wtorek, 2 sierpnia 2016

W magicznym domu Urszuli Hübner



  

W moim magicznym domu
Wszystko się zdarzyć może
Same zmyślają się historie
Sam się rozgryza orzech

                                                                                                          Magdalena Czapińska



Fot. P. Nowicki


                             29 lipca 2016 r. w gorlickiej Galerii „Dwór Karwacjanów” w sali im. Prof. Włodzimierza Kunza odbył się wernisaż wystawy prac Urszuli Hübner[1], pt. Sztuka różnorodna. Ekspozycja, która stanowiła rodzaj instalacji przestrzennej wykorzystującej dodatkowo grę światła i cienia, zawierała eksponaty pośród których znajdowały się rzeźby, wyroby tkaniny artystycznej a także kompozycje z elementów drewnianych oraz uwieszone na ścianach karty zapisane kaligraficznym pismem – listy? Wyznania? Poematy? W jednym z fragmentów widocznych w półmroku przeczytałem:




Przez tyle lat siedziałam
na walizkach
w przekonaniu
konieczności powrotu
nagle spostrzegłam
że zapuściłam korzenie
(...)

       Nie zapominajmy skądinąd, że napis także może występować w roli ornamentu, może być elementem obrazu – kompozycji, którą winno się postrzegać głównie jako obraz, choć przekaz pisany jest równie istotny.
Wejście do sali wystawowej przypominało doświadczenie spektaklu. Półmrok rozświetlany przez rozsiane płomyki świec, niekiedy maleńkie kaganki zatknięte w szczeliny kamiennego muru ewokowało atmosferę tajemniczości, ale też klimat domowego wieczoru, bezpieczeństwa i ciepła. Na środku stół, na którym wystawiono wernisażowy poczęstunek, stanowił część ekspozycji – ciastka inne wiktuały i sprzęty, przyciągające uwagę jako forma sceniczna, rekwizytorium niezwykłej ekspozycji. Koronkowe i jedwabne parawany, z których każdy stanowił dzieło sztuki tkackiej, dzieliły przestrzeń sali na  zaciszne zakątki, rozjaśnione rozproszonym światłem lampionów wykonanych z jasnej materii. Lampiony te miały formę prostopadłościanów a w każdym płonął spokojny płomień świecy.  Można by się tym doszukać japońskiego stylu aranżacji wnętrz, jednak na pierwszy  plan wysuwały się rodzime motywy, białe dzierzgane aniołki, pajacyki, także kompozycje z drewna, min. forma przypominającą ptaka o rozłożonych skrzydłach. Kompozycje usytuowane na ścianach, były ujęte w ramy wykonane ze starego ściemniałego drewna, które swoją formą mogły przypominać okna. Odniosłem wrażenie, że trafiłem  do starego przytulnego domu, gdzie znajdują  się szufladki z ubrankami dla niemowląt, miniaturowymi sukienkami – może wspomnienia z dzieciństwa, które artystka chce zachować, budując tym samym swoją prywatną mitologię. Niektóre spośród prac odbiegały od delikatności i czułości, jaka emanowała z pozostałych. Zdawały się one katastrować z nimi jakąś ostrą nowoczesnością, zarazem – na zasadzie kontrapunktu – dopełniać kompozycję całości wystawy. Widziałem ujęte w „okienną” ramę cienkie łukowate pałąki, abstrakcyjne kompozycje z drewna, papieru lub poszarpanych kawałków lekkiego płótna („biedne szmatki”, jakie pozostają ludzkiej przeszłości). Może dzięki temu Autorka osiąga efekt pełni, ukazując swat w całej jego prawdzie.
Fot. P. Nowicki


Zwróciła moją uwagę aranżacja przestrzeni wystawy - okna prowadzące wyobraźnię w dal, ku temu co odległe i obce, wnętrze, gdzie na środku stoi zastawiony domowy stół z wysokimi świecami, przywołujący domową, świąteczną atmosferę, ale też parawany tworzące zakamarki, kryjące drobne tajemnice, zarazem zakątki, gdzie każdy z domowników miał swe własne miejsce. Półprzejrzystość sugerowała, że wszyscy są razem.  Przechodząc pomiędzy partiami mroku, mogłem odkrywać tajemnicze światełka  niezauważone wcześniej detale kompozycji, by dać się wprowadzić w swoisty trans, zrazem oczarować niezwykłej osobowości przejawiającej się poprzez zgromadzone prace. Bo tak to jest – kim jesteśmy, dowiadujemy się nie wprost, lecz przez własne wytwory, przez to, co pokazaliśmy, lub częściej nawet, poprzez przemilczenie, nieświadome często pominięcie albo przeoczenie. Artysta jest tym szczególnie wyczuloną indywidualnością która potrafi w sposób wyrazisty ukazać prawdę o człowieku. Przez pryzmat osobistych doświadczeń, własnych wspomnień, tęsknot i marzeń, umie tę prawdę wyrazić i zamienić w symbol. Sądzę że kompozycja Urszuli Hübner da się odczytać jako próba samoodnalezienia się  Artystki, wędrówką  w głąb własnej osobowości, do źródeł dzieciństwa przez gorycz ludzkich rozczarowań, które nieobce są każdemu z nas, aż po próbę stworzenia baśniowego świata, do którego chciałoby się wrócić, uciec, może zamieszkać w nim na zawsze.
Fot. P. Nowicki

      W całości ekspozycji. dał się zauważyć bardzo silny motyw nadrealizmu, choć nie był to ani surrealizm „psychoanalityczny”, ani te z żadna naiwna  fantastyka. Było w tym coś bardziej czułego, cichego, bez potrzeby nadmiaru słów – kobiecy dom, pamięć, poczucie bezpieczeństwa, a równocześnie wciąż niepokojąca tajemnica.
 
Wystawa czynna jest od 29 lipca do 24 sierpnia br.

Paweł Nowicki





[1] Urszula Hübner - pochodzi z Gdańska, gdzie studiowała architekturę na tamtejszej Politechnice. Od wielu lat mieszka na południu Polski, gdzie czerpie inspiracje do swojej pracy artystycznej. Uprawia twórczość różnorodną min. rękodzieło artystyczne, wykorzystując jego elementy do dekoracji wnętrz. Jak sama mówi, bliskie jest jej wszystko co proste i naturalne. Począwszy od materiałów w których pracuje, są to drewno, len, bawełna, sznurek, koronki, suche rośliny, piasek czy inne materiały pozyskane z otaczającej natury, a na sposobie życia kończąc. Jej filozofią życiową jest proste i zdrowe życie, wsparte medycyną naturalną, akupresurą czy aromaterapią.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz