wtorek, 3 stycznia 2012

Utracony raj Bogdana Loebla

  

Nie raz już w historii literatury temat dzieciństwa posłużył jako pretekst do napisania powieści mówiącej o sprawach ludzi dorosłych. By uświadomić sobie niezwykłą nośność narracyjną takiego ujęcia, wystarczy wspomnieć choćby Blaszany bębenek Güntera Grassa, w którym elementy nadrealizmu przeplatające się z faktami rzeczywistej historii XX wieku, tworzą niepowtarzalną wizję epoki i miejsca. Konstrukcja świata przedstawionego z perspektywy dziecka pozwala autorowi zastosować wiele środków wyrazu, których prawomocność gwarantuje połączenie naiwnej obserwacji z wytworami nieskrępowanej wyobraźni małego bohatera. W rezultacie powstaje obraz odrealniony. Rządzi się on prawami baśni albo snu, co stwarza dystans do spraw, które opowiedziane wprost, mogłyby narazić autora na zarzut naiwności. Oceny polityczne oraz dramat doświadczeń nie tak dawno minionej epoki, zbyt łatwo narzucają formułę propagandowej retoryki, która na ogół źle służy wartościowemu pisarstwu i sztuce w ogóle. Powieść Bogdana Loebla Piekło weszło do raju ze względu na sposób literackiego eksploatowania tematu dzieciństwa przypomina Blaszany Bębenek Grassa.
Książka Loebla składa się z dwóch części, właściwie dwóch  powieści, które w tym tomie tworzą razem  narracyjną całość. Część pierwsza – Złota trąbka, w której pojawia się tytułowy fantastyczny rekwizyt, stanowi wprowadzenie w szczęśliwy świat dzieciństwa, nietkniętego jeszcze piętnem zła. Część druga - Weszło piekło do raju - to tragiczna wizja najazdu wrogiej armii, utraty domu i ucieczki w nieznane. Akcja powieści toczy się na południowych rubieżach Polski tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej i w trakcie je pierwszych miesięcy. Bohaterem jest mały Józio, syn zamożnej, mieszanej narodowościowo rodziny (matka jest Ukrainką, ojciec - Polakiem). Zbliża się wojna. Widzimy niepokojące tło stosunków polsko-ukraińskich. Jesteśmy świadkami tego, jak w życiu chłopca w nostalgiczny nastrój kończących się wakacji przenikają pierwsze zwiastuny nadchodzącej katastrofy. Nocami obce samoloty naruszają przestrzeń powietrzną Rzeczypospolitej i choć bohaterowie próbują wierzyć, że warkot z nieba to odgłos dalekiej burzy, ich los jest już przesądzony. Zbigniew Herbert pisał:

chłopiec uśmiecha się ufnie jedyny cień jaki zna
to cień słomkowego kapelusza cień sosny cień domu
a jeśli łuna to łuna zachodu

O czym więc jest ta książka? O wojnie i upadku Polski? O najeździe Sowietów? O konflikcie polsko-ukraińskim? Można się zgodzić, że opowiada o tym wszystkim, ale pod warunkiem, że poprzestanie się na recepcji utworu, zorientowanej wyłącznie na społeczno-polityczny albo historyczny kontekst. Pokusę takiego uproszczenia może potęgować fakt, że przez dziesięciolecia w literaturze krajowej nie było możliwości rzetelnego podjęcia tematu wydarzeń, jakie nastąpiły po 17 września 1939 roku. Sama próba nazwania tego fragmentu polskiej historii stawała się aktem politycznej odwagi, co niekiedy źle wpływało na ich literackie ujęcia.
Loebl stworzył doskonałą powieść, której walory artystyczne, niewspierane pozaestetyczną ideowością doskonale trafiają w czyste patriotyczne tony. Mówi ojczyźnie czule – właściwie obnaża zranione uczucia dziecka, które kiedyś straciło rodzinny dom. Pozwala to uniknąć płycizn rozrachunkowej powieści z tezą. Narrator, piszący w pierwszej osobie, sugeruje autentyczność wspomnień a zarazem ogranicza się do tego, co mógł zobaczyć i pojąć jako kilkuletni chłopiec. Sensy zdarzeń oraz próby budowania uzasadnień, ukazują się z wyraźnym zawieszeniem sądu co do ich obowiązywalności w świecie dorosłych. Jednak same treści doznań, jakie pojawiają się w strumieniu przeżyć dziecka, pozostają absolutnie prawdziwe. Taka fenomenologiczna perspektywa sprawia, iż obraz literacki zyskuje pogłębiony walor, właściwy dla utworów pierwszorzędnej wartości, daleko przekraczających poziom zwykłych zapisków i pamiętników.
Jak wiadomo, dzieci w swoim świeżym spojrzeniu na świat przypominają nieraz pierwszych filozofów. Pytają o przyczyny, dostrzegają regularności zdarzeń, próbują odkryć ich porządek i choć często dochodzą do paradoksalnych interpretacji, na ogół nie mylą się co do faktów. Oto przykład:

          Okryty przez ciocię Annę kocem Józio siedział na progu werandy i usiłował policzyć owe wygryzione przez mole albo wydziobane przez skowronki dziurki w czarnej tkaninie nieba, przez które przedzierał się do niego światłość Boga.

Autor, posługując się mową pozornie zależną, dokonuje swoistej trawestacji dziecięcych prób opisywania świata. Można w tekście Loebla znaleźć więcej przykładów ilustrujących tę cudowną zdolność umysłu dziecka, dla którego ciekawość i wyobraźnia stanowią niewyczerpane źródło twórczej inspiracji:

Otworzył drzwiczki pieca, lecz znalazł w nim tylko zwęglone trupy polan. Wrócił do etażerki i, starając się nie mrugać powiekami, wpatrzył się w szeregi kieliszków, które być może nadal były książkami i tylko chwilowo przybrały nową postać?

Zdarzenia, które przekraczają pojęcie młodego bohatera stoją na jednym planie z fikcyjnymi historiami, które znał z bajek i książek dla dzieci. Można odnieść wrażenie, iż nie jest pewny, czy to, co się dookoła dzieje, nie jest jakąś zabawą - mistyfikacją urządzoną przez dorosłych:

Pośrodku najwyższej półki stała wypełniona wiśniową nalewką pana leśniczego kryształowa karafka, ale Józio już nie wątpił, że to jest komandarm drugiej rangi Michał Kowalow.
To on kazał swoim czerwonoarmiejcom wynieść książki z leśniczówki i zakopać je w lesie albo zrobić z nich stos na jakiejś polanie i podpalić, żeby popatrzeć, jak wiecznie głodny ogień pożera zarówno szlachetnego wodza Apaczów i blade twarze Stasia Tarkowskiego i Nel i Kalego […]
Ale właściwie dlaczego miał się Józio bać, że Bogdan i jakiś bolszewik wywloką go stąd do sań i zawiozą do komandarma drugiej rangi Kowalowa, skoro Kowalow pod postacią kryształowej karafki stał na etażerce i w każdej chwili mógł przybrać swoją służbową postać i, tym razem mierząc do Józia z bolszewickiego nagana […].

Nie mniej ciekawy zdaje się także inny trop interpretacji prezentowanej książki. Mam na myśli  pewne powinowactwo, jakie zdaje się zachodzić  pomiędzy prozą Bogdana Loebla  a klimatem niektórych opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza. Czy wynika to ze specyfiki  pejzażu Ukrainy, przedstawionego w statycznych ujęciach,  w szerokim kadrze zawsze nieco pochmurnej dali?  Czy też decyduje o tym podobny sposób  ukazania  codziennych ludzkich spraw -  surowego konkretu   wyłaniającego się  z mgły  niedopowiedzeń,  przez które przenika jakiś metafizyczny dreszcz? W podobny sposób,  jak podczas lektury Iwaszkiewicza próbujemy sobie postawić pytanie, w którym miejscu stoi narrator, jak płynie dla niego czas, jaką odczuwa nieuchronność. Przypomina się zwłaszcza opowiadanie Nauczyciel, i choć przedstawia ono zupełnie inny obszar ludzkiego doświadczenia, zdaje się, że widać w nim ten sam trzeci plan - uporczywy, nieruchomy horyzont nieskończoności. 
Bez względu na zasadność tej ostatniej hipotezy, książka Bogdana Loebla zdaje się odsłaniać przed czytelnikiem wielkie bogactwo odniesień i tropów interpretacyjnych.
               Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na tytuł powieści.  Trudno zaprzeczyć,  że w pierwszej chwili może się on wydać trochę… nieporadny. Niewątpliwie, czytając na okładce:  „Piekło weszło do Raju” da się wyczuć  pewną naiwność, jaka   przebija z tych słów.  Jednak po chwili namysłu możemy   zauważyć,  że  zdanie to   ma  w sobie coś z dziecięcej wyliczanki  - z  języka gier i  zabaw, a więc wypowiedzi odnoszącej się  do  świata przeżywanego na niby. W związku z tym nasuwa się  pytanie:  Czy jednoznaczne rozróżnienie pojęć dobra i zła, opozycja wyobrażeń Nieba i Piekła obowiązują już tylko umownie - w sferze konwencji i fikcji?  Ktoś powie, że przecież także idee  platońskie istnieją  „na niby”,  jako pochodne struktury naszego języka, którą kiedyś -  zbyt pochopnie wzięto za  rzeczywistość samą. Podobnie zresztą rzecz się ma w odniesieniu do  wszystkich prawd, wartości i innych bytów tego rodzaju, uznawanych  za absolutne, o których dziś sądzi się, że są względne  -  uwarunkowane przez systemy  gier językowych i konteksty, w jakich się o nich mówi.  Czy dziś już  tylko w świecie wyobraźni dziecka możliwe jest ocalenie niewinności i wiary w jednoznaczną opozycję  dobra i zła? W tym sensie tytuł nie tylko doskonale koresponduje z ideą  utworu, lecz także  skłania do wielu dalszych refleksji.  


                                                                                                    Paweł Nowicki

Bogdan Loebl, Piekło weszło do Raju,
Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2010

Tekst opublikowany w rzeszowskim kwartalniku FRAZA 2010/3-4



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz