niedziela, 20 stycznia 2013

Dziedzictwo niesklasyfikowane - wystawa fotografii Bogdana Konopki


Do końca maja w gorlickiej Galerii „Dwór Karwacjanów” można oglądać wystawę prac Bogdana Konopki[1], znanego artysty fotografika, absolwenta Wydziału Fotochemii we wrocławskim Technikum Kinematografii. Autor pochodzi z Dynowa na Podkarpaciu, obecnie mieszka we Francji. „Dziedzictwo niesklasyfikowane” - taki nieformalny tytuł nadał Bogdan Konopka serii swoich prac, która obejmuje obrazy uchwycone podczas jego częstych pobytów na Ziemi Gorlickiej i ukazuje miejsca, budowle i wnętrza szczególnie naznaczone doświadczeniem przemijania i upływu czasu. Widzimy opuszczone gorlickie kino, zdewastowane hale fabryczne, resztki  łemkowskich wsi.
            Fotografię zwykło się utożsamiać z łatwą techniką mechanicznego zapisywania obrazów,  z prostym odwzorowaniem przedmiotów, przy którym artysta pełnić może zaledwie rolę drugorzędną. Autorowi zdjęć pozostaje wybór tematu, ustawienie parametrów, w końcu selekcja uzyskanych rezultatów, jednak zgodnie z powszechnym mniemaniem – fotografia „robi się sama”. Niewątpliwie fotograf pracuje inaczej niż rysownik lub twórca akwaforty, jednak oglądając prace Bogdana Konopki można odnieść wrażenie, że na fotografie, które mamy przed sobą, powinniśmy patrzeć przede wszystkim jak na  dzieła grafiki - zrealizowane poprzez wytrawianie światłem. Te niewielkie obrazy w odcieniach szarości, niekiedy zamglone wywołują nastrój nostalgii, ewokują spokój. Ich ściszony kontrast powoduje, że niekiedy wyglądają skromnie, przynajmniej na tle nowoczesnych - atakujących nas zewsząd przekazów medialnych. Jednak surowość, dyscyplina i pewien minimalizm prac Konopki  ukazują dostojeństwo prawdziwej grafiki. Z reguły Artysta nie przedstawia ludzi, jednak w jego pracach zjawiają się ludzkie wytwory. Obecność przedmiotów, miejsc w których tętniło życie - teraz opuszczonych, zdaje się narzucać przejmującym milczeniem. W przestrzeniach szarości na pozór nic się nie dzieje. Zamglenia, rozproszone światło są niczym obrazy wydobyte z dna pamięci, jak scenerie snów. Zdaje się, że bohaterem każdej z fotografii jest miejsce, tj. bardziej miejsce niż wybrany pojedynczy przedmiot. Artysta - jak sam wyznaje - ma na celu uchwycenie ducha tego miejsca. Mówi, że każde ujęcie robi tylko raz, i jeśli się nie uda, nie ponawia próby. Prace zaprezentowane na obecnej wystawie, Autor wykonywał tradycyjną kamerą, stosując długi czas naświetlania. Taka technika, jak mówi, wymaga cierpliwości, zarazem ustanawia szczególną więź między artystą a wybranym miejscem.
Na zdjęciach Konopki przedmioty uchwycone są w ich dyskretnym  trwaniu,  jak gdyby samo „istnienie” dało się uzmysłowić jako pewna czynność. To, że nic się nie dzieje, potęguje tylko nawarstwienie znaczeń. W statycznych przestrzeniach tych szarych fotografii jak w lustrze stojącej wody odbija się obraz utrwalonej chwili.
            Autor mówi, że jego małe obrazy są jak studnie – pułapki, w które wpaść może odbiorca, gdy spojrzy uważnie w ich subtelna głębię. Gdy skupimy uwagę i zdołamy wniknąć w głąb małej powierzchni, nie możemy się oprzeć magicznej wprost sile, z jaką przyciąga nas gąszcz narastającego detalu. W końcu gubimy się w nim jak w labiryncie. Kto nieuważnie przebiega wzrokiem po tych zdjęciach, pewnie ujrzy zaledwie niewyraźny pejzaż lub walorowy ornament.
Artysta wyznaje pogląd, że w fotografii kolor jest zaledwie anegdotą, że tak naprawdę liczy się kompozycja kadru, struktura przedmiotu i światło. Można się z tym nie zgadzać, jednak poziom prac Bogdana Konopki w pełni uzasadnia taki autokomentarz.  Artysta mówi, że dzisiejsza technika sprzyja dewaluacji barwy. Ekran komputera, wyświetlacz telefonu w końcu okładki czasopism czy wielkie bilbordy niosą te same kolory - poprawne ale jednakowo zdefiniowane, przez co jednostajne i nie mniej nudne niż szary uniform. Tak, jak wszechobecna jazgotliwa muzyka nie zna dostojeństwa ciszy, w której dałoby się usłyszeć szelest odwracanej partytury, podobnie agresywny kolor w istocie zabija  naszą wrażliwość.  
Patrząc na zdjęcia Bogdana Konopki przypomina się łagodny spokój odbicia w wodzie, jaki pamiętamy na słynnym obrazie Vermeera ukazującym panoramę Delft. Wydaje się podobne to studium konkretu - uważne zapatrzenie rejestrujące niepokój doświadczenia chwili, długą pauzę, mgnienie poza czasem.

                                                                                                                      
                                                                            Paweł Nowicki
                                                                           Gorlice, maj 2012

Tekst ukazał się rzeszowskim Kwartalniku FRAZA, 2012, 3



[1] Bogdan Konopka, ur. 27 lipca1953 roku w Dynowie - fotograf, krytyk jest absolwentem Wydziału Fotochemii we wrocławskim Technikum Kinematografii.  Jest jednym z głównych twórców nurtu tzw. fotografii elementarnej, której program opracowywał w latach 1982-1985 przy galerii Foto-Medium-Art we Wrocławiu. Od 1989 r.  mieszka i pracuje we Francji. Był laureatem Grand Prix de la Ville de Vevey w Europejskim Konkursie Fotografii (1998 r.). Został stypendystą Pro Helvetia (Szwajcaria 1993 r.), Miasta Paryż (1994 r.), Ambasady Francuskiej w Pekinie (2005 r.), Instytutu Kultury Francuskiej w Rumunii oraz na Białorusi (w latach 2000 i 2004). Na stałe współpracuje z polskimi pismami o sztuce: "Format" i "Kwartalnik Fotografia". Jest autorem ekspozycji "Szary Paryż" (2000 r.) w Instytucie Polskim w Paryżu oraz "Miasto Niewidzialne" (2003 r.) w Centrum Pompidou.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz