego tożsamości decyduje liczba. Miało to kapitalne znaczenie dla nowożytnej koncepcji człowieka i społeczeństwa. Fakt, że w „nowym wspaniałym świecie” człowiek nie ma tajemniczej tożsamości, lecz numer, ma swe korzenie właśnie w tej przemianie. Jedyna racją tego, by jednostce ludzkiej przyznawać niepowtarzalność, jest unikatowość biografii.

Mapa jest symbolem naszej samowiedzy, siatki pojęć, którymi próbujemy ogarnąć i oswoić niezgłębialność świata. Tradycyjnie wierzono, że byt jest pierwotny i odciska się w naszym umyśle niczym pieczęć w wosku, a język jest reprezentacją pierwotnego sensu. To, co znaczone, wyprzedzało znak. Dziś wiemy, że jedyną przestrzenią, w której usytuowane są podziały i taksonomie, jest przestrzeń dyskursu. Słowa nie reprezentują rzeczy, a obrazy, które ewokuje mowa, konstytuują się na poziomie syntaktycznym. Nie ma pierwotnej ontologii, nie ma też przedustawnego tekstu, którego komentarz-odwzorowanie mógłby być porównywany z mapą uprzednio danego „oryginału”. Znaczone ustala się wstecznie, jest iluzją, która konstytuuje się w ramach danego dyskursu. Od czasów Kartezjusza, a później Kanta, człowiek zdaje się zamykać w kręgu formalizmu – umysł tworzy algebrę swoich własnych znaków i porusza się w schematach, które sam wytworzył. Kategorie myślenia są jak siatka kartograficzną, która gwarantuje pewność naszego poznania. Już nie potrafimy wyjść poza tę siatkę, a rzeczy an sich są niepoznawalne. Odtąd mapa królestwa właściwie może się obyć bez królestwa. Próbując przejść od mapy, to jest obrazu rzeczy do samych rzeczy, u kresu drogi odnajdujemy kolejną mapę – bardziej szczegółową. Dla postmodernistów – jak pisze Niewiadomski – „Terytorium nie poprzedza już mapy ani nie żyje dłużej niż ona. Nadeszły czasy, że mapa poprzedza terytorium […] że mapa rodzi terytorium.” Nie ma więc sensu pierwotnego; mapa to relacje miedzy znakami, mapa to nasze myślenie schematy, pojęcia, taksonomie, teorie.

Mapa świata przedstawionego to także mapa relacji międzyludzkich. Gdzieś w tle pośród licznych odniesień obecna jest Heideggerowska analityka Dasein, ukazująca ludzkie usytuowanie wobec innych. Nasze otwarcie na świat, postawa wobec drugiego –  „Ty” nie sprowadza się do relacji przestrzennych, jak między ciałami, o których wiemy, że posiadają obrys. Mapa służy orientacji w świecie, ale – jak pamiętamy z lekcji Heideggera – ludzkie „bycie w świecie” nie polega na zajmowaniu miejsca w przestrzeni tak, jak w to się ma w przypadku rzeczy. Ukierunkowanie zdaje się konstytutywnie dla bytu ludzkiego. Helmuth Plessner wskazuje na front, granicę – fundamentalne kategorie conditio humana, które mają charakter przestrzenny. U Niewiadomskiego pośród wielu odniesień intertekstualnych możemy odnaleźć daleką trawestację Proustowskich stron – wewnętrznych kierunków osobistych. Świat, w którym żyjemy, jest nam dany zawsze w perspektywie. Perspektywa zakłada pewien punkt widzenia, a także kierunek, w którym spoglądamy. Nie ma widoku znikąd.

Czy Mapa Andrzeja Niewiadomskiego da się odczytać jako swoisty pamiętnik intelektualny autora, mapa jego życia, lektur i fascynacji literackich? Na to wskazywałyby zawarte w tekście liczne przytoczenia – niekiedy jawne, kiedy indziej zaszyfrowane, nieoczywiste, dające czytelnikowi szerokie pole do domysłów. Fragmenty tekstów Stasiuka, Borgesa, Baudillarda, dotyczące doświadczenie przestrzeni, są jak ślady, które rozwidlają się i giną, niczym zapomniane ścieżki lub stare linie kolejowe, zagubione w lesie. Czytając książkę od początku próbujemy dociec, czym w istocie jest mapa, którą autor wymienia w tytule. Czy jest ona symbolem jak Kafkowski proces, jak księga wszystkich ksiąg, sekretny hieroglif? Może w końcu jest pismem samego dzieła, a utwór Niewiadomskiego jest tym „znaczonym”, które wymyka się i prześwituje poprzez strukturę nadbudowywanych odniesień.

Utwór jest inkrustowany cytatami i odwołaniami do innych tekstów w taki sposób, że osiąga efekt hipertekstu – nie tylko czyni aluzje, lecz uruchamia na nowo cytowane teksty, jak gdyby wymusza ich ponowne odczytanie. W pewnym miejscu słychać głos narratora Traktatu o łuskaniu fasoli Wiesława Myśliwskiego, wyrażający brak złudzeń co do historii, wewnętrzną pokorę, jaką daje bagaż przeżytych lat, epifaniczny i tajemniczy blask miejsc i codziennych przedmiotów, wskazywanych niedbale, ale z poufałością. Tworzą one kosmos podobny do starych, wysłużonych gratów. Odnajdujemy także echa literackich wędrówek Stasiuka i jego refleksji nad Europą Wschodnią – świadomość, że choć przesuwają się granice polityczne, tajemnicą pozostaje wielość istnień poszczególnych.

            Podtytuł Prolegomena sygnalizuje odniesienie do Kanta, dla którego czas i przestrzeń stanowiły elementarne formy wyposażenia ludzkiego umysłu, wyprzedzające i umożliwiające wszelkie doświadczenie. To oczywiście najdalszy układ odniesienia filozofii współczesnej. Czytelny jest także wątek bergsonowski i dalekie echo spinozyzmu, tak dobrze znane poezji Leśmiana – nieustanna droga w głąb bytu, przeświadczenie o nieskończoności przedmiotu, który na co dzień ukazuje się nam tylko wycinkowo. Jak pisze Michel Foucault: „Bez wątpienia bowiem ciągłość natury stanowi okazję do ćwiczenia pamięci, gdy pewna reprezentacja, dzięki niejasnej i słabo widocznej identyczności, przypomina inną reprezentację [...].  Rzeczy i słowa są ściśle ze sobą splatają: natura przejawia się tylko poprzez sieć denominacji, ale też, choć bez owych nazw pozostałby niewidoczna i niema, migocze za nimi jako ich tło […]”.

Świat, który nas otacza, stanowi nieprzebraną wielość bytów poszczególnych. Nasz system pojęć dokonuje skrótów, selekcji i schematyzacji, które umożliwiają nam orientację i porozumienie. Mapa jest więc schematem jak pojęcie, reprezentujące nieprzebrane bogactwo doświadczenia, w którym dokonuje skrótu. W końcu nawet rzeczy, które ogarniamy wzrokiem, stanowią pewien skrót. Wskazując drzewo, nie analizujemy każdego liścia i korników w korze. Gdzie się zaczyna mapa-reprezentacja świata – tego, co rzeczywiste? Czy to, co jednostkowe, nie jest dane tylko dzięki wcześniejszym schematom. Hegel pisał, że papier, na którym pisze, zbutwiałby, zanim udałoby się wyliczyć wszystkie jego właściwości. „Gdyby można było narysować mapę, na której zaznaczone byłyby wszystkie domy i wszyscy ludzie – gdzie każdy z nich stoi czy idzie -   to jeszcze przecież zostają konie, krowy, psy, koty, różne ptaki, ryby w Issie, a gdyby i to narysować, to przecie jeszcze  i pchły na psie, błyszczące żuki w trawie, i  mrówki, i tak dalej. Więc mapa zawsze musi być niedokładna.”

Już dla Platona to, co jednostkowe, dawało się ująć i rozpoznać tylko z punktu widzenia uprzedniej całości. Mapa odwzorowuje fragment powierzchni ziemi, ale nie analizujemy przecież każdego źdźbła trawy. Odwzorowanie w pełni adekwatne musiałoby więc rozrastać się w nieskończoność tak, by w punkcie dojścia zastąpić samą rzeczywistość, którą chce opisać. Znowu przywołajmy słowa Michela Foucaulta: „[…] nazwy roją się w nieskończoność. Przydałoby się tyle, ile jest rzeczy do nazywania. Wówczas jednak każda nazwa byłaby tak ściśle przywiązana do przedstawienia, które desygnuje, że wypowiedzenie żadnej atrybucji nie byłoby możliwe, a język zapadłby się w sobie: gdybyśmy mieli za rzeczowniki jeno nazwy własne, trzeba by było mnożyć je bez końca. Wielość słów przekraczałaby pojemność pamięci, toteż nie wprowadzałyby one wcale porządku w przedmiotach naszego poznania i tym samy ładu w ideach, a wszystkie nasze dyskursy popadłyby w największe pomieszanie”.

                        Czym jest więc mapa? Czy mapa jest Księgą, jej odpowiednikiem lub wariantem? Jak wiadomo, jednym z głównych problemów literatury nowoczesnej było zagadnienie czasu. Sens świata przeżywanego konstytuuje się czasie. Czasowość jest najbardziej źródłowa i zarazem najbardziej problematyczna. Nasze życie posiada temporalną strukturę i dzięki temu może być nam dane jako opowieść. Wszyscy znamy pojęcie Zeitroman. Niewiadomski zdaje się tworzyć dzieło podobnego typu, ale kategorię czasu zastępuje kategorią przestrzeni. W obu wariantach tematem literatury nie są osoby i rzeczy, lecz niepokój poznawczy związany z uświadomieniem sobie sposobu, w jaki świat może być nam dany. Odkrywanie mechanizmów konstytuowania się złudzeń ma moc katarktyczną. Świat przedstawiony w utworze literackim staje się nie tylko symbolem ludzkiego doświadczenia, lecz jak gdyby jego modelem działającym, to znaczy takim, w którym lektura jako rzeczywiste wydarzenie, przewidziane przez autora, przynależy do opisywanego przez nią procesu. Przejawia się w tym samozwrotność utworu, który chcąc stanowić ekwiwalent ludzkiego doświadczenia świata, staje się swego rodzaju mapą.

                             Borges rozważał mapę królestwa w skali 1:1; w jego utworach wciąż wraca motyw dzieła literackiego, które, dążąc do doskonałości, w końcu zmienia się w swój własny „desygnat” (El Espejo y la mascara). U Niewiadomskiego czytamy o mapie: „I nad nią ślęcząc, dokonuje się  jeszcze jednego spostrzeżenia: że tu na krześle ja jeden, a tam pod mim palcem zatrzymanym na pustej plamie, gdzie powinny być Ginie, ja drugi. Ja wskazuję siebie zmniejszonego. Ten drugi nie jest taki sam jak ja tutaj, tylko zrównany, zmieszany z  innymi ludźmi”. W tym sensie tekst Mapy zyskuje charakter performatywny – sam jest działaniem. Tekst staje się mapą. Znów wraca Borges i jego bohater, który patrząc na obraz ze statkiem odpływającym w dal, sam niknie w głębi horyzontu. Mapa chce być księgą różnicującą się w nieskończoność niczym Księga piasku Borgesa. Uważny czytelnik jest w stanie się przekonać, że książka Niewiadomskiego stanowi wielkie repetytorium współczesnych zagadnień filozoficznych i literackich.
          
                                                                                                    Paweł Nowicki


Andrzej Niewiadomski, Mapa. Prolegomena,

Wydawnictwo Ośrodka Brama Grodzka TEATR NN,

Lublin 2012.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz